Odszkodowanie za lockdown – czy firmy lub osoby fizyczne mogą się o nie ubiegać?

5 /5
(Ocen: 2)
odszkodowanie-za-lockdown

Veto przedsiębiorców wobec chaosu prawnego, który zgotował Polakom rząd, staje się coraz głośniejsze. Okazuje się, że rządowy zakaz prowadzenia działalności jest nieważny bez ogłoszenia stanu klęski żywiołowej. Rozporządzenia nie mogą w takim razie kazać zamykać gastronomii, hoteli czy sali fitness.

Dlatego coraz więcej przedsiębiorców otwiera działalność z zachowaniem reżimu sanitarnego w czasie lockdownu. Przy takim bałaganie pojawia się też pytanie, czy Polacy mają prawo walczyć o odszkodowanie za koronawirusa i skutki kwarantanny? Zobaczmy, co o tym wiadomo.

Akcja #otwieraMY – czyli przedsiębiorcy mają dość

W grudniu rząd ogłosił, że kwarantanna będzie trwała do 17 stycznia 2021. Jak wiadomo obostrzenia zostały ponownie przedłużone. Warunki i zakres obostrzeń były podczas pandemii zmieniane w ramach zasad, które nie zapewniają przewidywalności. Nie można mieć zatem pretensji do przedsiębiorców, że walczą o przetrwanie wszystkimi dostępnymi środkami.

Czy Polacy mogą zaufać planom PiS, gdy strona rządowa nawet nie przestrzega solidarnie własnych zakazów? Co gorsza państwo nie potrafi zagwarantować właściwie działającego prawa. Wygląda na to, że większość wręczanych mandatów za nieprzestrzeganie lockdownu jest pozbawiona podstawy. I co robi partia rządząca, aby zyskać zaufanie obywateli? Składa w sejmie projekt zakazujący odmowy przyjęcia mandatu.

Odpowiedzią na nieporadność rządu jest akcja #otwieraMY. Dołączają do niej kolejne branże objęte zakazem działalności. Wygląda na to, że inicjatywa znajduje zrozumienie wśród obywateli nawet pomimo zagrożenia koronawirusem. W końcu łatwo postawić się na miejscu przedsiębiorców, którym grozi bankructwo. Oto mapa lokali, które otworzyły swoją działalność mimo zakazów:

Mapa firm biorących udział w akcji OtwieraMY

(źródło: https://newsmap.pl/mapshare/eee90ba6223fed1a1f4150466f27746a/)

Warto dodać, że gdyby rząd trzymał się poprzedniej strategii obostrzeń, to aktualnie Polska byłaby strefą żółtą. Średnia zachorowań z 7 dni wynosi 5567 zakażeń, co oznacza, że cała Polska powinna być strefą żółtą poza wyłączeniem niektórych powiatów. Czyli możliwa byłaby m.in. działalność w gastronomii.

Rząd kontratakuje – Tarcza tylko dla solidarnych przedsiębiorców?

Według informacji z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii w całym 2020 roku pomoc z tarcz antykryzysowych wynosiła 175 mld złotych. Teraz druga odsłona tarczy antykryzysowej ma kosztować aż 312 mld złotych. Pomoc trafi do przedsiębiorców i pracowników. Ale np. PFR stawia warunek – pomoc jest tylko dla przedsiębiorcy, który:

(…)nie naruszył w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej ograniczeń, nakazów i zakazów ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1 – 6 i 8 – 12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U.2020.1845 t.j. z dnia 2020.10.20)

Pod tym linkiem znajdziemy pełną treść komunikatu od PFR w sprawie tarczy finansowej 2.0.

Czy przedsiębiorcy biorący udział w akcji #OtwieraMY nie uzyskają pomocy od rządu?

Choć kwoty z państwowych tarcz są imponujące, to rzeczywistość dla wielu przedsiębiorców nie jest taka kolorowa jak prezentują to obrazki Ministerstwa. Ostatnie zwolnienia z ZUS przysługują za listopad. Firmy nie mają pomocy od grudnia, a wiszą nad nimi np. opłaty za czynsz, koncesje za alkohol czy abonament RTV. W dodatku rząd nadal odwleka moment poluzowania obostrzeń. Obostrzeń, które są prawdopodobnie nielegalne.

Sądy zaczynają przyznawać, że zakaz prowadzenia działalności gospodarczej jest bezprawny, gdy nie ma wprowadzonego stanu nadzwyczajnego. Potwierdza to wyrok WSA w Opolu. Wymiar sprawiedliwości uchyla kolejne kary, które wręczył sanepid niepokornym przedsiębiorcom.

Przedłużenie lockdownu do końca stycznia przelało czarę goryczy wśród przedsiębiorców. Firmy licznie dołączyły do akcji #OtwieraMY. Nie mając za sobą przepisów prawa, rząd postanowił ukarać łamiących zakaz przedsiębiorców wyłączeniem z tarczy branżowej i finansowej. Czy, aby i ten zabieg nie jest sprzeczny z konstytucją?

Firmy, które stracą pomoc państwową czeka długa walka w sądach

Prawnicy wyliczają wątpliwości jakie pojawiają się przy karaniu przedsiębiorców otwierających swoją działalność. O pierwszym była już mowa. Rozporządzenie nie ma mocy prawnej zakazywać działalności gospodarczej. Po drugie kara od PFR narusza zasadę proporcjonalności zapisaną w konstytucji.

Problemem jest jednak oświadczenie o przestrzeganiu obostrzeń, które musimy złożyć, aby otrzymać tarczę finansową. W dodatku wysyłając wniosek o pomoc zgadzamy się na regulamin PFR. Nawet mimo wątpliwości, co do zasadności karania firm, które otworzyły działalność dochodzenie sprawiedliwości przed sądem będzie trudne i długotrwałe.

Prawnicy wskazują, że osoby które chcą się ubiegać o pomoc z tarcz (równocześnie uczestniczące w akcji #otwieraMY) ryzykują utratę subwencji a zaskarżenie decyzji przed sądem nie gwarantuje wygranej. Jednak dla części firm środki z tarcz nie wystarczą nawet na pokrycie strat. Zamiast wegetować wolą się otworzyć i walczyć o przetrwanie.

Czy jest szansa na odszkodowanie za lockdown?

W sądach są już pierwsze pozwy przeciwko Skarbowi Państwa za szkody związane z zakazem prowadzenia działalności. Przedsiębiorcy mają pełne prawo domagać się odszkodowania za lockdown. W normalnych warunkach wygrana przed wymiarem sprawiedliwości byłaby kwestią czasu. Niestety rząd przygotował się na taką ewentualność.

Konsekwencje braku stanu nadzwyczajnego a odszkodowania

Pandemia koronawirusa umożliwiała wprowadzenie stanu klęski żywiołowej na podstawie art. 232 Konstytucji. Gdyby do tego doszło, nie byłoby dzisiejszego chaosu prawnego a przedsiębiorcy mogliby starać się o rekompensaty. Zamiast tego rząd PiS wykonał bezprecedensowy ruch:

W sytuacji szczególnego zagrożenia ograniczono swobody obywatelskie sięgając po zwykłe środki prawne z pominięciem ustawy zasadniczej. Tworzy to pretekst, aby w przyszłości – w podobnych stanach wyjątkowych – uniknąć postanowień i ograniczeń określonych w Konstytucji.

Szanse na odszkodowanie – lepiej czy gorzej bez stanu nadzwyczajnego?

Czy rząd popełnił błąd unikając stanu nadzwyczajnego? Wśród prawników słychać opinie, że taka sytuacja jest nawet lepsza dla przedsiębiorców. Firmy mają teraz szansę na całkowitą rekompensatę. Przy stanie nadzwyczajnym odszkodowanie pokrywane jest tylko do kwoty straty rzeczywistej. Nie liczy się w takiej sytuacji utrata przez przedsiębiorcę potencjalnych korzyści.

Bez stanu nadzwyczajnego firma może walczyć o pełne odszkodowanie – za poniesioną szkodę rzeczywistą oraz utratę potencjalnego zarobku.

Z drugiej strony specjaliści wskazują, że wprowadzenie stanu wyjątkowego nie jest obowiązkowe. Rząd może, ale nie musi sięgać po wyjątkowe środki. Nawet, gdy takie przesłanki do jego wprowadzenia (jak pandemia) są oczywiste. Choć pozwy do Skarbu Państwa i veto przedsiębiorców pokazują, że sytuacja w Polsce byłaby dzięki wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej o wiele łatwiejsza do przewidzenia.

Problem z Trybunałem Konstytucyjnym a podstawy do rekompensat

To nie jedyny argument za tym, że firmy starające się o odszkodowanie za lockdown będą miały pod górkę. Problemem jest upolityczniony Trybunał Konstytucyjny. Zacznijmy od tego, czym firmy mogą uzasadnić pozwy o rekompensaty? Powody mogą być dwa:

  • Wydanie nieprawidłowego aktu normatywnego. Szkody dla przedsiębiorców są efektem wadliwe wprowadzonego zakazu działalności na podstawie rozporządzenia,
  • Niewydanie właściwego dla okoliczności aktu normatywnego wprowadzającego stan nadzwyczajny. Firmy mogą starać się wykazać, że tryb wprowadzenia zakazów był bezprawny.

W praktyce do sądów trafiły już pozwy, które najpierw mają na celu ustalenie, że zakazy były prawnie wadliwe. Dzięki takiemu wyrokowi, przed przedsiębiorcami otwiera się możliwość składania pozwów o rekompensaty na podstawie art. 417 (1) § 1 k.c., który mówi, że:

Jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie aktu normatywnego, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności tego aktu z Konstytucją, ratyfikowaną umową międzynarodową lub ustawą.

Rzecz w tym, że niezgodność aktu normatywnego (rozporządzenia wprowadzającego lockdown) musi stwierdzić Trybunał Konstytucyjny. Istnieją trzy możliwe decyzje TK.

  • Niekonstytucyjność przepisów zostanie odrzucona (szanse na odszkodowania zmaleją do zera).
  • Przepisy zostaną uznane za niekonstytucyjne od momentu ich wprowadzenia (szanse na rekompensaty staną się realne).
  • TK uzna rozporządzenie za niekonstytucyjne, ale może skorzystać z odroczenia utraty mocy obowiązującego wadliwego aktu normatywnego.

Czyli w ostatnim przypadku, do momentu orzeczenia TK, nie można uznać decyzji rządu jako bezprawnej. Inaczej mówiąc TK stwierdzi, że rozporządzenie jest niekonstytucyjne, ale orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie będzie działało wstecz.

Odszkodowanie za lockdown – trudna sytuacja przedsiębiorców

Starania o rekompensaty mają podstawę prawną, ale szanse na ich uzyskanie nie są duże. Argumentów za tym, że odszkodowania należą się przedsiębiorcom jest wiele. To jednak może nie wystarczyć w starciu z rządem i TK. W ostatnim czasie z ciekawą inicjatywą ustawodawczą wyszedł Senat.

Ustawa o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia wolności i praw człowieka i obywatela w czasie stanu epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2 ma być rozwiązaniem, które może pozwolić przedsiębiorcom na otrzymanie odszkodowania. Dzięki ustawie firmy uzyskałyby rekompensaty “tak jakby” rząd wprowadził stan nadzwyczajny.

Problem w tym, że taka inicjatywa wyszła spod pióra opozycji. Wątpliwe jest, aby rząd przyznał się do błędu i w dodatku chciał wypłacić odszkodowania dla przedsiębiorców.

Jaki będzie finał walki o rekompensaty za lockdown?

Sytuacja z przedsiębiorcami walczącymi o odszkodowania przypomina to, co działo się z frankowiczami. Długa walka o sprawiedliwość w sądach dopiero niedawno zaczęła przynosić efekty. Wyroki frankowe pokazują, że górą są w końcu kredytobiorcy.

Można się spodziewać, że firmy czeka wieloletnia batalia w sądach. Dopóki politycy partii rządzącej czują się pewnie, dopóty nie ma szans, na to, aby samodzielnie wyszli z inicjatywą ratującą porządek prawny po pandemii. Zatem walka przed sądami i veto przedsiębiorców nie są działaniami pozbawionymi uzasadnienia.

Rzecz jednak w tym, że kredyty frankowe i odszkodowania za lockdown mają jeszcze jeden podobny wymiar. W ostateczności – nawet po sprawiedliwym rozwiązaniu sprawy – w sumie wszyscy tracimy. Tracimy zaufanie do instytucji państwa i solidarną wspólnotę obywateli.

Zamiast skutecznej polityki, mamy show. Narodowe kwarantanny i media. Łatwiej jest opowiadać o sukcesach niż rzeczywiście je osiągać. A w przypadku veta przedsiębiorców trzeba pamiętać o nadchodzącej trzeciej fali zachorowań. Jaki będzie ostateczny bilans zysków i strat, gdy wszyscy zaczną dbać tylko o własne interesy?

Informacje o autorze

Mateusz Gwardecki

Absolwent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Zwolennik biznesu odpowiedzialnego społecznie. Zainteresowany nowoczesną bankowością i znaczeniem pieniądza. W wolnych chwilach lubi czytać fantastykę naukową i przeszukiwać rynek idei.

Dodaj komentarz
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments