Mieszkanie Plus po poprawkach jest programem dla nielicznych?

Ocena: 3.7 (ilość ocen: 6)

Ocena: 3.7
(ilość ocen: 6)

blok w budowie - w ramach programu mieszkanie plusWiadomo coraz więcej o tym, w jakim kierunku mają iść zmiany w programie Mieszkanie Plus. Rząd Mateusza Morawieckiego wycofał się z obietnic, które składała Beata Szydło. Na co więc mogą liczyć przyszli beneficjenci programu Mieszkanie Plus 2.0? Jesteśmy znani z dociekliwości i postanowiliśmy przeprowadzić wywiad z Martą Kliś, ekspertką.

enerad.pl: Jak pierwotnie miała wyglądać pomoc dla beneficjentów Mieszkania Plus?

Marta Kliś: Mieszkanie Plus miało się opierać na budowaniu tanich mieszkań pod najem. Rząd Beaty Szydło szacował, że koszt budowy jednego metra da się zamknąć w 2,5-3 tysięcy złotych. Niskie koszty budowy miały stanowić podwalinę pod niewysokie czynsze – rząd zamierzał je regulować corocznym rozporządzeniem. Rok temu w marcu opublikowano pierwsze propozycje cenowe – były one naprawdę atrakcyjne i mieściły się w obiecywanych 10-20 złotych za 1mkw. Jednak prawdziwe nadzieje budziła obietnica dojścia do własności dzięki wyższej o 20% opłacie. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach mieszkanie notarialnie miało stać się własnością najemcy. Biorąc pod uwagę, ile kosztuje kredyt hipoteczny – opcja ta wydawała się zarówno niezwykle atrakcyjna, jak i fantastyczna.

To się okazało po czasie nierealne?

Wielu ekspertów mówiło już wtedy, że projekt jest nierealistyczny. Rząd obiecywał, kolejne miasta dołączały do programu, a mieszkań nie było widać. Nie ma się zresztą czemu dziwić – rząd nie bardzo miał pomysł na finansowanie swoich pomysłów. Mówiono o sprzedaży części gruntów Skarbu Państwa, co miało finansować część budów, ale trudności pojawiły się już na etapie inwentaryzacji działek – zresztą trwa ona do dziś. Program miał nie obciążać budżetu państwa, wyprzedaż gruntów miała stanowić „wehikuł finansowy”, jak określił to Kazimierz Smoliński z Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa w 2016 roku. A w praktyce działo się niewiele. Jedynymi inwestycjami, które w ogóle udało się rozpocząć, były te pilotażowe, realizowane przez BGK Nieruchomości. Pod koniec ubiegłego roku coraz głośniej zaczęto mówić, że rząd Szydło sobie nie radzi z M+, że program jest martwy. Gwoździem do trumny starego projektu okazała się inwestycja w Gdyni. Lokatorzy, przekonani, że czekają ich niskie czynsze, przeżyli duży zawód, gdy okazało się, że choć inwestycja powstała w ramach M+, to jest komercyjna, a opłata za najem przekracza 20 złotych za 1mwk…

Wtedy zaczęto mówić, że nie da się budować tanich mieszkań?

Stosując założenia rządu Szydło – nie da się. Deweloperzy okazali się niezainteresowani współpracą, wzrosły ceny materiałów budowlanych i koszty pracownicze. Czemu żaden ekspert z poprzedniego rządu nie przewidział takiego scenariusza – proszę mnie nie pytać. Trudno się dziwić, że rząd Mateusza Morawieckiego zaczął się wycofywać z obietnic poprzedników.

Na czym będzie polegało Mieszkanie Plus 2.0?

Na komercyjnej budowie mieszkań czynszowych. Na razie zajmuje się tym jedynie BGK Nieruchomości, które ma obecnie w budowie około 2 tysiące mieszkań, kolejne 20 tysięcy jest w przygotowaniu, prawdopodobnie uda się je wybudować do 2022 roku. Niedługo jednak do tej spółki Skarbu Państwa dołączą REIT-y, czyli specjalne fundusze mieszkań na wynajem. Przewiduje się także współpracę z TBS-ami oraz spółdzielniami mieszkaniowymi, część inwestycji będzie także samorządowa. W praktyce REIT-y mają działać to tak, że inwestorzy, którymi zresztą mają być również zwykli Kowalscy, wpłacają swoje oszczędności do funduszu, a następnie zyskują odsetki z opłat czynszowych od najemców. W Polsce do tej pory taki model działał jedynie w przypadku lokali komercyjnych, jednak na Zachodzie jest dość popularny.

A na co mogą liczyć najemcy?

Na dopłaty do czynszu. Z informacji, jakie pojawiły się w mediach wiadomo już, że będą one wypłacane lokatorom mieszkań czynszowych w ramach M+, wcześniej pojawiały się plotki, że może rząd obejmie tym wsparciem również najemców spoza programu. Dopłaty mają trafiać prosto na konto organizacji wynajmującej przez okres 9 lat, co 3 lata wysokość dopłaty ma ulegać zmniejszeniu. Rząd zamierza przekazać na to środki z rezerwy budżetowej, która wcześniej służyła programom takim, jak Rodzina na Swoim i Mieszkanie dla Młodych. Tym samym, moim zdaniem, odżegnuje się także od innego pomysłu rządu Beaty Szydło – Indywidualnych Kont Mieszkaniowych. Bo właśnie na IKM miały być przeznaczone te pieniądze wcześniej.

A czym miały być Indywidualne Konta Mieszkaniowe?

Produktami finansowymi, dedykowanymi długoterminowemu oszczędzaniu pod cele mieszkanie. W założeniach, które przedstawiono półtorej roku temu IKM-y miały być zwolnione z podatku Belki pod warunkiem, że oszczędzać się będzie na nich minimum 5 lat. Część oszczędzających miała dostać dopłaty od rządu, dzięki czemu szybciej miała zbudować potrzebny kapitał. Jeśli faktycznie rząd nie zamierza wracać do tego pomysłu, to znaczy, że bez wsparcia pozostanie znowu ogromna grupa Polaków. IKM-y miały mieć szerokie przeznaczenie, gromadzony kapitał można było przeznaczyć na zakup lub budowę nieruchomości, wkład własny do kredytu hipotecznego, wkład do spółdzielni, partycypację w TBS, ale też modernizację budynku. Biorąc pod uwagę, jak wiele budynków mieszkalnych w Polsce nie spełnia norm, ich właściciele mogli zyskać środki na kapitalny remont.

Kto w takim razie zyska na nowym kształcie Mieszkania Plus?

Deweloperzy, inwestorzy, gospodarka, przeliczniki lokalowe, a na samym końcu – lokatorzy. Jeśli faktycznie prawdą okaże się taka forma dopłat, jaką zaprezentowano w ostatnich dniach, to trudno nie pozbyć się wrażenia, że obliczona ona jest bardziej pod REIT-y niż zwykłego człowieka. Inwestorzy mają gwarancję 9-letnich wpływów od rządu – wszak dopłata ma trafiać prosto na konto operatora mieszkaniowego. Najemca dostanie co prawda wsparcie finansowe, ale w ostatecznym rozrachunku – do niczego ono nie prowadzi. Po prostu przez jakiś czas będzie miał obniżony czynsz. Co bardziej zaradni w tym czasie odłożą oszczędności pod wkład własny, ale większość osób po zakończeniu dotowania wróci do punktu wyjścia. Do tego warto wspomnieć, że w obecnym kształcie Mieszkanie Plus to program na lata. Potrzeba czasu nawet na to, by pojawili się uprawnieni do dopłat. Rząd szacuje, że pierwsze zostaną wypłacone w 2019 roku, ale odsyłam do liczb, które padły wyżej. Do tego momentu uda się oddać maksymalnie 2 tysiące mieszkań. Dopłaty dostanie garstka osób.

Na co dzień ma Pani styczność z osobami, które liczyły na tanie mieszkania z obietnic Szydło. Jak oni reagują na zmiany?

Są mocno zawiedzeni. Mieszkanie Plus było zawsze programem, który prezentowano w bardzo uczuciowy i budzący nadzieję sposób, dużo obiecywano. Codziennie odpowiadamy na pytania, co dzieje się z poszczególnymi inwestycjami, czy będzie dojście do własności. Zwłaszcza ten ostatni punkt był dla przyszłych beneficjentów bardzo ważny. Rząd twierdzi, że dojście do własności ma być możliwe. Warto jednak mieć świadomość, że będzie to dotyczyło jedynie niewielkiej liczby inwestycji. Skoro inwestorzy mają zarabiać na najmie, nie jest dla nich opłacalne pozbywanie się tych mieszkań. Jeśli będą się na to decydować – może to być droga opcja. Trudno się więc dziwić, że ludzie po prostu czują się oszukani. Pierwotnie obiecywano im tanie, rządowe mieszkania z czynszem poniżej średniej. Obecnie rząd wziął na siebie rolę jedynie inicjatora – usuwa przeszkody prawne, tworzy zrąb pod rozwój komercyjnego najmu. Dopłaty zdają się być ostatnią próbą ratowania wizerunku Mieszkania Plus, jako projektu społecznego.

A jak Pani ocenia te zmiany?

Urealnienie programu na pewno stanowi pozytywny aspekt pod względem gospodarczym, bo teraz to naprawdę ma szansę się powieść. Niepokoi mnie jednak pozostawienie Polaków bez jakiegokolwiek programu pomocowego. Skoro na razie nie ma lokatorów w Mieszkaniu Plus -można by przedłużyć o rok działanie programu Mieszkanie dla Młodych. Dużo dałoby też przywrócenie powszechnej ulgi budowlanej albo remontowej. Mieszkanie Plus miało wesprzeć rynek najmu, gdy wcześniej RnS i MdM wspierało kupno. A to tylko dwa segmenty, zapomniano nadal o ogromnej grupie Polaków, by wymienić tylko osoby, które budują dom albo mieszkają na własnym, ale w fatalnych warunkach i bez wsparcia nie są w stanie wyremontować lokum.

Dziękujemy za rozmowę.

Najnowsze aktualności / recenzje

Dodaj komentarz