Afera SKOK – o co w niej chodzi? Sprawdź najważniejsze informacje!

Ocena: 5 (ilość ocen: 7)

Ocena: 5
(ilość ocen: 7)

SKOK-i miały być alternatywą dla banków i służyć pomocą udzielając tanich kredytów. Jednak w ostatnim czasie stały się one nie tylko znakomitym przykładem nieudolnego zarządzania, ale również przyczyną olbrzymich kontrowersji, przez co, stanowią niewygodny temat dla obu stron politycznej barykady. Afera SKOK-ów kosztowała nas do tej pory 4 mld 900 mln zł i jest największym finansowym przekrętem ostatnich lat, w porównaniu, z którym nawet sama afera Amber Gold ma znikomy zasięg. Miliardy złotych po prostu “wyparowały”, a rządząca partia przez lata chroniła spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe przed większym nadzorem finansowym ze strony państwa. Co stało się z tymi pieniędzmi i komu zależy na tym, abyśmy nie poznali prawdy?

Temat znowu powraca do łask, a wszystko za sprawą nowego filmu braci Sekielskich o SKOK-ach, którego premiera szykowana jest na późną wiosną tego roku. Dlatego warto już wcześniej zapoznać się ze szczegółami niedługiej, ale jakże burzliwej historii polskich SKOK-ów.

Czym jest SKOK?

Zanim wdrożymy się w szczegóły dotyczące funkcjonowania SKOK-ów dobrze jest przypomnieć sobie to, na czym polega ich działalność. Otóż spółdzielcza kasa oszczędnościowo-kredytowa jest instytucją parabankową, która działa na podstawie osobnej ustawy, a także Prawa spółdzielczego. Oznacza to, że nie obowiązują jej reguły, którymi objęte są banki (jednak od 2012 roku SKOK-i są nadzorowane ze strony Komisji Nadzoru Finansowego), a cała konstrukcja prawna stanowi połączenie elementów spółdzielczych oraz finansowych, których zdefiniowanie jak się później okaże, nie jest takie proste. SKOK-i, tak samo jak banki objęte są gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Czyli w praktyce oznacza to, że środki lokowane w obu instytucjach są zabezpieczone do równowartości 100 tys. euro.

SKOK-i zaliczane są do szerokiej kategorii instytucji finansowych, zrzeszonych w Krajowej Spółdzielczej Kasie Oszczędnościowo-Kredytowej (Kasa Krajowa, Krajowa SKOK, KSKOK), która od 1996 roku, pełni wobec niej funkcję kontrolną i należy do największego systemu (holdingu) parabankowego w Polsce (dominującą rolę w nim pełni spółka SaltLux Holding, która wcześniej nazywała się SKOK Holding S.à.r.l.). Często przedstawiciele SKOK-ów nazywają je „ostoją polskiego kapitału” na rynku zdominowanym przez zagraniczne koncerny finansowe (w samym tylko polskim sektorze bankowym, kapitał zagraniczny ma ok. 60% udziału, gdzie w krajach zachodnich jest to tylko ok. 25%). Natomiast naczelnym celem, który przyświecał ich powstaniu nie miała być wcale maksymalizacja zysków, a realizacja idei wspólnego oszczędzania i pożyczania sobie środków finansowych. Podobne do SKOK-ów instytucje (nazywane uniami kredytowymi) działają zresztą w 117 krajach i skupiają ponad 260 mln ludzi.

Trzy elementy wchodzące w system SKOK

Obecnie w skład systemu SKOK wchodzą trzy główne elementy. Pierwszym z nich są spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK). Drugim elementem jest Kasa Krajowa SKOK, która została utworzona w 1992 roku z inicjatywy Grzegorza Biereckiego, który funkcję jej prezesa pełnił przez kolejnych 20 lat (obecnie jest nim Rafał Matusiak). Natomiast przewodniczącym rady nadzorczej do 2017 roku był Adam Jedliński, który wraz z Grzegorzem Biereckim, jego bratem Jarosławem Biereckim, Grzegorzem Buczkowskim, Lechem Kaczyńskim i Fundacją na rzecz Polskich Związków Kredytowych, odegrał szczególną rolę w tworzeniu i późniejszej działalności SKOK-ów. Kasa Krajowa SKOK, to administracyjno-kontrolny nadzorca, za którego finansowanie odpowiedzialne są poszczególne kasy (obecnie jest ich 26). Celem jej działalności jest udzielanie wsparcia SKOK-om ze środków funduszu stabilizacyjnego (gromadzonych przez SKOK-i), a także zapewnienie stabilności finansowej i bezpieczeństwa zgromadzonych w kasach oszczędności. Poza funkcją nadzorczą, Kasa Krajowa zapewnia również SKOK-om doradztwo prawne i finansowe oraz udziela kredytów i pożyczek.

Trzeci element natomiast stanowi SaltLux Holding (wcześniej SKOK Holding S.à.r.l.), która została zarejestrowana w październiku 2007 roku w Luksemburgu, a jej prezesem został Grzegorz Bierecki. Przejęła ona tym samym udziały w Krajowej SKOK i sieć należących do niej spółek (w ten sposób Kasa Krajowa przestała pełnić dominującą rolę w holdingu SKOK). Poprzez utworzoną sieć powiązań, zarówno personalnych, jak i kapitałowych kontrolowanych przez nią spółek holdingu SKOK, transferowane są środki SKOK w postaci opłat za usługi (kapitały jakimi dysponuje SaltLux przekraczają kwotę pół miliarda złotych). Tym samym, wszystkie środki podmiotów systemu SKOK, które podlegają polskiemu prawu, są transferowane do spółki luksemburskiej, wobec której KNF nie posiada już żadnych uprawnień nadzorczych.

Jak zostać członkiem SKOK-u?

Zgodnie z art. 3. 1. “Celem kas jest gromadzenie środków pieniężnych wyłącznie swoich członków, udzielanie im pożyczek i kredytów, przeprowadzanie na ich zlecenie rozliczeń finansowych oraz pośredniczenie przy zawieraniu umów ubezpieczenia”. Aby podmiot taki mógł w ogóle zaistnieć konieczne jest dobrowolne zrzeszenie się nieograniczonej liczby osób połączonych “więzią o charakterze zawodowym lub organizacyjnym”. Jednak w rzeczywistości te ustawowe ograniczenia dotyczące dostępu do SKOK są jedynie pozorne, bowiem do większości kas może zarejestrować się każdy (wystarczy tylko zostać członkiem jednego z otwartych stowarzyszeń, przy którym działa dana kasa).

Natomiast już z usług SKOK-u mogą skorzystać wyłącznie jego członkowie. Aby stać się jednym z nich, należy dokonać rejestracji, wnieść opłatę wstępną oraz wykupić chociażby jeden udział w kasie. Tym samym, każdy członek kasy jest również jej współwłaścicielem (co zwłaszcza w teorii zapewnia mu trochę wyższy status niż klientowi banku). Każdy z członków jest również zobowiązany do comiesięcznych minimalnych wpłat na rachunek ROR lub do założenia lokaty w SKOK (z obowiązku tego często wyłączeni są emeryci i renciści). Natomiast w przypadku rezygnacji z członkostwa, zwracana jest kwota udziałów oraz wkład członkowski, ale już bez wpisowego (dzieje się również tak po śmierci członka SKOK-u). Ten warunek jest jednym z tych, które różnią go od usług banku (gdzie nie trzeba się rejestrować, wnosić żadnych opłat i wypełniać deklaracji członkowskiej).

Jaka różnica między SKOK-iem a bankiem?

Na pewno jest to charakter działalności. Banki bowiem są spółkami akcyjnymi, które skupiają się przede wszystkim, na osiąganiu zysków dla swoich wierzycieli, udzielając kredytów oraz pożyczek podmiotom zewnętrznym. Natomiast SKOK-i powinny działać (jak już zresztą wspomnieliśmy o tym wcześniej) w celach niezarobkowych, udzielając jedynie wsparcia swoim członkom. Przy czym środki pieniężne, które nie są wykorzystywane na kredyty i pożyczki dla członków kasy, mogą być inwestowane wyłącznie:

w obligacje oraz inne papiery wartościowe emitowane lub gwarantowane przez Skarb Państwa lub Narodowy Bank Polski;
jako lokaty w bankach lub lokaty, wkłady i udziały w Kasie Krajowej;
w jednostki uczestnictwa funduszy rynku pieniężnego, o których mowa w art. 178 ustawy z dnia 27 maja 2004 r. o funduszach inwestycyjnych (Dz. U. Nr 146, poz. 1546, z późn. zm.11).

Czyli ważne jest to, aby środki pieniężne były inwestowane z zachowaniem najwyższej staranności.

Czym różni się SKOK od banku spółdzielczego?

Część osób, ze względu na spółdzielczy charakter obu instytucji, na pewno zastanawia się, czy obie te instytucje mają tożsamy charakter? Otóż nie. SKOK i bank spółdzielczy mają inny status. Te pierwsze określane są mianem instytucji pozabankowych (quasi-bankowych) lub też parabanków, które stanowią odpowiednik zagranicznych unii kredytowych (których celem jest dążenie do poprawy sytuacji materialnej, szans życiowych swoich członków oraz ich rodzin).

Natomiast bank spółdzielczy jest jedną z form prawnych działalności banku przewidzianą w polskim prawie (obok przedsiębiorstwa państwowego i spółki akcyjnej), której właścicielami są spółdzielcy. Przy czym instytucja ta nie wymaga od swoich członków np. spełnienia wymogu powiązania zawodowego/organizacyjnego, a swoje usługi oferuje także osobom spoza stowarzyszenia (czyli ma charakter spółdzielni otwartej).

Jakie produkty oferują SKOK-i?

Każdy członek SKOK-u może korzystać z konta (także darmowego) oraz ma dostęp do takich produktów finansowych jak: kredyty gotówkowe, pożyczki, karty kredytowe, lokaty, fundusze inwestycyjne, czy IKE. Przy czym SKOK-i, jako jedyne instytucje niebankowe mają prawo udzielania kredytów hipotecznych.

Jakie ustawy regulują działalność SKOK-ów?

Na przestrzeni kilkunastu lat zmieniono ustawę o SKOK-ach, a narzucone Kasom inne niż dotychczas schematy i zasady działania, spowodowały upadek wielu z nich.

Pierwsza ustawa regulujące działalność SKOK-ów

Pierwsza ustawa o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych została uchwalona 14 grudnia 1995 roku przez Sejm II kadencji. Zgodnie z nią, SKOK-i mogły udzielać kredytów i pożyczek wyłącznie na okres 36 miesięcy (3 lata), natomiast na cele mieszkaniowe nie na dłużej niż 60 miesięcy (5 lat) – i tu należy podkreślić, że w żadnym wypadku nie były to kredyty hipoteczne. Do tego na SKOK-i nałożony został obowiązek odprowadzania 1,22% aktywów na działający przy Kasie Krajowej tzw. fundusz stabilizacyjny, którego zadaniem było finansowanie programów naprawczych SKOK-ów, które znalazły się w finansowych tarapatach.

Jednak w wyniku nowelizacji ustawy o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych w 2007 roku, wykreślone zostały zapisy dotyczące limitów okresu kredytowania. Zniesienie tego ograniczenia wpłynęło na wzrost aktywności kredytowej SKOK w zakresie finansowania długoterminowego. Nie trwało to jednak długo, ponieważ zapis został przywrócony w pierwszej połowie 2009 roku.

Druga ustawa regulujące działalność SKOK-ów

Natomiast druga ustawa o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych została uchwalona 5 listopada 2009 roku. Warto tu dodać, że prace nad nią wszczęte zostały w związku z dynamicznym rozwojem kas, w tym z uwagi na dużą kwotę depozytów, które zgromadził holding SKOK oraz coraz większą liczbę członków korzystających z usług tego sektora. Ustawa ta przewidywała objęcie państwowego nadzoru systemu SKOK przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jednak na wejście nowych przepisów trzeba było jeszcze poczekać do 27 października 2012, dlaczego? Wpływ na to miała decyzja ówczesnego prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, który skierował ją do kontroli Trybunału Konstytucyjnego, aby sprawdzić zgodność jej przepisów z ustawą zasadniczą.

Prace nad wnioskiem nadzorowane były przez Andrzeja Dudę (ówczesnego szefa prezydenckiego Biura Prawa i Ustroju i podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta Polski), które konsultował z Grzegorzem Biereckim (będącym nie tylko twórcą SKOK-ów, ale również jednym z najbardziej wpływowych senatorów) i Adamem Jedlińskim (przewodniczącym rady nadzorczej Kasy Krajowej). W dokumentach znalazły się wyłącznie analizy przygotowane na zlecenie SKOK-ów, a sam wniosek wysłano w ostatnim, możliwym terminie (35 min przed północą). Przy czym rządzący wtedy Bronisław Komorowski podjął decyzję o wycofaniu uwag skierowanych do Trybunału Konstytucyjnego przez swojego poprzedniego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, co wzbudziło szereg kontrowersji prawnych.

Nowa ustawa w końcu wprowadziła państwowy nadzór Komisji Nadzoru Finansowego nad Kasą Krajową oraz SKOK-ami (również przeniosła kompetencje nadzorcze Kasy Krajowej nad SKOK-ami na KNF). Co ważne, płynność SKOK-ów została zabezpieczona przez Fundusz Stabilizacyjny. Jednak ustawa ponownie zniosła ograniczenia, co do okresu kredytowania. Co jak się później okazało, miało zgubny wpływ na kondycję finansową wielu SKOK-ów i doprowadziło do ich ogromnych zadłużeń

Ustawa z dnia 19 kwietnia 2013 roku

Natomiast ustawa z dnia 19 kwietnia 2013 r. o zmianie ustawy o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych oraz niektórych innych ustaw, wprowadziła zmiany dotyczące większości aspektów funkcjonowania kas. Do najistotniejszych z nich należało m.in. objęcie środków pieniężnych zgromadzonych przez członków SKOK ustawowym systemem gwarantowania depozytów przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Natomiast wpływ KNF na obsadę, jak i kompetencje prezesów kierujących kasami, miały przyczynić się do poprawy jakości zarządzania środkami.

Wzmocniono także wiarygodność kas poprzez wprowadzenie rekomendacji KNF, obowiązku składania sprawozdań z obrotu środkami klientów SKOK. Dzięki utrzymywaniu rezerw finansowych w Narodowym Banku Polskim (NBP) zwiększona również została ich stabilność. Dodatkowo wprowadzono możliwość przejmowania przez banki SKOK-ów mających problemy finansowe. Co, jak się okazało w późniejszym czasie miało miejsce wielokrotnie.

SKOK – jaka jest jego historia?

Współczesne SKOK-i działają w naszym kraju nieprzerwanie już od prawie 30 lat, a w tym czasie ich członkami było ponad 2,5 mln osób. Jednak ich historia jest o wiele dłuższa…

Historia kas oszczędnościowych sięga połowy XIX wieku

Kasy oszczędnościowo-kredytowe zostały stworzone po to, by stanowić alternatywę dla banków. Podobne organizacje działały już w średniowieczu i nosiły nazwy banków pobożnych, kas wdowich czy gildii kupieckich. Jednak nowoczesna historia kas oszczędnościowych sięga połowy XIX wieku, kiedy to z inicjatywy Hermanna Shulze powstały pierwsze tego typu organizacje w niemieckich miastach Delitzsch i Eilenburg (co zapoczątkowało światowy system spółdzielczości oszczędnościowo kredytowej na miejskich obszarach). Szczególne znaczenie miało zaś, zainicjowanie tego ruchu na obszarach wiejskich, które rozpoczął w 1864 roku Friedrich Wilhelm Raiffeisen, zakładając pierwszą wiejską spółdzielnię oszczędnościowo-kredytową w Heddesdorf, w Niemczech.

Spółdzielnie kierowały się w działaniu przede wszystkim ideą samopomocy, samozarządzania i demokracji ekonomicznej. Zrzeszały one ludzi z lokalnej społeczności, którzy z uwagi na wzajemne zaufanie jakim się darzyli, pożyczali sobie pieniądze na niższy procent niż w banku (najczęściej były to drobne, krótkoterminowe pożyczki). W 1888 roku (w którym zmarł również Raiffeisen) spółdzielczość oszczędnościowo-kredytowa funkcjonowała już w takich krajach jak: Francja, Anglia, Holandia, Włochy i Austria. Natomiast na przełomie XIX i XX wieku dotarła także na kontynent amerykański.

Następnie kasy oszczędnościowe zaczęły powstawać w Polsce

Również w Polsce, na wzór kas Raiffeissena, zaczęto tworzyć podobne instytucje. Na Podolu powstały m.in. kasy włościańskie (założone przez Marcelinę Darowską), w Wielkopolsce powstawały banki ludowe (których twórcą był ksiądz Wawrzyniak). Natomiast w Galicji były to kasy Franciszka Stefczyka, który to podczas pobytu w Westfalii, poznał system wiejskich kas spółdzielczych i podczas zjazdu Kółek Rolniczych we Lwowie, wystąpił z inicjatywą uruchomienia dostosowanych do polskich warunków spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowych.

Pierwsza z nich powstała w 1890 roku w podkrakowskiej wsi Czernichów i w pełni oparta była o model opracowany przez Raiffeisena. Do dziś zresztą, Franciszek Stefczyk jest patronem ruchu SKOK a największa Kasa w Polsce nosi jego imię. W okresie międzywojennym, kas w Polsce było już 3.500 i należało do nich półtora miliona osób. Miały one duży wkład w rozwój usług i drobnej przedsiębiorczości w świeżo odrodzonej Polsce. Jednak wszystko przerwał wybuch II wojny Światowej i dopiero po niej ponownie reaktywowano spółdzielnie oszczędnościowo-pożyczkowe według tych samych zasad. Po to, aby w 1952 roku na nowo je znieść, ponieważ działalność oszczędnościową przejęła wtedy Powszechna Kasa Oszczędnościowa (PKO). Jednak w kolejnych latach przywrócono to prawo i nazwę spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowych. Z kolei ustawa o prawie bankowym z 1960 roku, dała prawo spółdzielniom oszczędnościowo-pożyczkowym używania nazwy „bank” z dodaniem wyrazu “ludowy” lub „spółdzielczy”.

Idea kas została przywrócona przez działaczy związanych z Solidarnością

Miało to miejsce po 1989 roku, przy czym najważniejszym organizatorem kas (a nie jak było to wcześniej banków spółdzielczych) był Grzegorz Bierecki, który przywiezione z USA pomysły, zaczął przekształcać w realne SKOK-i. Przekonał do nich również ówczesnego przewodniczącego Solidarności – Lecha Kaczyńskiego, który uznał, że mogą one nie tylko wpisać się w system pomocowy związku, ale także być alternatywą dla upadających zakładowych kas zapomogowo-pożyczkowych. W 1990 roku zarejestrowana została Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych, której zadaniem było udzielanie pomocy prawnej, organizacyjnej i finansowej dla powstających SKOK-ów (prezesem został Grzegorz Bierecki, a przewodniczącym rady nadzorczej Lech Kaczyński). Przy czym, spółdzielnie stosowały się do przepisów ustawy Prawo spółdzielcze i powstawały wówczas w zakładowych komórkach NSZZ oraz parafiach. Wyjątek stanowił jedynie SKOK Wołomin, założony w spółdzielni mieszkaniowej przez ludzi z tzw. nomenklatury partyjnej (czyli m.in. funkcjonariuszy i urzędników państwowych).

Pierwsze SKOK-i powstały dzięki dotacji w wysokości 3 mln dolarów uzyskanej od USAID (rządowa Amerykańska Agencja do spraw Rozwoju Międzynarodowego). Pierwsza z nich uruchomiona została przez Biereckiego w Elektrociepłowni Gdańsk, natomiast kolejne kasy powstały w Elektrowni Kozienice i Hucie Katowice. W tym czasie również SKOK-i zaczęły przystępować do utworzonej przez Biereckiego (której został prezesem) Kasy Krajowej SKOK (mającej nadzorować SKOK-i i zapewnić im bezpieczeństwo). Przy czym, większościowy udział w kapitałach Kasy Krajowej ma Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych (FPZK). Z początku przynależność do Kasy Krajowej była dobrowolna.

Jednak w tym czasie wiele SKOK-ów nie uznawało jej zwierzchnictwa

Sytuacja uległa zmianie w 1995 roku, kiedy to Sejm przyjął ustawę o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, która wprowadziła obowiązek przynależności wszystkich Kas do Krajowej SKOK. W ten sposób zapewniła ona sobie sobie niepodzielną i niekontrolowaną władzę nad wszystkimi kasami w kraju. System stworzony przez Grzegorza Biereckiego, zapewnił jemu i jego dwóm zastępcom władzę nad Kasą Krajową i całym systemem Kas. Przy czym, nie mogło go odwołać nawet walne zgromadzenie SKOK-ów. Dlaczego? Ponieważ podział głosów był taki, że nawet gdyby większość kas była jednogłośna, to niczego by nie zmieniła bez poparcia Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych i SKOK-u Stefczyka (gdzie niepodzielną władzę miał zarząd Kasy Krajowej).

W 1996 roku nastąpił koniec niezależnych kas. Wtedy to działacze Kasy Krajowej bez uprzedzenia zamknęli SKOK w kopalni Piast w Bieruniu, pozbawiając stanowiska jej szefa i wprowadzając zarząd komisaryczny (mechanizm ten był zresztą powielany wielokrotnie przy pacyfikacji innych SKOK-ów). Również na podstawie tej ustawy, część Pracowniczych Kas Zapomogowo-Pożyczkowych (PKZP) przekształciła się w spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK). Tym samym, tworząc podwaliny pod funkcjonowanie SKOK-ów jako spółdzielni finansowych, których celem było oszczędzanie i udzielanie pożyczek swoim członkom. W 1997 roku założone zostało Stowarzyszenie Krzewienia Edukacji Finansowej (SKEF), we władzach której zasiadła żona Grzegorza Biereckiego. Od tego czasu część SKOK, traktowała zapisanie się do SKEF, jako spełnienie warunku członkostwa zapisanego w ustawie (zgodnie z nią członkiem kasy mogły być wyłącznie osoby połączone więzią o charakterze organizacyjnym lub zawodowym).

Boom SKOK-ów pod koniec lat 90-tych

Pod koniec XX wieku działało już w naszym kraju 256 SKOK-ów. O ich sukcesie zaważyła przede wszystkim łatwość, z jaką można było uzyskać kredyty oraz ich dostępność. Ponieważ postawiły one na drobne, krótkoterminowe pożyczki, czyli produkty, których sprzedażą nie były zainteresowane banki. SKOK-i oferowały w tym czasie również oszczędności oprocentowane wyżej niż w bankach. Od samego początku, ideą przyświecającą SKOK-om, było prowadzenie działalności nie nastawionej na zysk (a gdy został on osiągnięty, to miał być przeznaczony wyłącznie na powiększenie kapitału). W związku z tym, do ustawy o SKOK, został wprowadzony zapis o zwolnieniu kas z podatku dochodowego. Czemu przeciwne było Ministerstwo Finansów, które chciało ponownie opodatkować SKOK-i w 2003 roku. Jednak te rozpętały w mediach aferę, zarzucając rządowi m.in. to, że swoją decyzją uderzy w najbiedniejszych oraz nie broni polskich instytucji. W związku z czym, pomysł ten, nie doszedł do skutku.

Dalsza integracja sektora SKOK

Część kas rozszerzyło swoją działalność na terenie całego kraju. Jednak integracja sektora SKOK sprawiała, że były one kontrolowane przez Kasę Krajową. Dotyczyło, to nie tylko tego samego systemu informatycznego, ale również obowiązkowych wpłat i korzystania z budżetu marketingowego kas (gdzie większość wspólnych środków przeznaczana była na promocję wyłącznie wybranych kas, w tym SKOK-u Stefczyka).

Luksemburska spółka SKOK Holding S.à.r.l

W październiku 2007 roku w Luksemburgu została zarejestrowana spółka SKOK Holding S.à.r.l. (SaltLux Holding, której prezesem został Grzegorz Bierecki). Przejęła ona udziały w Krajowej SKOK oraz sieć należących do niej spółek i tym samym zaczęła pełnić dominującą rolę w systemie SKOK (którą wcześniej pełniła Kasa Krajowa). Tylko do 2014 roku trafiło do niej co najmniej 140 mln zł, ze składek odprowadzanych przez poszczególne SKOK-i. Spółka SKOK Holding S.à.r.l. powstała w momencie, kiedy było już jasne, że przeforsowana zostanie ustawa, która ograniczy władzę Kasy Krajowej SKOK i obejmie SKOK-i nadzorem KNF (w tym samym czasie SKOK-i straciły także zwolnienie podatkowe, którym były objęte przez wiele lat).

Celem powołanej przez Grzegorz Bierecki luksemburskiej spółki, jak zresztą sam tłumaczył była „optymalizacja zobowiązań podatkowych”. Jednak z czasem, Kasa Krajowa SKOK (będąca głównym udziałowcem), zaczęła przenosić do SKOK Holding s.a.r.l. udziały w innych podmiotach systemu. Tym samym, pomimo tego, że same SKOK-i są obecnie pod nadzorem KNF, to za sprawą luksemburskiej spółki, spora część tego systemu oraz jego pieniędzy jest poza zasięgiem polskiej jurysdykcji. Śledztwo, które zostało wszczęte w sprawie Kasy Krajowej i holdingu z Luksemburga zostało umorzone w 2016 roku. Warto tu dodać, że aktywa wszystkich kas zrzeszonych w systemie SKOK wynosiły w tym czasie ponad 10 mld zł, co stanowiło jedynie niewielki ułamek całego systemu finansowego. Natomiast depozyty SKOK nie były objęte gwarancjami państwa, co w przypadku upadku, którejś z kas groziło tym, że jej klienci zostaliby bez grosza.

Spółka SKOK Holding S.à.r.l. ma powiązania z imperium Tadeusza Rydzyka

Jako ciekawostkę można dodać m.in to, że w 2010 roku spółka SKOK Holding S.à.r.l. została wspólnikiem firmy Geotermia Toruń, której udziały w większości należą do Fundacji “Lux Veritatis” (założonej przez Tadeusza Rydzyka i Jana Króla). Następnie, Fundacja „Lux Veritatis” została członkiem SKOK-u im. Franciszka Stefczyka i w 2013 roku otrzymała promesę kredytową na kwotę 15 mln zł, dzięki której mogła wypełnić wymogi formalne uzyskania od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji miejsca na multipleksie.

Spółka SaltLux to również główny właściciel firm ubezpieczeniowych należących do systemu SKOK (funkcjonujących pod marką Saltus). Jest także właścicielem udziałów w spółce Sieci Cyfrowe, która działa w branży telefonii komórkowej (kojarzona z Radiem Maryja sieć “w naszej Rodzinie”). Już w przeszłości KNF wskazywała, że gdyby spółka z Luksemburga, transferowała zyski do Polski, to o wiele większy byłyby środki przeznaczone na dokapitalizowanie kas, które znalazły się w trudnej sytuacji.

Powołany zostaje Spółdzielczy Instytut Naukowy Spółdzielnia Pracy (SIN SP)

W grudniu 2010 roku został powołany w Sopocie przez Grzegorza Biereckiego, jego brata, ich żony oraz Adama Jedlińskiego i jego córkę oraz wieloletnią księgową Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych (FPZK) – Spółdzielczy Instytut Naukowy Spółdzielnia Pracy (SIN SP). Miał do niego trafić majątek, który pozostanie po likwidacji (FPZK). Tydzień później okazało się bowiem, że Światowa Rada Związków Kredytowych postanowiła zlikwidować Fundację na rzecz Polskich Związków Kredytowych. W ten sposób 77,35 mln zł, które fundacja zgromadziła przez 20 lat swojego istnienia, decyzją Światowej Unii Związków Kredytowych (WOCCU), której sekretarzem był zresztą Grzegorz Bierecki, została przekazana powołanemu niedawno SIN SP.

Spółdzielczy Instytut Naukowy jeszcze tego samego roku został przekształcony w spółkę Spółdzielczy Instytut Naukowy Sp. z o.o. (SIN Sp. z o.o.) z większością udziałów, należących do Grzegorza Biereckiego. Tym samym, zmiana ta pozwoliła udziałowcom na czerpanie dywidendy z SIN. Następnie 31 października 2012 roku, tuż po wejściu w życie ustawy z 2009 roku ustanawiającej Komisję Nadzoru Finansowego (KNF), w tym również Kasy Krajowej (na podstawie decyzji Walnego Zgromadzenia Wspólników), dokonano przekształcenia spółki Spółdzielczy Instytut Naukowy Sp. z o.o. w Spółdzielczy Instytut Naukowy G. Bierecki Sp.j. Wszystkie działania zmierzające do zmiany spółdzielni pracy w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, a później w spółkę jawną spowodowały to, że decyzją fundatora Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, jej majątek stał się własnością prywatną spółki.

Oczywiście odbiło się to szerokim echem, sam Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) – Andrzej Jakubiak napisał w tej sprawie listy do ówczesnej premier Ewy Kopacz, CBA i ABW. Wskazał on w nim, że majątek zlikwidowanej fundacji przekazany nie został do instytucji w systemie SKOK, tylko do spółki będącej własnością kilku osób (w tym Biereckiego, z największą liczbą udziałów). Jednak dopiero publikacja informacji na temat przekształcenia Fundacji (oparte o list Andrzeja Jakubiaka), który zawarła w swoim tekście w 2015 roku dla tygodnika Wprost “SKOK bez przeszkód” Anna Gielewska, wywołało medialno-sądową burzę. Grzegorz Bierecki wraz z Jarosławem Bierecki i Adamem Jedlińskim pozwali za ten artykuł “Wprost” i Sylwestra Latkowskiego (jego ówczesnego redaktora naczelnego). W sprawie tej sąd apelacyjny uznał, że publikacja ta naruszyła dobra osobiste senatora Grzegorza Biereckiego, ponieważ zabrakło dowodów na to, że jego działania były sprzeczne z obowiązującym prawem. Po sprostowaniu i przeprosinach “Wprost” sprawa ucichła.

Skomplikowany “układ rodzinno-biznesowy”

Jak widać, wokół Kasy Krajowej powstał niezwykle skomplikowany i trudny do ogarnięcia system spółek, fundacji i towarzystw powiązanych ze sobą kapitałowo, jak i personalnie. Przy czym nie tylko pełnią one funkcje usługowe dla kas (szkolenia pracowników, komputeryzacja), ale również posiadają własne hotele, restauracje szkoły, czy powierzchnie biurowe pod wynajem. A przez lata, pieczę nad całym systemem SKOK sprawowała “Wielka Piątka” (prawnik Adam Jedliński zm. 21 listopada 2017 roku) wraz ze swoimi rodzinami.

Jednak, to nie wszystko, ponieważ spółki prowadzą również działalność, której zgodnie z prawem SKOK-prowadzić nie mogą. Chodzi tu przede wszystkim o ubezpieczenia, których nie mogą same prowadzić (mogą jedynie pośredniczyć w zawieraniu umów), a zabezpieczają Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK (ubezpieczenia mienia) oraz Towarzystwo Ubezpieczeń SKOK na Życie SA (ubezpieczenia na życie). Również, zgodnie z ustawą, SKOK-i mogą udzielać kredytów mieszkaniowych wyłącznie na 5 lat. Jednak i na to znalazł się sposób. Otóż, aby ominąć ten”uwierający przepis”, SKOK-i udzielają wraz ze swoją spółką Towarzystwem Finansowym SKOK (obecnie Aplitt S.A.) kredytów na 15 lat. Jak to możliwe? SKOK-i dają pieniądze, które spłacone są w ciągu pierwszych 5 lat, natomiast resztę ich Towarzystwo Finansowe.

SKOK-i skutecznie konkurowały z bankami

I tak od początkowo 13 kas (licząc z oddziałami), udzielających jedynie niewielkich pożyczek w swoich skromnych siedzibach. Bez przyciągania uwagi mediów i rosnącego w siłę sektora bankowego, system SKOK wyrósł na finansową potęgę, zarządzaną przez Grzegorza Biereckiego i jego najbliższych współpracowników. Wpływ na to miały niewątpliwie liczne, hojne przywileje, którymi zostały obdarzone. I tak zamiast samopomocowych ideałów, SKOK poszedł na masową konkurencję z bankami, zajmując się zarabianiem pieniędzy. A wpływ na tak dużą ekspansję, miały przede wszystkim dobre relacje z liderami PiS (pamiętających, że prezydent Lech Kaczyński przewodniczył radzie nadzorczej Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych), którzy skutecznie forsowali korzystne dla SKOK rozwiązania.

Jeszcze w 2006 roku, SKOK miał 1.573 placówki i obsługiwał półtora miliona klientów, czyli więcej niż największy w Polsce bank PKO BP (we wrześniu 2015 były to już 2 mln członków, którzy powierzyli im ponad 11 mln depozytów). Wydając dziesiątki milionów zł na reklamę oferowały już m.in. konta osobiste, indywidualne konta emerytalne, ubezpieczenia, fundusze inwestycyjne oraz karty płatnicze. Częściowo, za sukces SKOK-ów odpowiedzialne były same banki, dla których, osoby o niskich dochodach nie były atrakcyjnym klientami. A rynek lokalnych, niszowych usług finansowych był w Polsce ubogi, ponieważ firmy pożyczkowe (ze swoimi krótkoterminowymi chwilówkami) dopiero zaczynały swoją działalność. Lukę tą wypełniły skutecznie SKOK-i i zanim banki zorientowały się, że stały się silnym rywalem, było już za późno.

Koniec złotej epoki SKOK-ów

Przez lata SKOK-i cieszyły się wyjątkowymi względami polityków. Udało im się m.in i załatwić ulgi podatkowe i doprowadzić do wyłączenia SKOK-ów z przepisów antylichwiarskich. Z czasem okazało się, że nie była to tylko ich dobra wola. Ponieważ wielu z nich miało w tym swój własny interes, czyli zaciągnięte w SKOK-ach pożyczki, które dzięki korzystnym przepisom, skutecznie konkurowały z bankami pod względem ich oprocentowania. Natomiast kilka największych SKOK-ów, w tym Stefczyk oraz Wołomin, poszerzyły swój zasięg na cały kraj, odchodząc tym samym, od tradycyjnego modelu lokalnej kasy pożyczkowej. Idylla ta trwała do 2010 roku, kiedy to Polacy zaczęli odczuwać skutki spowolnienia gospodarczego. Wtedy to okazało się, że wielu klientów nie stać na spłacanie swoich zobowiązań, a portfel kredytowy SKOK-ów ma bardzo kiepską jakość (w tym czasie, nawet co trzeci kredyt nie był spłacany regularnie). Przez co sytuacja niektórych kas była tak dramatyczna, że zagrożone zostały depozyty ich klientów.

Władze Kasy Krajowej zaczęły nakładać na SKOK-i coraz większe obciążenia

Jednak innego zdania była Kasa Krajowa (pełniąca rolę nadzorcy systemu), zapewniając, że wszystko jest w najlepszym porządku, a za przykład wzorowego zarządzania stawiała SKOK Wołomin, co teraz z perspektywy czasu wydaje się wprost absurdalne! Przez to, że Kasa Krajowa decyduje o liczbie głosów (a najwięcej ma ich SKOK im. Franciszka Stefczyka, w którego radzie nadzorczej zasiadają m.in. bracia Biereccy), ma pewność, że żaden SKOK nie może funkcjonować poza podległym systemem. Tym samym, władze Kasy Krajowej zaczęły nakładać na SKOK-i coraz większe obciążenia (a nie miały one być organizacjami nastawionymi na zysk). Nie zmienia to jednak faktu, że Grzegorz Bierecki wraz ze współpracownikami z Kasy Krajowej stworzyli kilkanaście spółek, czerpiących profity z systemu SKOK (przez wspomniane już programy komputerowe, za które SKOK-i nie płaciły jednorazowo, tylko brały w dzierżawę, za logo SKOK oraz za płacenie Kasie Krajowej za reklamę). Po tych wszystkich, obowiązkowych opłatach okazywało się, że kasy SKOK-ów świecą pustkami.

Jakby tego było mało (za zgodą SKOK-u Stefczyka, najbardziej związanego z Kasą Krajową) ustalono, że lokale w których będą powstawać kolejne oddziały SKOK, wynajmowane będą od władz Kasy Krajowej (czyli Wielkiej Piątki: Grzegorza Biereckiego, jego brata Jarosława i współpracowników Wiktora Kamińskiego, Lech Lamenta oraz Adam Jedlińskiego). Po czym jej członkowie natychmiast pozakładali firmy zajmujące się wynajmem nieruchomości, robiąc z tego dochodowy biznes. W praktyce przedstawiało się to w następujący sposób: lokal, w którym miał powstać oddział, kupował SKOK, potem członek władz Kasy Krajowej brał w niej kredyt i odkupywał nieruchomość, wynajmując następnie nieruchomość SKOK-owi!

Bank Światowy wskazuje na konflikt interesów pomiędzy Kasą Krajową a SKOK-ami

Udzielanie wysokich pożyczek, w tym także na cele związane z prowadzeniem działalności gospodarczej (która zgodnie z ustawą była zabroniona) bez odpowiedniej oceny zdolności i wiarygodności kredytowej klientów oraz zabezpieczenia spłaty doprowadziło do wzrostu wskaźników przeterminowań portfela pożyczek. To z kolei pociągnęło za sobą konieczność zwiększenia skali tworzenia odpisów aktualizujących należności przeterminowanych. Spowodowało to wystąpienie problemów z płynnością finansową części SKOK-ów. Pierwsze, niepokojące wieści dotyczące systemu SKOK nadeszły w 2011 roku. Wtedy to Bank Światowy, przedstawił raport dotyczący działalności kas, w którym wskazał konflikt interesów pomiędzy nimi a Kasą Krajową. Zalecił także rozwiązania, mające na celu podniesienie efektywności nadzoru nad SKOK-ami oraz zwiększające stabilność systemu SKOK-ów w Polsce.

W styczniu 2012 roku, z inicjatywy Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) weszło w życie rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie szczególnych zasad rachunkowości spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. Określało ono zgodnie ze stanowiskiem Banku Światowego sposób na tworzenie rezerw na przeterminowane zobowiązania. Jednak już w lutym tego samego roku Kasy powołały spółkę zależną ASK Invest S.à.r.l., do której 26 SKOK-ów dokonało sprzedaży wierzytelności z tytułu niespłaconych, przeterminowanych pożyczek i kredytów w zamian za skrypty dłużne. Dzięki temu, zmniejszone zostało obciążenie kas przeterminowanymi kredytami i pożyczkami, co zwiększyło wiarygodność SKOK-ów.

Wyniki audytu Komisji Nadzoru Finansowego

Wiosną 2013 roku opublikowane zostały wyniki audytu KNF, opisującego stan finansowy kas do 2012 roku. Wynikało z nich, że SKOK-i miały wysoki udział przeterminowanych kredytów (37%). Z czego większość stanowiły kredyty mieszkaniowe, przeterminowane powyżej 12 miesięcy. W audycie napisano: “Sytuacja kapitałowa w kasach jest złożona, fundusze własne pomimo wykazywanego ponad 4-krotnie wzrostu w latach 2006-2012 należy uznać za nieadekwatne do prowadzonej działalności, ponieważ nie zabezpieczają ponoszonego przez kasy ryzyka. W kasach występuje podwyższone ryzyko płynności w wyniku niedopasowania terminów zapadalności pasywów i wymagalności aktywów. Środkami krótkoterminowymi (głównie depozytami o zapadalności do 6 miesięcy) finansowana jest działalność kredytowo-pożyczkowa”.

Ustalenia te na łamach “Rzeczpospolitej” skomentował sam Grzegorz Bierecki, ówczesny przewodniczący Światowej Rady Związków Kredytowych (World Council of Credit Unions – WOCCU) i przewodniczący Rady Nadzorczej Kasy Krajowej, którego zdaniem „Przez 20 lat nikt nie stracił w SKOK złotówki”.

SKOK-i zostały objęte systemem gwarancji depozytów

W listopadzie 2013 roku SKOK-i, tak jak działające w Polsce banki komercyjne i spółdzielcze, objęte zostały systemem gwarancji depozytów. Jednak zabezpiecza on w każdej instytucji finansowej, jedynie równowartość maksymalnie 100 tys. euro na osobę. Systemem tym zarządza Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG), na który składają się banki i SKOK-i. Jednak i tym razem znalazły się one na uprzywilejowanej pozycji, bowiem jak dumnie donosiła wówczas gazeta “Czas Stefczyka”, wyznaczona została im nadzwyczaj niska opłata, która miała odzwierciedlać niskie ryzyko działalności kas (było to 0,02 proc. wartości aktywów i zobowiązań pozabilansowych).

Należy tu zaznaczyć, że po objęciu nadzoru przez KNF, jego audytorzy doliczyli się, że SKOK-i mają bardzo niski współczynnik kapitałów własnych (pokazuje ona odporność instytucji finansowej na problemy). Ustawowe minimum dla banków wynosi 8 (realnie jest to 12-13 proc.), natomiast w kasach był on ujemny! W związku z tym, po przejęciu nadzoru, KNF wyrzuciła większość menedżerów (z 52 SKOK-ów z 55 wtedy istniejących), w prawie 40 wprowadziła programy naprawcze, a w 19 zarządy komisaryczne.

Afera SKOK Wołomin

Rok 2014 stał się początkiem końca SKOK. To właśnie pod jego koniec aresztowano szefów SKOK-u Wołomin. Wśród nich byli: jego prezes Mariusz G. oraz wiceprezesi Joanna P. i Mateusza G. Usłyszeli oni zarzuty działania na szkodę kierowanej przez nich firmy i działania w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się pozyskiwaniem pożyczek w SKOK Wołomin (wyłudzanie ich na podstawione osoby i sfałszowane dokumenty). Zatrzymany został także członek zarządu, pod zarzutem zlecenia brutalnego pobicia Wojciecha Kwaśniaka (zastępcy przewodniczącego KNF), którego chciano wyeliminować z kontrolowania działalności SKOK.

Tylko do końca sierpnia 2017 roku, w związku z aferą SKOK Wołomin postawiono zarzuty 723 osobom, a prawomocnie skazano 90 osób. W momencie zatrzymań SKOK Wołomin miał ponad 100 placówek w kraju (15% wszystkich w systemie SKOK), 85 tys. klientów i gromadził 2,7 mld depozytów. Przy czym prokuratura podejrzewa, że pieniądze deponentów służyły do zakrojonych na szeroką skalę wyłudzeń, o której prezesi wiedzieli, a nawet sami w nich uczestniczyli.

Zdaniem śledczych, za wiedzą podejrzanych, podstawione osoby przedkładały podrobione dokumenty (zaświadczenia o zatrudnieniu, wysokości zarobków i akty notarialne, które były zabezpieczeniem pożyczek i kredytów na nieruchomościach o znacznie zawyżonej wartości). Najczęściej były nimi osoby z niewielkimi dochodami lub bezrobotni, którzy jako tzw. “słupy” wyłudzili od SKOK-u Wołomin kredyty w wysokości 9,6 mln zł (w zamian za to dostawały od 1,5 tys. zł do 40 tys. zł). Śledztwo nadal trwa i tylko na początku 2019 roku zostało zatrzymanych 16 osób, które mogą dostać zarzuty pomocy w wyłudzaniu kredytów na kwoty od 920 tys. do nawet 4 mln zł.

Kolejne upadki SKOK-ów

Wydarzenie to miało wpływ na postrzeganie marki SKOK. Dlatego też po aferze wołomińskiej, największy w Polsce SKOK Stefczyka, przestał używać nazwy “SKOK” (występując w reklamach jako Kasa Stefczyka). Jednak to był dopiero początek problemów. Ponieważ już we wrześniu 2014 roku sąd ogłosił upadłość SKOK Wspólnota. Kasa Krajowa zaproponowała wtedy połączenie Wspólnoty z Kasą Stefczyka, jednak Komisja nie zgodziła sią na takie rozwązanie gdyż “w Kasie Wspólnota było za dużo nieprawidłowości, a Kasa Stefczyka była niewystarczająca kapitałowo i organizacyjnie do przejęcia Wspólnoty”.

W ramach gwarancji depozytów członkom upadłych kas wypłacone zostały z BFG 3 mld zł (na ratowanie depozytów członków SKOK Wołomin przeznaczono 2,7 mld zł, natomiast SKOK Wspólnota 900 mln zł). Przy czym syndykowi udało się odzyskać niespełna 10 mln zł od SKOK Wspólnota, a 59 mln zł od SKOK Wołomin (część zadłużonych uczciwie spłaca swoje zobowiązania, jednak jak widać jest to jedynie kropla w morzu).

W 2016 roku, swoją upadłość ogłosiły następne SKOK-i, a rachunek dla poszczególnych z nich, wystawiony przez BFG rozkładała się następująco: SKOK Polska (180 mln zł depozytów), SKOK Kujawiak (190 mln zł depozytów), SKOK Jowisz (100 mln zł depozytów), SKOK Arka (100 mln zł depozytów), SKOK Skarbiec (110 mln zł depozytów), Twoja SKOK (170 mln zł depozytów), SKOK Wielkopolska (300 mln zł depozytów), SKOK Nike (130 mln zł depozytów), SKOK Wybrzeże (130 mln zł depozytów).

Banki zaczynają przejmować SKOK-i

Do tej pory, razem z innymi formami ratowania SKOK (część bankrutujących kas przejęły banki, ale z dopłatą ze strony BFG, żeby same nie musiały dopłacać z własnych pieniędzy do “sprzątania” w zajmowanych kasach) wyniosły 4 mld 900 mln zł! Jednak tak przeszło 800 członków prawdopodobnie już nigdy nie odzyska swoich pieniędzy (ok.120 mln), ponieważ ich wkłady przekraczały limit gwarancji czyli 100 tys. euro. Banki, wśród których znalazły się m.in. PKO BP, Alior, Pekao, Millennium, BGŻ BNP Paribas, Bank Pocztowy, przejęły SKOK-i (obsługują ok. 330 tys. klientów i gromadzące 1,7 mld zł depozytów).

Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO Banku Polskiego powiedział, że “sytuacja, w której banki gromadzą pieniądze na potencjalne problemy w systemie bankowym, a znaczna suma z tego systemu jest wyciągana po to, by obsłużyć klientów SKOK-ów, nie jest zdrowa, nie jest normalna. Wydaje mi się, że warto na ten temat dyskutować, żeby to się nie odbywało w ten sposób jak do tej pory”.

Zdaniem byłego przewodniczącego KNF – Andrzeja Jakubiaka, gdyby Platforma Obywatelska nie przeforsowała ustawy dającej SKOK-om gwarancje BFG, cały system SKOK już by dzisiaj nie istniał. Dlaczego? Ponieważ upadek pierwszej kasy, której członkom nie zwrócono by pieniędzy, wywołałby ogólną panikę wśród klientów innych SKOK-ów, a te nie wytrzymałyby masowych wypłat”. A trzeba tu dodać, że BFG gromadził środki przez lata, ponieważ ostatni bank komercyjny upadł w 2000 roku. Przez bankructwa SKOK-ów stracił on jedną czwartą dotychczasowych zasobów (zostało jeszcze 9 mld zł). A wizja dalszych upadłości SKOK, powoduje że składki płacone przez banki na BFG idą cały czas w górę, a te dodatkowe koszty przerzucają na swoich klientów. Czyli, rząd ratuje system SKOK pieniędzmi klientów banków…

Jak wygląda obraz po burzy?

Obecnie, część SKOK, pomimo nagonki, której są poddawane, przekonuje, że radzi sobie dobrze i ma spore zyski. Mniej optymistyczne nastawienie mają za to bankowcy, których zdaniem cały system niedługo runie, a straty wzrosną nawet do 10-15 mld zł. Jest to rachunek za wieloletni brak nadzoru nad SKOK, ponieważ wcześniej politycy PiS twardo stali na stanowisku, że kasy mogą kontrolować się same (a nadzór nad nimi powinna pełnić wyłącznie Kasa Krajowa). Przy czym, nadal trudno jest wypowiadać się na temat rzeczywistych wyników kas, a wszystko przez to, że raporty SKOK i KNF znacznie się od siebie różnią (na ten moment działa w Polsce 26 SKOK-ów).

Od samego początku SKOK-i miały być nastawione wyłącznie na interes swoich członków, a nie inwestowanie w ryzykowne instrumenty finansowe. Jednak pomimo sprzyjających warunków do rozwoju, wyniki kas były katastrofalny. Wpływ na to miał przede wszystkim miks nieudolności zarządzających, działalności przestępczej (SKOK Wołomin) oraz ryzykowna polityka kredytowa (niespłacone zobowiązania stanowią aż jedną trzecią wszystkich pożyczek). Śledztwa, które prowadzą prokuratury ciągną się latami. Za przykład może posłużyć sprawa SKOK Wesoła (300 mln strat i kilkadziesiąt tysięcy dokumentów finansowych) prowadzona przez jedną prokurator! A gdy w procesie cywilnym chciano odebrać setki tysięcy złotych, przyznane przez radę nadzorczą staremu kierownictwu, to prokuratura odmówiła w nim udziału „nie widząc interesu publicznego”. Prokuratura Generalna nie potrafi również dokładnie powiedzieć, ile jeszcze potrwa postępowanie w sprawie kas, co nie wróży dobrze kwestii ukarania winnych.

CBA zatrzymało byłego prezesa KNF

Do kuriozalnej sytuacji doszło w grudniu 2018 roku, kiedy to agenci CBA zatrzymali byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego w latach 2011-2016 – Andrzeja Jakubiaka, jego zastępcę Wojciecha Kwaśniaka oraz pięciu innych byłych urzędników Komisji. Prokuratura zarzuciła im wówczas niedopełnienie obowiązków w sprawie SKOK Wołomin. Zdaniem śledczych, zatrzymani mieli zbyt długo czekać z decyzją o wprowadzeniu do SKOK Wołomin zarządcy komisarycznego, co spowodowało wzrost strat powstałych w wyniku działalności kasy.

Dodano również, że „Podejrzani nie wywiązali się ze swoich obowiązków pomimo posiadania wiedzy o tym, że w SKOK w Wołominie powstała sytuacja groźby niespłacenia zobowiązań wobec klientów oraz pomimo stwierdzenia, iż działalność SKOK w Wołominie wykazywała rażące i uporczywe naruszanie przepisów prawa”. Podejrzanym za zarzucane przestępstwo groziło wtedy do 10 lat więzienia (zostało wobec nich zastosowano poręczenie majątkowe i dozory policyjne). Jednak w lutym 2019 sąd uznał ich zatrzymanie za niezasadne.

W wywiadzie dla TVN 24 Wojciech Kwaśniak, który padł ofiarą zamachu na swoje życie, przypomniał opinii publicznej, że “KNF nie jest organem dedykowanym do zwalczania przestępczości, nie ma takich uprawnień. Temu są dedykowane konkretne organy państwa i komisja tak, jak wszyscy jeżeli widzi przesłanki, że przestępstwo zostało popełnione, takie doniesienie składa do właściwych organów państwa i w tym przypadku takie doniesienie zostało bardzo szybko zgłoszone”.

W wydanym przez siebie oświadczeniu stwierdził, że “postawiony mu zarzut jest absurdalny i podyktowany jest potrzebami politycznymi”, a „zamach był następstwem mojej pracy w Komisji Nadzoru Finansowego. Efektem tej pracy było m.in. zdemaskowanie grupy przestępczej, która wyprowadziła ze SKOK Wołomin ponad 1 miliard złotych”. Wojciech Kwaśniak stwierdził również, że padł ofiarą zamachu na swój dorobek zawodowy oraz dobre imię “został mi postawiony zarzut, że działałem w zamiarze przysporzenia korzyści majątkowej oprawcom ze SKOK Wołomin oraz przestępcom wyłudzającym z tej Kasy ogromne kwoty. Oznacza to, że miałem współdziałać z osobami, które zdecydowały się zlecić dokonanie na mnie zabójstwa – wyłącznie z tego powodu, że przyczyniłem się do ujawnienia ich przestępczego procederu. Ocenę logiki tej sytuacji pozostawiam każdemu, kto zechce jej dokonać”.

Co dalej ze SKOK-ami?

Po całej serii bankructw i znacznym skurczeniu się systemu SKOK, za co zapłaciły banki ze swoimi klientami, w kasach zapanowała względna stabilizacja. Jednak z najnowszych danych KNF wynika, że może to być jedynie “cisza przed burzą”. Jeszcze pod koniec pierwszego półrocza 2018 roku, działalność w Polsce prowadziły 33 SKOK-i. Wtedy to od 2012 roku, kiedy to kontrolę nad nimi przejęła KNF, ich liczba zmniejszyła się o 29 (11 z nich upadło, a pozostałe zostały wchłonięte przez banki lub też połączyły się). Skurczeniu uległy również aktywa SKOK-ów, które na koniec czerwca 2018 roku wynosiły 9,8 mld zł. Wysokość zaciągniętych kredytów wynosiła ponad 6 mld zł, natomiast depozyty warte były 9,4 mld zł (w 2014 roku, jeszcze przed upadkiem największej kasy – SKOK Wołomin, aktywa te były warte prawie 19 mld zł, depozyty 17,6 mld zł natomiast kredyty 13,3 mld zł).

Z danych KNF wynika, że niemal 21 proc. kredytów zaciągniętych w SKOK było w tym czasie przeterminowanych. Co oznacza, że jego dłużnicy spłacali swoje zobowiązania z bardzo dużym opóźnieniem, bądź nie robili tego wcale. Jeszcze w 2018 roku, spośród 33 istniejących wtedy kas, tylko 22 z nich wykazywały zysk, a pozostałe wykazywały straty. Również współczynnik wypłacalności, który jest jednym z podstawowych elementów określających kondycję finansową SKOK jest nieporównywalnie niższy niż w bankach komercyjnych i wynosi tylko 4 proc. (średnio 10 w bankach, gdzie zakłada się, że w kasach powinien wynosić przynajmniej 5).

Najnowszy raport KNF

Jak można przeczytać w ostatnim raporcie dotyczącym działalności SKOK:

Współczynnik wypłacalności sektora skok na koniec II kwartału 2019 r. prezentowany był na poziomie 6,02%, a po uwzględnieniu ustaleń nadzoru analitycznego i inspekcyjnego jego wartość powinna kształtować się na poziomie 6% (powyżej ustawowego progu 5%). W II kwartale 2019 r. nie występowały okresowe naruszenia normy obowiązkowej rezerwy płynnej. Kasy prowadzące działalność na koniec II kwartału 2019 r. wykazały w sprawozdawczości zysk netto w wysokości 18,22 mln zł, natomiast na koniec II kwartału 2018 r. kasy wykazały zysk w wysokości 1,19 mln zł.

Jeszcze na koniec II kwartału 2019 roku działalność prowadziło 26 kas. Co oznacza, że w porównaniu do II kwartału 2018 roku ich liczba zmniejszyła się o 7 kas. Dwie z nich zostały przejęte przez banki krajowe, natomiast pięć zostało przejętych przez inne kasy. W tym należy tu zaznaczyć, że „Na koniec II kwartału 2019 r. 14 kas i Kasa Krajowa objętych było postępowaniami naprawczymi, przy czym 4 kasy realizowały programy zaakceptowane przez Komisję Nadzoru Finansowego”. Jak wynika z analizy porównawczej (dokonanej z wyłączeniem kas w upadłości i przejętych), w porównaniu do początku 2019 roku, na koniec II kwartału 2019 roku, w sektorze SKOK nastąpił wzrost:

portfela kredytowego brutto o 205,45 mln zł (o 3,21%);
portfela kredytowego netto o 184,71 mln zł (o 3,22%);
funduszy własnych o 90,59 mln zł (o 22,37%);
salda odpisów aktualizujących o 20,57 mln zł (o 3,05%).

Przy jednoczesnym spadku wartości:

depozytów o 38,94 mln zł (o 0,45%);
aktywów o 16,68 mln zł, (o 0,18%);
portfela kredytów przeterminowanych o 31,99 mln zł (o 2,35%).

Osoba senatora Grzegorza Biereckiego

Po opublikowaniu w 2013 roku przez KNF, dokumentu dotyczącego tego, jakie obciążenia ponoszą SKOK-i, na rzecz różnych spółek, fundacji i innych podmiotów, z którymi łączą je różne umowy (jest ich kilkadziesiąt), Grzegorz Bierecki wystąpił z pozwem przeciwko Skarbowi Państwa KNF (ws. Ochrony dóbr osobistych). Domagał się przede wszystkim tego, aby KNF zamieściło oświadczenia w największych polskich gazetach, które miały informować, że w przygotowanym przez KNF raporcie, znalazły się nieprawdziwe informacje. Jednak Sąd Okręgowy oddalił żądania Pana Biereckiego.

A należy tu przypomnieć, że w raporcie KNF znalazła się informacja na temat tego, że tylko do końca 2013 roku SKOK Holding s.a.r.l skumulował 33,8 mln euro (141 mln zł) zysku! Jednak kwota ta nie została wypłacona w postaci dywidendy dla Kasy Krajowej. Oznacza to, że nie zasiliła Funduszu Stabilizacyjnego przeznaczonego na realizację ustawowych obowiązków Kasy Krajowej i późniejsze ratowanie upadających SKOK. Nie był to ostatni pozew senatora Grzegorza Biereckiego przeciwko tym wszystkim, którzy próbowali ujawnić być może niewygodne dla niego informacje. Jednak mimo wychodzących, co rusz nowych informacji o dziwnych kombinacjach z pieniędzmi SKOK, senator dla Jarosława Kaczyńskiego pozostaje nietykalny.

Oświadczenie majątkowe senatora PiS

Senator PiS Grzegorz Bierecki posiada miliony oszczędności i jest jednym z najbogatszych polityków tej partii. Pod koniec 2019 roku wynosiły one 5.568,680 zł, 1.686,938 euro, 1.644,701 dolarów oraz 248.627 funtów. Senator zadeklarował w oświadczeniu majątkowym również 2.138,000 zł odłożonych w Pracowniczych Planach Emerytalnych (program emerytalny podobny do PPK, ale nieobowiązkowy). Do tego, na majątek Grzegorza Biereckiego składają się warte 11,5 mln zł obligacje skarbowe.

W swoim oświadczeniu majątkowym z 2019 rok, Grzegorz Bierecki jako miejsce zatrudnienia wskazał fundację „Sanitas”, gdzie jest również członkiem zarządu (zasiada także w radach nadzorczych Fundacji Fundusz Rewitalizacji i SKOK Stefczyka). Jednak to nie wszystko, ponieważ kolejne miliony wpływają na jego konto z intratnych posad. Z samego uczestnictwa w trzech spółkach handlowych osiągnął 2,85 mln zł dochodu, natomiast z tytułu zasiadania w zarządzie spółki VERTE! osiągnął dochód w wysokości niemal 3,5 mln zł.

Przy takich zarobkach, jego uposażenie i dieta, jako senatora przedstawia się nadzwyczaj skromnie. Z danych na 31 lipca 2019 roku wynika, że jego wynagrodzenie z tytułu pracy w Senacie wynosiło niemal 12,8 tys. zł, a 21,6 tys. zł z diety senatorskiej (w 2015 roku dostał za nią 55 tys. zł). Natomiast z tytułu stosunku pracy zarobił ponad 94 tys. zł i 244 tys. euro za pracę zagranicą. Jednak mimo ogromnych zarobków i milionowych oszczędności senator żyje bardzo skromnie. Bowiem, jak wynika z jego oświadczenia majątkowego, jedyną jego nieruchomością jest 63,5 metrowe mieszkanie (wyceniane na 360 tys. zł), w którego garażu znajduje się Fiat 126p z 1998 roku (wyceniany na 15 tys. zł).

Temat SKOK znów pojawił się w nagłówkach gazet

Na pewien czas temat SKOK i przewodniczącego senackiej komisji finansów ucichł w mediach, jednak powrócił ze zdwojoną siłą. A wszystko za sprawą bankiera Leszka Czarneckiego (i ujawnionej przez niego jego rozmowy z szefem KNF – Markiem Chrzanowskim) oraz nowego projektu Tomasza Sekielskiego, który bez ogródek twierdzi, że to największa afera finansowa ostatnich lat, kosztująca nas wszystkich wiele miliardów złotych. Informacje te z pewnością nie są na rękę Grzegorzowi Biereckiemu, który uparcie odcina się od stworzonych przez siebie SKOK. W końcu, w 2012 roku zrezygnował z szefowania zarządowi Kasy Krajowej, nie podając przyczyny odejścia. Jednak “Gazeta Wyborcza” sugerowała, że jego decyzja o rezygnacji mogła być podyktowana obawami o ocenę KNF. Bowiem nowa ustawa, którą tego roku podpisał prezydent, ograniczała uprawnienia KSKOK i jej prezesa oraz wprowadzała nadzór KNF nad stabilnością finansową.

Grzegorz Bierecki odpiera zarzuty Leszka Czarneckiego

W nagranej rozmowie z szefem KNF, Czarnecki wspomniał o tym, że „Kiedy zaczęło być bardzo gorąco koło kas SKOK, i tej fundacji Biereckiego, Luxemburg, on przyszedł do nas do banku z prośbą włożenia depozytu. Już w tej chwili nie pamiętam – 60, 70 mln zł (…)? Ostatnia rzecz, której ja chciałem, to przyjmować depozyt od Biereckiego (…). Zadzwoniłem wtedy do Kwaśniaka i powiedziałem, że ja wiem, że zgodnie z prawem mi nie wolno odmówić przyjęcia depozytu, ale my go nie przyjmiemy (…). Ja się po prostu boję tych pieniędzy. Nie wiem, co będzie dalej, czy przypadkiem nie będę gdzieś tam miał podejrzenia o współudział w praniu brudnych pieniędzy, jak się okaże, że on te pieniądze ma nielegalnie wyciągnięte ze SKOK”.

Grzegorz Bierecki podsumował te doniesienia następująco “nigdy nie byłem w Getin Banku. Nigdy nie zamierzałem być klientem Getin Banku. I biorąc pod uwagę moją opinię o tym banku i panu Czarneckim, nigdy nie będę klientem tego banku”. W rozmowie z reporterką TVN24 , odnosząc się do słów Lecha Czarneckiego powiedział, że “pan prezes Getin Noble Banku jest absolutnie niewiarygodny”. Do słów Biereckiego odniósł się z kolei Roman Giertych (będący pełnomocnikiem Leszka Czarneckiego), stwierdzając, że “Wypowiedzi tego typu, jak wypowiedź Grzegorza Biereckiego, podważające wiarygodność dr Leszka Czarneckiego, spotkają się z natychmiastową reakcją w postaci kierowania spraw do sądów o ochronę dóbr osobistych”. Również zapowiedział, że “pozew przeciwko panu Biereckiemu zostanie złożony niezwłocznie.”

Sama “Gazeta Wyborcza” przyznała, że senator sam, osobiście nie był w Getin Banku i nie zwracał się o otwarcie lokaty. Zrobiła to jednak „Fundacja Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie”, w której zarządzie zasiada jego syn Dominik Bierecki. Specjaliści od bezpieczeństwa Getin Noble Banku w uzasadnieniu odmowy otwarcia lokaty podkreślili, że to „może zostać potraktowane jako pomoc przy wyprowadzeniu środków Kasy Krajowej SKOK do prywatnej fundacji”. Dominik Bierecki poskarżył się po tym, że fundacja została źle potraktowana, a nawet groził bankowi wytoczeniem sprawy.

Marek Chrzanowski problemu nie widział

Jednak sam Marek Chrzanowski (będący jeszcze wtedy szefem KNF) problemu przy otwarciu lokat nie widział. W rozmowie z Leszkiem Czarneckim stwierdził bowiem “Ale jak to, przychodzi do pana obywatel polski z depozytem na 60 milionów i pan zgłasza to do KNF-u? Gdzie jest problem z perspektywy banku?” i doradził, aby ten zgłosił sprawę do Głównego Inspektoratu Informacji Finansowej. Bankier twierdził również, szef KNF składał mu ofertę korupcyjną, którą można streścić w następujących słowach “twoje banki są w kłopocie i państwo nie idzie ci na rękę? To się może skończyć w zamian za 40 mln zł”. Chodziło tu o zatrudnienie za niebotyczne wynagrodzenie (w wysokości 40 mln zł rocznie) prawnika, który w żaden formalny sposób nie był powiązany z KNF, jednak Marek Chrzanowski obiecał za to “popchnięcie sprawy banku do przodu” oraz załatwienie dymisji wiceszefa KNF, którego działanie godziło w interesy banku.

Po ujawnieniu tych taśm Marek Chrzanowski stracił stanowisko szefa KNF. Natomiast “Gazeta Wyborcza” napisała, że “gra Chrzanowskiego mogła mieć bardzo wyrafinowane dno polityczne”. Ponieważ okazało się, że właściciel imperium SKOK Grzegorz Bierecki, wsparł Chrzanowskiego, rekomendując go na członka Rady Polityki Pieniężnej. A gdy z niej zrezygnował z “powodów osobistych”, senator Bierecki podczas obrad bronił jego decyzji przed opozycją.

Również zdaniem dziennikarza “Gazety Wyborczej” o pakcie Bierecki-Chrzanowski świadczyć miał fakt, że zaraz po nominacji przewodniczącego KNF, odwołano z niej osoby, które od lat badały nieprawidłowości w SKOK, czyli Wojciecha Kwaśniaka i Lesława Gajka. Przy czym, to właśnie ten pierwszy odkrył system przepływów finansowych w systemie SKOK-ów oraz zależności między spółkami, których „centrum dowodzenia” jest SKOK Holding z Luksemburga (teraz SaltLux Holding). To właśnie do tej spółki płynęły prowizje i opłaty ze SKOK-ów. Kapitał tej spółki, nie zatrudniającej ani jednego pracownika wyniósł w 2018 roku przeszło pół miliarda złotych!

Grzegorz Bierecki został zawieszony w prawach członka PiS

W czasie trwania kampanii parlamentarnej PiS, lawinowo upadające SKOK-i oraz miliardy złotych oszczędności setek tysięcy ludzi, które nagle “wyparowały” okazały się wizerunkową katastrofą. Z tego też powodu, Grzegorza Biereckiego zawieszono w prawach członka i nie znalazł się na listach wyborczych PiS. W związku z tym, jesienią 2015 roku, założył własny Komitet Wyborczy Wyborców Grzegorza Biereckiego (wpłacając na jego konto 55 tys. zł), ruszając z kampanią, jako niezależny kandydat na senatora ze swojego poprzedniego okręgu (obejmującego Białą Podlaskę). Należy tu dodać, że w okręgu tym PiS nie wystawił swojego kandydata. W związku z czym, Grzegorz Bierecki nie tylko wrócił do Senatu, ale awansował w strukturze PiS oraz zaczął piastować prestiżową funkcję Przewodniczącego Komisji Finansów. Natomiast w 2019 roku został ponownie wybrany na senatora (kandydując z ramienia PiS i otrzymując 68.666 głosów).

Nietykalny senator

Senator Grzegorz Bierecki przez lata był dumnym założycielem oraz twarzą SKOK, z których do dziś czerpie ogromne profity przez skomplikowaną sieć spółek powstałych wokół kas. Informacje o finansowej strategii senatora wiadomo już z upublicznionego w 2015 roku pisma KNF, które skierowane było do najważniejszych osób w Polsce, w tym premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz szefów CBA i ABW. Znajdowały się w nim informacje na temat wyprowadzania pieniędzy z systemu SKOK do prywatnych spółek, które powiązane są z Grzegorzem Biereckim. Zdaniem KNF, z konta Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, zdeponowano do prywatnej spółki Spółdzielczy Instytut Naukowy (założonej przez Grzegorza Biereckiego, Jarosława Biereckiego oraz Adama Jedlińskiego) 77 mln zł. Jednak na tym nie koniec, ponieważ jeszcze z systemu SKOK do spółki SKOK Holding S.à.r.l. (SaltLux Holding) wpłynęło około 80 mln zł.

Sprawę tą opisywała także Bianka Mikołajewska w “Polityce”, ale treść jej artykułów nie wpłynęła na działania prokuratury i konsekwencje dla Grzegorza Biereckiego. Natomiast samej dziennikarce przez okres 11 lat, kiedy pisała o SKOK-ach, wytoczono kilkanaście procesów cywilnych i trzy karne. Lecz dzięki nim jest laureatką wielu nagród, w tym tytułu Dziennikarza Roku 2016. Bianka Mikołajewska odniosła się również do zatrzymania byłego szefa KNF i jego urzędników ws. SKOK-ów “zatrzymano pana Kwaśniaka i innych urzędników, którzy za rządów Platformy Obywatelskiej sprawowali w KNF nadzór nad SKOK-ami i dobrze wykonywali swoje obowiązki. W mojej ocenie wykonali gigantyczną pracę, za którą należałaby im się nagroda, a nie prześladowanie przez prokuraturę”.

Zresztą wiele osób uważa, że nie warto narażać się na proces, bowiem senator Grzegorz Bierecki dysponuje świetnymi prawnikami, a pozwy są metodą jego walki. Mogliśmy się o tym przekonać chociażby wtedy, gdy wystąpił z pozwem przeciwko Komisji Nadzoru Finansowego. Zarzucając, że nie miała ona prawa badać przepływów ze SKOK do jego spółek. Domagając się także od ówczesnej premier Ewy Kopacz, informacji o kosztach sporządzenia przez KNF analizy oraz odpowiedzi na pytania “kto je sporządzał i kiedy je sporządzono, i kto wydał polecenie dotyczące ich sporządzenia”. Umorzone zostało również śledztwo w sprawie transferu pieniędzy do luksemburskiej spółki, której kapitał zakładowy wynosił setki milionów złotych. Również z tym przypadku Jarosław Kaczyński milczał.

Dlaczego Grzegorz Bierecki trzyma w ryzach PiS?

Jak wyjaśnił dla “Polityki” jeden z byłych działaczy PiS mają wpływ dwa czynniki. Pierwszy z nich dotyczy przeszłości, kiedy jeszcze w czasach “Solidarności” najbliższymi współpracownikami Lecha Kaczyńskiego byli Grzegorz Bierecki i Przemysław Gosiewski. Przy czym pierwszy z nich poszedł w stronę gospodarki, a drugi zajął się polityką. Jednak i tak, cała trójka utrzymywała ze sobą ścisły kontakt, a SKOK-i były zawsze wspierane przez Lecha Kaczyńskiego. Bowiem widział on w nich alternatywę do instytucji finansowej wobec banków.

Również, jak wskazuje “Krytyka polityczna”, w ramach ustawy złożonej przez Lecha Kaczyńskiego “KNF nie mógłby nawet… przekroczyć progu jakiejkolwiek SKOKu. Mógłby jedynie żądać od kas dokumentów, ale nie mógłby robić im kontroli na miejscu. Te mogłaby robić tylko Kasa Krajowa SKOK na wniosek KNF. Mało tego, Kasa Krajowa mogłaby składać zastrzeżenia, a w przypadku ich nieuwzględnienia KNF musiałby wydawać decyzję administracyjną nakazującą kontrolę, zaś gdy Kasa Krajowa kontroli dalej by nie przeprowadziła, to dopiero po prawomocnej (!) decyzji KNF mógłby nałożyć na Kasę Krajową karę w wysokości 100.000 złotych. Dla przypomnienia: straty SKOK Wołomin to ponad 2 miliardy złotych. I gdyby tylko pomysł Lecha Kaczyńskiego wszedł w życie, to przestępcy ze SKOK Wołomin żadnej kontroli na miejscu ze strony KNF by się obawiać nie musieli, zwłaszcza gdyby wpadli na dość oczywisty szwindel z wysłaniem do KNF podrasowanej dokumentacji”. Jednak Bronisław Komorowski podjął bezprecedensową decyzję o wycofaniu uwag skierowanych przez Lecha Kaczyńskiego do Trybunału Konstytucyjnego i jego nadzorcze kuriozum nie przeszło.

Z kolei drugim czynnikiem jest to, że System SKOK dawał zarobić działaczom i ich rodzinom (zwłaszcza w trudnych opozycyjnych latach). Otóż Przemysław Gosiewski wraz z żoną znaleźli zatrudnienie w Fundacji na Rzecz Polskich Związków Kredytowych (Małgorzata Gosiewska prowadziła także jeden SKOK). Również w skokowej spółce pracowała żona Zbigniewa Ziobry, a na zlecanych pracach przez Naukowy Instytut Spółdzielczości Biereckiego zarabiał prof. Andrzej Zybertowicz (pisząc opracowania naukowe do kwartalnika „Pieniądze i Więź”).

Frakcja Bierecki-Ziobro

Część polityków uważa, że za wysoką pozycję senatora Biereckiego odpowiedzialny jest odrębny pisowski układ, skupiony wokół jego osoby. Do, którego należeć mają m.in. Zbigniew Ziobro (od dawna bowiem mówi się o wojnie podjazdowej premiera z ministrem sprawiedliwości o przyszłe przywództwo), Jacek Kurski oraz Adam Glapiński i ich ludzie zasiadający w najważniejszych spółkach Skarbu Państwa. Przy czym Jarosław Kaczyński mógł oddać te pozycje w ramach własnego obozu, obawiając się konkurencji wyborach parlamentarnych. Ponieważ gdyby Zbigniew Ziobro z Grzegorzem Biereckim stworzyli własne listy do europarlamentu, to mogłoby to oznaczać porażkę Jarosława Kaczyńskiego. A zdaniem posła Michała Kamińskiego, frakcja Bierecki-Ziobro miałaby szanse uzbierać nawet 10-12 proc. poparcia.

Wspólne działanie ministra sprawiedliwości i senatora widoczne były chociażby we wspomnianym już śledztwie, dotyczącym rzekomego niedopełnienia obowiązków przez urzędników KNF w zakresie nadzoru nad SKOK. Również za ich wspólne działania uznaje się doniesienia na temat udzielenia promesy kredytowej spółce Fratria (związanej z systemem SKOK i wydającej tygodnik „Sieci” i portal wPolityce.pl braci Karnowskich) przez „zrepolonizowany” bank Pekao SA (którego prezes jest kojarzony ze Zbigniewem Ziobro) na zakup Radia ZET.

Byli działacze PiS podkreślają, także że Jarosław Kaczyński nigdy nie przyzna się do tego, że ze SKOK-ami jest coś nie tak. Ponieważ godziłoby to w dobre imię ich promotora i patrona – Lecha Kaczyńskiego. Chociażby z tego powodu, dopóki będzie on u władzy, to Grzegorz Bierecki może być pewien, że nie poniesie żadnej odpowiedzialności za SKOK-i.

Jak czytamy w “Polityce” – “prezes Jarosław Kaczyński, który postawił na Morawieckiego, ma chyba pierwszy raz do czynienia z ludźmi, którzy się go nie boją – mówi jeden z polityków. A to by znaczyło, że Zbigniew Ziobro wraz z Grzegorzem Biereckim czują się na tyle silni, by przeciwstawić się prezesowi Kaczyńskiemu”.

Człowiek ze SKOK kontroluje je w KNF

Jednak największy skandal wywołało w lipcu 2018 roku zatrudnienie przez KNF nowego dyrektora departamentu nadzorującego SKOK-i, którym został Filip Czuchwicki (za zatrudnieniem wychowanka Grzegorza Biereckiego w KNF stał Marek Chrzanowski). Przy czym Komisji w niczym nie przeszkadzało to, że wcześniej pracował on przez kilka lat w kancelarii Jedliński, Bierecki i Wspólnicy obsługującej SKOK-i (stanowiącej kontynuację ponad 30-letniej prawniczej działalności prowadzonej przez prof. dr hab. Adama Jedlińskiego). Zdaniem Fundacji Batorego, była to oburzająca praktyka i konflikt interesów.

Jednak, jak czytamy w “Gazecie Wyborczej”, co innego twierdził wówczas rzecznik prasowy KNF Jacek Barszczewski “o konflikcie interesów moglibyśmy mówić w sytuacji, gdyby osoba zatrudniona w Urzędzie KNF prowadziła jednocześnie konkurencyjną działalność gospodarczą, pracowała w podmiocie nadzorowanym lub świadczyła na jego rzecz jakieś usługi. W tym wypadku nie ma o tym mowy”. Rzecznik KNF zapewnił także, że “Czuchwicki trafił do KNF z otwartego konkursu na to stanowisko. Spośród 32 nadesłanych zgłoszeń zespół selekcyjny wytypował do dalszych rozmów sześć osób o najwyższych kwalifikacjach. Po przeprowadzeniu bezpośrednich rozmów Filip Czuchwicki został jednogłośnie wskazany jako najlepszy kandydat. Zespół wziął pod uwagę jego wykształcenie, wiedzę, doświadczenie menedżerskie oraz znajomość środowiska i problematyki SKOK-ów”.

Filip Czuchwicki odszedł z KNF już w czerwcu 2019 roku (mówi się, że za jego zwolnieniem stał nowy szef Komisji, prof. Jacek Jastrzębski, który uważany jest za “człowieka” premiera Mateusza Morawieckiego). Czuchwicki stał się ofiarą “czystki”, premier bowiem woli wprowadzać do nadzoru finansowego osoby z tzw. mainstreamu (sam był w końcu prezesem jednego z największych banków). Jednak już kilka miesięcy później, Czuchwicki został zatrudniony w departamencie Prezesa NBP (Andrzeja Glapińskiego) jako doradca. Zasłaniając się ochroną prawną danych osobowych ludzi w nim zatrudnionych, Narodowy Bank Polski nie potwierdził tych doniesień. W kilku źródłach potwierdził to jednak Onet (jak i to, że Człuchowski ma również awansować na dyrektora oddziału regionalnego Narodowego Banku Polskiego w Gdańska). Po publikacji wiadomości na ten temat gazety dostały z Narodowego Banku Polskiego następujące wyjaśnienie:

“Uprzejmie informujemy, że dyrektorem Oddziału Okręgowego Narodowego Banku Polskiego w Gdańsku jest p. Wiktor Kamiński. Funkcję tę sprawuje od 1 grudnia br. Dodatkowo wyjaśniamy, że w Narodowym Banku Polskim nie funkcjonuje komórka organizacyjna o nazwie Departament Prezesa NBP”.

Trafne podsumowanie działalności SKOK

Działalność SKOK trafnie podsumował wówczas Jarosław Kurski (zastępca redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej”) – “Gdy SKOK Wołomin był nadzorowany przez Kasę Krajową, której prezesem był Grzegorz Bierecki jego menedżerowie byli obsypywani wysokimi nagrodami, a pieniądze z kasy wypływały szerokim strumieniem. Natomiast gdy nadzór nad SKOK-ami, wbrew protestom samego Biereckiego, Andrzeja Dudy i PiS, przejęło państwo, okradzeni ludzie wprawdzie dostali pieniądze, ale pobity na zlecenie gangsterów ze SKOK-u Wołomin Wojciech Kwaśniak omal nie przypłacił tego życiem. W czasach bezprawia i niesprawiedliwości role się odwróciły. Dziś już nie KNF kontroluje SKOK-i, ale to SKOK-i kontrolują KNF. Urzędnicy, którzy nadzorowali kasy, zostali wyrzuceni z pracy, a prokuratorzy od Ziobry, wszystkim założyli kajdanki, zatrzymali i postawili zarzuty. Dziś Grzegorz Bierecki, przewodniczący senackiej komisji finansów mówi, że nie zawsze jest tak, że bandyci biją tego dobrego”.

Wiele emocji wzbudziła również nowa ustawa antylichwiarska

Rząd przyjął projekt ustawy 18 czerwca 2019 roku, ale już tydzień później na wniosek szefa rządu Mateusza Morawieckiego, zapisy w tym dokumencie zostały zaostrzone. Jedną z osób, popierających nowy projekt był również sam minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który stwierdził, że “lichwiarze nie będą mogli bezkarnie przejmować mieszkań i dorobku ludzi, którzy zaciągnęli u nich chwilówkę”. Przeciw zmianom protestują firmy pożyczkowe, które uważają, że nowe zapisy zupełnie wyeliminują je z rynku. Zakładają one bowiem redukcję wysokości kosztów pozaodsetkowych z 55 do 20 proc.

Stracą na tym również sami klienci, którzy będą musieli szukać innych źródeł finansowania (a jest ich ponad 2 mln). Ponieważ jeśli osoby te nie będą mogły pożyczyć pieniędzy w banku, to zostaną im wówczas trzy opcje do wyboru. Pierwszą z nich będzie pożyczka od rodziny lub przyjaciół, druga na lichwiarski procent od firm, które działają w szarej strefie, natomiast trzecią będzie…skorzystanie z usług SKOK-u. Pojawia się bowiem wiele głosów za tym, że po wprowadzeniu planowanych zmian to właśnie one dorobią się najbardziej. Jak? Przejmując wraz z bankami zwłaszcza tych klientów, którzy spłacają swoje długi terminowo (a jest ich ok. 70 proc.). Ponieważ dzięki poluzowaniu kryteriów związanych z ryzykiem tzw. Dyrektywy T (które znajdują się w ustawie), ryzykowni klienci przekierowani zostaną do banków i SKOK-ów. A jak oceniają osoby z branży, jeśli te ostatnie zaoferują pożyczki na 3 proc. to mogą spodziewać się sporej ilości nowych klientów.

Pomimo tego, że już od lat system SKOK jest niewydolny, a oprocentowanie kredytów przez nie oferowanych, o wiele wyższe niż w bankach, to i tak ich pozycja w państwie oraz instytucjach (zwłaszcza sądowniczych) stale się umacnia. Nie ucichła jeszcz cała afera, a SKOK-i już chcą uwolnić się od nadmiernych regulacji prawnych. 28 czerwca 2019 roku, podczas 27 Krajowej Konferencji SKOK-ów w Gdańsku, ich przedstawiciele sygnalizowali m.in. to, że: “Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo Kredytowe są przeregulowane, a świadczone przez nie usługi są obłożone nadmiernymi restrykcjami, nieadekwatnymi do ich działalności. Obowiązujące przepisy prawa są nieadekwatne do działalności kas”. Jak zaznaczył wówczas Rafał Matusiak, prezes Krajowej SKOK “w pierwszej kolejności, jeżeli chodzi o normy prawne, należy ponownie zająć się ustawą o SKOK-ach i zadbać o to, aby w ustawie znalazły się dodatkowe instrumenty dla kas do szybszego budowania kapitału”.

Nowy film braci Sekielskich o aferze SKOK

Nadal nie możemy liczyć na powołanie komisji śledczej, która wyjaśniłaby zawiłości związane z działalnością SKOK-ów. Sytuacja ta z pewnością nie zmieni się dopóki, dopóty u władzy będzie Prawo i Sprawiedliwość. Na razie więc pozostaje nam tylko czekać na nowy film o SKOK-ach braci Sekielskich, którzy jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć „dostali dobre rady, aby nie ruszać tego tematu, bo jest niebezpieczny”. Dziennikarze, którzy już wcześniej opisywali aferę SKOK, borykali się z pozwami i procesami, wytyczonymi im przez samego senatora Grzegorza Biereckiego lub przez spółdzielcze kasy. Dlatego też, tak ważne było uzbieranie większej ilości środków niż chociażby w przypadku dokumentu „Tylko nie mów nikomu” po to, aby mieć pieniądze na stałą bieżącą obsługę prawną

Jak podkreślił dziennikarz w rozmowie z TOK FM: “afera wciąż jest niewyjaśniona i wiele rzeczy jest jeszcze do ujawnienia. Myślę, że film dokumentalny pokazujący mechanizmy i ludzi, którzy stali za tą aferą spotka się z uznaniem widzów. Tym bardziej, że tam mieszają się wpływy służb specjalnych, polityki, biznesu i mafii. Jest wszystko, czego trzeba, aby nakręcić dobry film dokumentalny”.

Najnowsze aktualności / recenzje

Dodaj komentarz