Czy to już koniec chwilówek?

Ocena: 5 (ilość ocen: 2)

Ocena: 5
(ilość ocen: 2)

Branża pożyczkowa w Polsce nie była w najlepszej kondycji jeszcze przed pojawieniem się pandemii koronawirusa. Jednak zapisy Tarczy Antykryzysowej i mniejsze zainteresowanie Polaków chwilówkami online, jeszcze bardziej pogłębiły jej trudne położenie. Część z nich musiała zawiesić swoją działalność lub ogłosić upadłość. Natomiast ci pożyczkodawcy, którzy pozostali na rynku zmuszeni byli do wycofania ze swojej oferty cieszących się do tej pory tak dużą popularnością darmowych chwilówek. Jaka przyszłość czeka firmy pożyczkowe i czy to koniec chwilówek?

Trudniej uzyskać kredyt i pożyczkę pozabankową

Pandemia COVID-19 odcisnęła piętno zarówno na światowej, jak i polskiej gospodarce, przy czym prognozy dotyczące sytuacji ekonomicznej nie są niestety zbyt optymistyczne. Zwiększyło się bezrobocie, a wiele osób zmaga się z utratą dochodów, czy płynności finansowej (dlatego warto już teraz zapoznać się z tym jak zaplanować swój domowy budżet na czas epidemii oraz jakie prawa ma bezrobotny). Negatywne skutki pandemii koronawirusa odczuła również branża finansowa. Ponieważ niepewna sytuacja na rynku pracy przełożyła się zarówno na spadek popytu, jak i podaży na towary oraz usługi. W tym również na mniejszą sprzedaż kredytów gotówkowych, kart kredytowych i pożyczek pozabankowych.

Jak wynika z danych BIK, tylko od stycznia do września 2020 roku klienci uzyskali o 30,5 proc. mniej kredytów gotówkowych niż przed rokiem. Przy czym, co również należy podkreślić, ten wyraźny spadek liczby udzielonych przez banki zobowiązań spowodowany jest nie tylko mniejszym zainteresowaniem potencjalnych kredytobiorców, ale i większą ostrożnością ze strony banków. Wiosną bowiem zaostrzyły się zasady przyznawania pieniędzy, przez co oferowane przez te instytucje finansowe produkty stały się mniej dostępne (szczególnie dla osób prowadzących działalność gospodarczą oraz pracujących na umowie o dzieło lub zlecenie). Eksperci podkreślają, że także kolejna fala zachorowań z pewnością nie poprawi, a może tylko pogorszyć tę sytuację.

Obecnie dużym wyzwaniem może okazać się również uzyskanie kredytu hipotecznego. Bowiem tylko w pierwszej połowie 2020 roku, klienci uzyskali o ponad 11 proc. mniej kredytów mieszkaniowych niż w tym samym czasie, w 2019 roku. Banki obawiając się konsekwencji kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 wprowadziły wiosną zmiany dotyczące przede wszystkim scoringu, a więc metody umożliwiającej ocenę wiarygodności kredytobiorcy (osoby fizycznej lub przedsiębiorstwa) w oparciu, o którą szacują, czy dana osoba będzie miała problem z terminowym oddaniem pieniędzy, czy też nie. Przy czym, wynik scoringu kredytowego jest zwykle przedstawiany w postaci punktowej, zgodnie z zasadą, im więcej punktów, tym większa wiarygodność kredytowa potencjalnego kredytobiorcy (więcej na ten temat dowiecie się z naszego artykułu: zdolność kredytowa 2020 – będzie trudniej o kredyt hipoteczny?).

Oprócz tego, większość banków w tym czasie nie tylko podwyższyło wymagany wkład własny (z 10 proc. do 20 proc., a nawet 40 proc.), ale również podniosło marże (zwłaszcza dla kredytów z najniższym wkładem własnym). Jednak już w drugim i na początku trzeciego kwartału, wraz z chwilowym ustabilizowaniem się sytuacji epidemiologicznej, banki zaczęły łagodzić zasady przyznawania kredytów hipotecznych (dopuszczając np. mniej pewne źródła dochodów). W ich ofercie pojawiły się również kredyty z 10 proc. wkładem własnym. Jednak druga fala pandemii może ponownie skłonić banki do ostrożności i zaostrzenia kryteriów ich przyznawania.

Nowy limit kosztów kredytu konsumenckiego

Należy również przypomnieć, że w podpisanym wiosną przez prezydenta Andrzeja Dudę pakiecie ustaw antykryzysowych znalazł się także zapis znacznie obniżający maksymalny limit kosztów pozaodsetkowych. Jak to bowiem podkreślił prezesa UOKiK – Tomasz Chróstny:

Trudny czas dla konsumentów nie powinien być złotym czasem dla firm pożyczkowych.

Tak więc, mimo licznych protestów instytucji pozabankowych, w przypadku chwilówek trwających do 30 dni, poziom kosztów pozaodsetkowych może wynosić teraz maksymalnie 5 proc. Natomiast dla pożyczek na raty, których spłata może być rozłożona nawet na kilka lat, jest to od 15 proc. do maksymalnie 21 proc. w okresie rocznym.

Co ważne, dzięki nowym przepisom (niezależnie od okresu na który pożyczka została udzielona), maksymalne koszty pozaodsetkowe nie mogą przekroczyć 45 proc. W praktyce oznacza to tyle, że w przypadku chwilówki w wysokości 1.000 złotych na 7 dni, koszty pozaodsetkowe są niższe niż przed wprowadzonymi zmianami. Oznacza to, że zamiast 250 złotych, wynoszą one ok. 50 złotych (na niezmiennym poziomie został zaś 9 proc. maksymalny poziom oprocentowania).

Należy tu podkreślić, że zarówno przychody z odsetek, jak i prowizji pokryć muszą nie tylko ogólne koszty działalności (związane z weryfikacją kredytową, utrzymaniem biur, pozyskiwaniem kapitału, prowizją dla pośredników sprzedaży, czy wynagrodzeniem dla pracowników), ale także straty firm pożyczkowych. Wynikają one m.in. z tego, że część zobowiązań nie zostanie spłaconych (nie oddaje ich ok. 11 proc. pożyczkobiorców, a 30 proc z nich ma większe lub mniejsze opóźnienia).

Nadchodzące spustoszenie w gospodarce może spowodować, że wskaźnik nieoddanych kredytów i pożyczek jeszcze wzrośnie. Dlatego bankowcy, mieli przed podjęciem ostatecznej decyzji dwa wyjścia. Pierwszym było zastosowanie takich kosztów kredytów, dzięki którym zyski już z tych spłacanych byłyby w stanie pokryć straty z nieuregulowanych zobowiązań. Natomiast drugą opcją było zaostrzenie kryteriów przyznawania pożyczki. W tym rozwiązaniu, chwilówkę mogłyby uzyskać wyłącznie osoby wyróżniające się dobrą historią kredytową i zdolnością kredytową (czyli pożyczkobiorcy, którzy z dużym prawdopodobieństwem będą w stanie zwrócić pożyczone pieniądze). Jednak jak się okazało, koszty pożyczek drastycznie zmniejszył nowy limit, a więc jedynym wyjściem pozostało zaostrzenie kryteriów przyznawania kredytów konsumenckich.

Czy czeka nas koniec chwilówek?

Wprowadzenie nowych przepisów ma zastosowanie wyłącznie do pożyczek zaciągniętych po wprowadzeniu Tarczy Antykryzysowej. Natomiast w przypadku kredytów konsumenckich uzyskanych wcześniej, koszty związane z opłatami i prowizjami najczęściej zostały już pobrane. Niejasny jest jednak czas, w którym proponowany jest ten limit (na początku miały to być 2-3 miesiące, a tymczasem ustawa obowiązywać ma przez cały rok). Rząd nie chciał, aby firmy pożyczkowe nadmiernie wzbogaciły się w czasie, kiedy wielu Polaków będzie zmagać się z dużymi trudnościami finansowymi.

Pominięty jednak został wtedy fakt, że tak drastyczne cięcie limitu kosztów pozaodsetkowych oznaczać będzie koniec chwilówek, ponieważ ich udzielanie przestanie być dla firm pożyczkowych opłacalne. Mowa tu zwłaszcza o pożyczkach krótkoterminowych, z których wraz z początkiem roku wycofała się chociażby jedna z największych firm – Ferratum Bank. Firmy pożyczkowe, w przeciwieństwie do banków czy SKOK-ów, nie mogą zaliczać strat z niespłaconych pożyczek do kosztów. Oznacza to więc, że podatki płacą także z zobowiązań, które nie zostaną spłacone.

Jeszcze przed wprowadzeniem nowych przepisów prawnych, kilka firm zakończyło swoją działalność, zwalniając pracowników lub też wstrzymując udzielanie chwilówek (ryzyko kredytowe jest coraz wyższe, a zysk maleje). Dodatkowo, wprowadzone wówczas zmiany niefortunnie zbiegły się z serią obniżek stóp procentowych, pogarszając tym samym sytuację finansową instytucji pozabankowych jeszcze bardziej. W ciągu kilku ostatnich miesięcy część firm pożyczkowych, nawet tych o ugruntowanej pozycji takich jak: Filarum, SohoCredit, czy Ekspres Pożyczka musiało zakończyło swoją działalność. Dla porównania, jeszcze w 2019 roku Polacy mogli korzystać z usług 50 firm pożyczkowych, obecnie natomiast na rynku pozostało ich zaledwie 36.

Firmy pożyczkowe udzieliły w 2020 roku znacznie mniej pożyczek niż przed rokiem

Według analizy Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego tylko w pierwszych tygodniach pandemii COVID-19 w Polsce, liczba udzielonych pożyczek spadała aż o ponad 56 proc. (w sierpniu było już tylko o 24 proc mniej klientów niż przed rokiem). Jak wynika z danych BIK natomiast, w okresie styczeń – wrzesień 2020 roku firmy pożyczkowe z nim współpracujące przyznały o 28 proc. mniej pożyczek, niż w analogicznym okresie 2019 roku. W ujęciu wartościowym natomiast pożyczkodawcy udzielili finansowania na kwotę niższą o 37 proc. Wówczas dominowały głównie chwilówki w wysokości nie przekraczającej 1.000 zł, które stanowiły 40 proc. wszystkich udzielonych zobowiązań. Natomiast łączna liczba udzielonych przez firmy współpracujące z BIK pożyczek wyniosła w okresie trzech kwartałów tego roku ponad 1,5 mln sztuk o łącznej kwocie 3.404 mld zł:

dynamika sprzedaży pożyczek pozabankowych

(źródło: BIK)

Po latach prosperity branży pożyczkowej, pierwszy wyraźny spadek udzielanych przez nie pożyczek, zanotowano już jednak w pierwszej połowie 2019 roku (był to regres do poziomu sprzed mniej więcej 5 lat). Natomiast ogłoszenie światowej pandemii COVID-19, pierwsze zachorowania w Polsce i późniejsze wprowadzenie lockdownu spowodowały, że zainteresowanie chwilówkami spadło jeszcze bardziej. Sytuacji instytucji pozabankowych nie poprawiło także uchwalenie Tarczy Antykryzysowej. Pomimo tego, że w ostatnich miesiącach zauważalna była nieznaczna poprawa wyników ich sprzedaży, to i tak bardzo prawdopodobne jest, że druga fala pandemii i związane z nią obostrzenia, mogą odwrócić ten trend. Polacy znowu bowiem skupią się tylko na niezbędnych wydatkach ze względu na niepewną przyszłość.

Darmowe chwilówki – ma je w ofercie znacznie mniej firm pożyczkowych

Nadmierne regulacje dotyczące obniżenia maksymalnych opłat możliwych do pobierania przez firmy pożyczkowe skutkują spadkiem dostępności chwilówek online. Zwłaszcza tych udzielanych na krótki okres czasu (czyli do 30 dni) i na niewielkie sumy (najczęściej do 3.000 zł). Posiadanie ich bowiem w swojej ofercie nie jest już dla legalnie działających pożyczkodawców opłacalne, w związku z tym z nich rezygnują. Dotkliwie odczuli to szczególnie ci klienci firm, którzy do tej pory korzystali z udzielanych na bardzo korzystnych warunkach – pierwszych darmowych chwilówek. Cieszą się one dużą popularnością przede wszystkim ze względu na koszt wynoszący 0 zł (RRSO 0 proc.), ponieważ pożyczkodawca nie nalicza wówczas opłat związanych z prowizją, oprocentowaniem czy opłatą przygotowawczą. Ważne jest jednak, aby zobowiązanie terminowo oddać, ponieważ w innym przypadku promocja zostanie anulowana.

Wciąż, wiele osób w awaryjnych sytuacjach, korzysta z tego rodzaju wsparcia finansowego, mimo tego, że w ostatnich miesiącach większość firm pożyczkowych zrezygnowało z ich udzielania, z uwagi na swoje trudne położenie. Mowa tu o takich pożyczkodawcach jak: Vivus, Kuki i NetCredit, które jeszcze przed wybuchem pandemii miały je w swojej ofercie. Okazuje się, jednak, że w ostatnich tygodniach część ofert darmowych chwilówek znowu wróciła na rynek. Ponownie skorzystać mogą z nich klienci:

firmy Vivus

darmowa chwilówka w Vivus

(źródło: Vivus.pl)

firmy Wonga

darmowa chwilówka w Wonga

(źródło: Wonga)

firmy Smart Pożyczka

darmowa chwilówka w Smart Pożyczka

(źródło: Smart Pożyczka)

firmy Pożyczka Plus

darmowa chwilówka w firmie Pożyczka Plus

(źródło: Pożyczka Plus)

Jak widać, na ten moment najwięcej za darmo pożyczyć można w Vivus. Korzystając bowiem z oferty tej firmy pożyczkowej ubiegać można się nawet o kwotę 3.000 zł (RRSO 0 proc.), przy 61 dniowym terminie na spłatę zobowiązania. Pozostali pożyczkodawcy natomiast ostrożniej podchodzą do proponowanych przez siebie limitów darmowej chwilówki. Ponieważ najczęściej są to już kwoty w wysokości do 500 – 600 zł na nie więcej niż 30 dni. Jednak dla osób, które chwilowo znalazły się w trudnej sytuacji finansowej nawet pożyczka w takiej wysokości, bez żadnych dodatkowych opłat, może być bardzo pomocna.

Koniec chwilówek oznacza odcięcie wielu Polaków od jedynego źródła finansowania

Zastosowane przez rząd ograniczenie, które ma chronić pożyczkobiorców przed wpadnięciem w spiralę zadłużenia spowoduje jednak drastyczne zaostrzenie warunków przyznania pożyczek. Będą one teraz dostępne wyłącznie dla osób, które znajdują się w dobrej sytuacji finansowej. A należy tu zaznaczyć, że wraz z coraz większym kryzysem, rosnąć będzie także liczba osób bezrobotnych, które będą miały problem z uzyskaniem dodatkowych funduszy. Jak sygnalizują eksperci, w tym trudnym dla gospodarstw domowych czasie, konsumenci powinni być traktować ze szczególną ostrożnością.

Polski Związku Instytucji Pożyczkowych apelował o zastosowanie procedury umożliwiającej pożyczkobiorcom m.in. bezpłatne odłożenie spłaty pożyczki oraz monitorowanie rynku pod kątem rzetelności ofert. Bowiem niektóre jednostki wyczuły teraz okazję do zarobienia pieniędzy w nieetyczny sposób, co zresztą dokładnie opisaliśmy w artykule: pożyczka i koronawirus – oferta specjalna dampozyczke.pl.

Koniec chwilówek nie jest więc działaniem, które ma na celu pomóc konsumentom, którzy znaleźli się przez epidemię w trudnej sytuacji finansowej. Dlaczego? Ponieważ, gdyby doszło do sytuacji, w której większość firm pożyczkowych działających w Polsce zbankrutuje (sprawdźcie: czy trzeba spłacić chwilówkę, gdy firma pożyczkowa upadnie?), to skorzysta na tym głównie szara strefa. A to właśnie jej eliminacja, a nie legalnie działających instytucji pozabankowych, powinna być celem Ministerstwa Sprawiedliwości. Osoby o niskich i przeciętnych dochodach nie uzyskają ani kredytu w banku, ani chwilówki w firmie pożyczkowej. Będą zatem zmuszone szukać możliwości zdobycia dodatkowej gotówki na czarnym rynku, na którym nie obowiązują już żadne limity kosztów (co jeszcze bardziej pogorszy ich już tak trudną sytuację). W ocenie Związku Banków Polskich (ZBP):

Aktualna sytuacja nie powinna być tym momentem, w którym legislacja tworzy obszar dla szarej strefy. Propozycje limitu pozaodsetkowych kosztów kredytu na poziomie 21 proc. rocznie nie mają antylichwiarskiego charakteru. Oddziałują bezpośrednio na legalnie działający biznes, a nie faktyczną działalność funkcjonujących poza ustawą o kredycie konsumenckim lichwiarzy, którzy niechybnie rozpoczną działalność po zlikwidowaniu legalnej konkurencji.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych i Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, w przypadku odmowy udzielenia kredytu/pożyczki (przez bank/firmę pożyczkową), aż 10,9 proc. badanych zwróciłoby się o pomoc do lombardu, a 13,2 proc. zwróciłoby się do osoby ogłaszającej się jako osoba prowadząca działalność pożyczkową:

Sytuacja na rynku consumer finance. Raport ZPF i IRG SGH

(źródło: ZPF/IRG SGH)

Jak podkreśla Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF:

Alarmujące już dziś jest to, że duża grupa osób jest zdecydowana, pomimo odmowy finansowania w nadzorowanych instytucjach kredytowych, to jest w bankach i instytucjach pożyczkowych, pozyskać je w lombardzie lub wręcz u mafii kredytowej. Przyjęcie propozycji UOKiK drastycznego obniżenia limitu kosztu kredytu konsumenckiego może zwielokrotnić skalę tego zjawiska. Przyjmując realistyczne założenie, że nawet 80 proc. z 3 milionów dotychczasowych klientów sektora pożyczkowego nie otrzyma w takiej sytuacji finansowania, to w efekcie nawet ponad 260 tysięcy z nich trafiłoby do lombardu, a prawie 360 tysięcy do mafii kredytowej.

Spłaty chwilówek częściowo zawieszone

Tak samo jak klienci banków (którzy mogą obecnie skorzystać z wakacji kredytowych na czas epidemii COVID 19), również i klienci firm pożyczkowych z niecierpliwością oczekiwali informacji dotyczących ułatwienia im spłaty zaciągniętych chwilówek. Na decyzję w tej sprawie nie trzeba było długo czekać, albowiem branża pożyczkowa wzorem banków, od samego początku chciała w jakiś sposób zareagować na pandemię koronawirusa. Bank Polski poinformował o odroczeniu spłaty rat kredytów gotówkowych i hipotecznych na trzy miesiące, a już 17 marca 2020 roku Zarząd Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych wystosował komunikat oraz rekomendacje dla swoich członków (NetCredit, Kuki, Vivus, Miloan, Via SMS). Wspólne zalecenia opublikował także Związek Przedsiębiorstw Finansowych (zrzeszający takie firmy jak: Smartney, Loando, czy Wonga) oraz Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego.

Apelując wówczas o udostępnienie możliwości odroczenia spłaty rat pożyczkowych dla osób, które zostały bezpośrednio dotknięte tragedią. Przy czym odroczenie to następowałoby na podstawie złożenia udokumentowanego oraz uzasadnionego wniosku przez pożyczkobiorcę. Wakacje kredytowe pozwalają na tymczasowe zawieszenie spłaty pożyczki. Co istotne, odroczenie to dotyczy zarówno części kapitałowej, jak i części odsetkowej zobowiązania. Tego typu rozwiązania były już w części dostępne jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa. Na ten moment jednak oferuje je większość firm pożyczkowych, których klienci liczyć mogą, na miesięczną lub dwumiesięczną przerwę w spłacie swoich zobowiązań.

Druga fala pandemii koronawirusa może skutecznie zniechęcić Polaków do zaciągania pożyczek pozabankowych, w obawie przed niepewną przyszłością. Aby firmy pożyczkowe były w stanie przetrwać obecny czas, to potrzebne jest zniesienie niekorzystnych zmian legislacyjnych obniżających górny pułap możliwych do osiągnięcia przez nie przychodów przy już tak wysokim i nadal rosnącym poziomie ryzyka. Należy bowiem podkreślić, że na ten moment aż 57 proc. klientów firm pożyczkowych ma przynajmniej 90-dniowe opóźnienia (wspólnie z sektorem bankowym natomiast odsetek ten wynosi 50,1 proc.). Powoduje to naturalnie, że ich działalność staje się niedochodowa, a bez odpowiedniego wsparcia wiele firm pożyczkowych może z dnia na dzień zakończyć swój biznes.

Najnowsze aktualności / recenzje

Dodaj komentarz