Czy czeka nas fala bankructw firm pożyczkowych?

Ocena: 5 (ilość ocen: 2)

Ocena: 5
(ilość ocen: 2)

Prezydent Andrzej Duda niezwłocznie po zakończeniu prac parlamentarnych podpisał ustawy tworzące tzw. tarczę antykryzysową dla gospodarki, która ma chronić przed negatywnymi skutkami pandemii koronawirusa. Utrzymano jednak propozycję cięcia limitu kosztów pozaodsetkowych pożyczek pozabankowych. Czy oznacza to koniec działalności firm pożyczkowych?

Pożyczkobiorcy mogą liczyć na wsparcie podczas epidemii

W nocy z 27 na 28 marca 2020 roku posłowie przyjęli tzw. tarczę antykryzysową, którą wczoraj podpisał prezydent. Pomóc ma ona w walce ze skutkami rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2. Zwalnia ona m.in. samozatrudnionych i mikrofirmy z płacenia ZUS przez trzy miesiące oraz przewiduje wypłacanie świadczenia postojowego w kwocie ok. 2.000 zł. Kluczowe ma być również utrzymanie płynności przedsiębiorstw, opóźnienie niektórych terminów podatkowych, czy też prawo państwa do ustalania maksymalnych cen niektórych towarów. Na walkę z nadchodzącą recesją ma zostać przeznaczonych 212 mld zł.

Wśród działań, które mają wspierać obywateli w czasie epidemii znalazły się również zapisy dotyczące branży pożyczkowej. Rząd zdaje sobie sprawę z tego, że wielu Polaków straci w najbliższym czasie źródło dochodu (szacuje się, że może to być nawet milion osób). Co może doprowadzić do tego, że będą one szukać wsparcia finansowego w postaci chwilówek. Aby uchronić je przed spiralą zadłużenia, w którą można wpaść korzystając z pożyczek pozabankowych na wysoki procent, zdecydowano o ustawowym określeniu limitów kosztów związanych z ich udzielaniem. Podczas specjalnej wideokonferencji poświęconej prezentacji tarczy antykryzysowej minister rozwoju – Jadwiga Emilewicz tłumaczyła:

Staraliśmy się, żeby ten trudny okres nie był złotym okresem dla firm pożyczkowych, które żerowałyby na ludziach. Ustalamy maksymalną wysokość kosztów dla pożyczek. Jest to zapisane we wzorach dość przejrzystych, które będą ograniczały nadmierne oprocentowanie.

UOKiK za zmniejszeniem maksymalnej wysokości pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego

Również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów chciał chronić klientów firm pożyczkowych, podtrzymując propozycję drastycznego zmniejszenia maksymalnej wysokości pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego. Jak argumentował to UOKiK:

Ograniczenia wynikające z epidemii koronawirusa sprawiły, że wiele osób utraciło źródło swoich dochodów lub zostały one znacznie ograniczone. Może się zdarzyć, że skorzystają one z szybkich kredytów konsumenckich, tzw. chwilówek. Na przykład konsument może potrzebować pożyczki 1.000 zł dla zachowania płynności finansowej do końca miesiąca. Są to pozornie atrakcyjne oferty ze stosunkowo niskim oprocentowaniem, jednak w rzeczywistości kredytobiorca musi zapłacić dużo więcej za koszty pozaodsetkowe, np. prowizje.

Jak wyjaśniał również Tomasz Chróstny – prezes UOKiK:

W ramach tarczy antykryzysowej zaproponowaliśmy, aby tymczasowo wyznaczyć ustawowo niższy, maksymalny poziom kosztów pozaodsetkowych dla kredytów konsumenckich (w tym pożyczek udzielanych konsumentom). Przykładowo: obecnie pożyczając tysiąc złotych na siedem dni, koszty mogą wynieść ponad 250 zł. W propozycji UOKiK byłoby to pięć razy mniej, bo ok. 50 zł.

Jak wskazał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, redukcja kosztów pozaodsetkowych jest kluczowa z punktu widzenia obniżenia całkowitych kosztów kredytów konsumenckich czy pożyczek. Odsetki w przypadku krótkoterminowych pożyczek są stosunkowo niewielkie i nie mogą wynieść więcej niż 9 proc. rocznie (czyli więcej niż dwukrotność odsetek ustawowych: 1% + 3,5 punktu procentowego). Na przykładzie, który zaproponował urząd, konsument pożyczający 1.000 zł na tydzień zapłaciłby odsetki w wysokości jedynie ok. 2 zł. Oto propozycja Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zmniejszająca koszty kredytów konsumenckich i pożyczek o połowę:

screen ze strony uokik.gov.pl

źródło: UOKiK

Limit kosztów pozaodsetkowych pożyczek został drastycznie obcięty

Uchwalona przez Sejm ustawa, której jednym ze składników jest propozycja szefa UOKiK zakłada obniżenie rocznego limitu dla pożyczek udzielanych na więcej niż 30 dni z obecnych 55 proc. (25 proc. kosztów stałych plus 30 proc. uzależnionych od długości kredytu) do 21 proc. (15 plus 6 proc.). Natomiast w przypadku chwilówek nie przekraczających 30 dni, limit ten ma być sztywny i ma maksymalnie wynosić 5 proc. Zaś łączne maksymalne koszty kredytowania (bez względu na okres trwania umowy) zmaleć mają ze 100 proc. do 45 proc.

Branża pożyczkowa walczyła o wykreślenie szkodliwego zapisu

Branża już od dłuższego czasu walczyła o wykreślenie zapisu z ustawy, który może doprowadzić do zniknięcia większości firm pożyczkowych, przez co spora część klientów trafi do szarej strefy i i “firm-krzaków”. W sprawie tej interweniował także Związek Banków Polskich (ZBP), według którego zapisy dotyczące zmniejszenia limitu kosztów pozaodsetkowych będą miały: “negatywne konsekwencje dla wszystkich kredytodawców działających na rynku kredytów konsumenckich, zarówno banków jak i instytucji pożyczkowych.” Po czym, jak podaje Puls Biznesu, na chwilę przed tym zanim tarcza antykryzysowa trafiła do Sejmu, bankowcy zdążyli rozesłać do minister rozwoju oraz klubów parlamentarnych kontrpropozycję. Przewidywała ona 45-procentowy limit roczny (25 proc. plus 20 proc.) i 75-procentowy maksymalny.

Propozycja ta jednak nie znalazła się w dokumencie zawierającym 260 poprawek poselskich do tarczy antykryzysowej, zaś obecny limit kosztów pozaodsetkowych do poziomu 45 proc. rocznie (25 proc. plus 20 proc.) odpowiada propozycji Ministerstwa Sprawiedliwości, która przedstawiona została w lutym 2019 roku. Należy tu przypomnieć, że w czerwcu zeszłego roku (na wniosek szefa rządu Mateusza Morawieckiego) zaostrzone zostały w projekcie nowej ustawy antylichwiarskiej zapisy dotyczące ograniczenia pozaodsetkowych kosztów pożyczki. Już wtedy firmy pożyczkowe protestowały przeciw nowym zapisom, które mogły zupełnie wyeliminować je z rynku. Podkreślały również, że tak często wspominana przez ministrów lichwa jest zakazana, a porównanie jej do legalnie działających firm pożyczkowych krzywdzące i naruszające dobra osobiste osób fizycznych i prawnych. Jak tłumaczył wówczas Andrzej Roter – prezes Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych:

Wbrew powszechnej opinii, pozabankowe organizacje pożyczkowe nie są lichwą i działające legalnie firmy pożyczkowe robią to w oparciu o wpis do Rejestru Instytucji Pożyczkowych. W dodatku cały sektor podlega regularnym kontrolom ze strony UOKiK czy KNF.

Rząd wziął pod uwagę wyłącznie koszty ponoszone przez klienta

Zarówno argumenty rządu, jak i UOKiK koncentrowały się dotychczas wyłącznie na kosztach ponoszonych przez samych pożyczkobiorców. Natomiast nie uwzględnione zostały koszty jakie ponoszą same firmy pożyczkowe. Bowiem na koszt pożyczki składają się:

koszty odsetkowe (10 proc. w skali roku);
koszty ryzyka, które z powodu pandemii koronawirusa jeszcze wzrosną (teraz to ok. 15 proc. od pożyczonego kapitału);
weryfikacja kredytowa;
pozyskiwanie kapitału;
prowizje dla pośredników sprzedaży,
koszt utrzymania biur;
koszt obsługi posprzedażowej;
wydatki związane z pozyskiwaniem klientów;
wynagrodzenia dla pracowników;
koszty reklam;
koszty usług prawnych czy IT.

Tak drastyczne cięcie limitu kosztów pozaodsetkowych oznacza, tylko tyle, że udzielanie pożyczek pozabankowych przynosić będzie wyłącznie straty i nikomu nie będzie opłacać się ich udzielać. Dlaczego? Ponieważ koszty operacyjne dla pożyczek spłacanych w jednej racie wynoszą 15-27 proc. kwoty pożyczki. Natomiast, jak wynika z danych PZIP, w przypadku pożyczek na raty (udzielanych na dłużej niż jeden miesiąc) koszty związane z ich usługą wynoszą od 27,5 do nawet 51 proc. kwoty zobowiązania. Do tej pory rentowność całego biznesu szacowano na zaledwie 3,2 proc, zaś po wprowadzonych zmianach nie zostanie już nic. Jak ocenia Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego:

Obecnie przy pożyczce w kwocie 1 tys. złotych udzielanej na 12 miesięcy zysk firmy wynosi 80 złotych. Natomiast przy zaproponowanych limitach firma nie tylko nie wypracuje zysku, ale poniesie stratę 214 złotych na pojedynczej pożyczce. Strata ta będzie jeszcze większa, jeśli w estymacji uwzględnimy koszty stałe, jak m.in. wynagrodzenia pracowników, koszt wynajmu biura etc.

Co istotne, niejasny jest także czas, w którym proponowany obecnie limit ma funkcjonować. Wcześniej prezes UOKiK wspominał o okresie 2-3 miesięcy, tymczasem ustawa ma obowiązywać przez rok.

Różnice między bankami a firmami pożyczkowymi

Oczywiście, ograniczenie kosztów opłat i prowizji obowiązywać będzie także w bankach. Te jednak wprowadzonych zmian tak nie odczują, gdyż w przeciwieństwie do firm pożyczkowych bardziej selekcjonują swoich klientów (osoby bez zdolności kredytowej nie mają szans na uzyskanie kredytu gotówkowego). Instytucje pozabankowe mają natomiast bardziej elastyczne podejście do historii kredytowej swoich klientów. W związku z czym, to właśnie wyższymi kosztami niż w bankach nadrabiały fakt, że średnio ok. 11 proc. pożyczkobiorców w ogóle nie spłaca zobowiązań, a 30-proc. ma mniejsze lub większe opóźnienia. Zatem gdyby wszyscy regulowali chwilówki terminowo, to nowe przepisy oznaczałyby mniejsze zyski, ale nie groziłyby bankructwem. Pod uwagę trzeba wziąć również to, że w najbliższych miesiącach osób mających problemy z oddaniem należności będzie znacznie więcej.

Rzadko w tym dyskursie podejmuje się jednak rozmowę dotyczącą kosztów związanych z przedłużenia spłaty chwilówek, które stanowią sporą część dochodów firm pożyczkowych (sprawdźcie ile kosztuje refinansowanie pożyczki?). Kolejną różnicą, między bankami i firmami pożyczkowymi jest to, że te pierwsze udzielają kredytów gotówkowych i kredytów hipotecznych z wpłat klientów. Natomiast pożyczki pozabankowe pochodzą z pieniędzy samych firm, które ich udzielają (przy czym średni koszt pozyskania kapitału to około 8-12 proc.).

Firmom pożyczkowym przestanie się opłacać udzielanie pożyczek

Niestety czarny scenariusz się spełnił, a tak drastyczne cięcie limitu kosztów pozaodsetkowych oznaczać będzie, że firmom pożyczkowym przestanie opłacać się udzielanie pożyczek, zwłaszcza tych krótkoterminowych (już na początku roku z udzielania krótkoterminowych pożyczek wycofał się jeden z największych graczy na rynku – Ferratum Bank). Przedstawiciele branży pożyczkowej mówią wprost, że przyjęte propozycje mogą doprowadzić do likwidacji większości firm pożyczkowych i rozwoju szarej strefy i tzw.“firm – krzaków”. Bowiem zarówno natura jak i rynek nie znoszą próżni. Jak przekonywał kilka miesięcy temu Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP):

Jest duża obawa, że po prostu powstanie czarny rynek, mafia, która będzie tym ludziom pożyczała pieniądze, a potem być może łamała im ręce. To nie jest tak, że jak ktoś napisze jakąś ustawę, to nagle popyt na jakąś usługę zniknie. Te 2 mln ludzi nadal będą potrzebowały pożyczyć kilkaset złotych od czasu do czasu. Tej potrzeby przy nowej regulacji, w moim przekonaniu, legalnie zaspokoić się nie da, bo to są zbyt małe kwoty i z tego nie utrzyma się żadnego legalnego biznesu.

Za przykład może posłużyć Słowacja, gdzie podobne regulacje doprowadziły do zniknięcia z rynku 85 proc. firm pożyczkowych, a rozwijać zaczęła się szara strefa. W związku z tym, Słowacy szybko zaczęli wycofywać się z wprowadzonych wcześniej zmian. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez FRRF i ZPF w sierpniu 2019 r. na reprezentatywnej grupie Polaków, aż połowa z nas (49 proc.) uważa, że brak dostępu do legalnych pożyczek spowoduje zaciąganie zobowiązań u pokątnych pożyczkodawców. Natomiast zdaniem 33 proc. badanych, Polacy będą w takiej sytuacji zadłużać się w lombardach lub przestaną płacić inne zobowiązania.

Już od jakiegoś czasu powtarza się również, że niszę po firmach pożyczkowych przejmą SKOK-i chcące uwolnić się od nadmiernych regulacji prawnych, które zostały nałożone na nie po największej aferze finansowej ostatnich lat (więcej na ten temat dowiecie się z naszego artykułu: afera SKOK o co w niej chodzi?). Jak wskazuje część ekspertów, zarówno banki jaki i SKOK-i zainteresowane są zwłaszcza tymi klientami firm pożyczkowych, którzy spłacają swoje zobowiązania terminowo (jest ich ok. 70 proc.)

Zła passa w branży pożyczkowej trwa już od kilku miesięcy. W styczniu 2020 roku, w porównaniu do stycznia 2019 r. w ujęciu wartościowym, firmy pożyczkowe udzieliły pożyczek na niższą kwotę, spadek wyniósł (-4,0%). Odwrotna tendencja zaś odnotowana została w ujęciu liczbowym, gdzie nastąpił wzrost liczby udzielonych pożyczek o (+1,1%). Jednak wraz z pojawieniem się pierwszych przypadków zarażeń koronawirusem w Polsce, zainteresowanie pożyczkami pozabankowymi bardzo gwałtownie spadło. Wszyscy bowiem skupili się na robieniu zapasów na okres kwarantanny, a inne wydatki odłożyli na później.

Gdy jednak w ostatnich dniach sytuacja zaczęła wracać do normy, to przyjęta została ustawa drastycznie obniżająca koszty pozaodsetkowe pożyczek. Czy czeka nas fala bankructw prawie 500 firm pożyczkowych i likwidacji ok. 40 tys. miejsc pracy? Niestety jest to bardzo prawdopodobny scenariusz, na który musimy się przygotować.

Najnowsze aktualności / recenzje

Dodaj komentarz