Złe praktyki firm pożyczkowych – jakie najczęstsze?

złe praktyki firm pożyczkowychTeoretycznie chwilówki nie są najlepszym sposobem na zdobycie gotówki. Ale Polacy coraz chętniej sięgają właśnie po usługi pożyczkodawców. Ostatnie regulacje prawne “ucywilizowały” nieco rynek firm pożyczkowych. W dodatku sami przedsiębiorcy narzucili sobie zestaw dobrych praktyk. Czy są na tyle skuteczne, żeby odzyskać zaufanie klientów? I czy wszystkie zabiegi firm pożyczkowych rzeczywiście są prokonsumenckie? Poszukałem i znalazłem bez problemu praktyki, które mówią coś przeciwnego o niektórych chwilówkodawcach.

“My jesteśmy Ci dobrzy!” Czy, aby na pewno?

Rynek pożyczek jest delikatny niczym skorupka jajka. Przyciśnięty za mocno przez regulacje prawne “pęka” – przestaje być konkurencyjny dla kredytów bankowych, a wykluczeni z usług instytucji finansowych klienci wpadają w ręce lombardów i szarej strefy. Zbytnie poluzowanie kontroli nad firmami pożyczkowymi skutkuje powstaniem nadużyć i zagraża zwiększeniem zadłużenia wśród obywateli. Słowem rynek wymyka się spod norm. Tak źle i tak niedobrze.

Z ustawy antylichwiarskiej najmniej zadowoleni byli pożyczkodawcy. Powód? Przedsiębiorcy oczekiwali bardziej restrykcyjnych regulacji. Można by się zdziwić, bo czy nie powinno być właśnie przeciwnie? Otóż instytucje pozabankowe mają swój interes w bardziej surowej ordynacji. Od lat bolączką uczciwych pożyczkodawców jest mylenie ich z naciągaczami, parabankami i stawianie w jednym szeregu obok podmiotów uwikłanych w głośne afery. Ciężko rozwinąć interes, gdy co rusz trzeba walczyć ze złą opinią.

Firmy pożyczkowe starają się odzyskać zaufanie klienta

Zamiast cały czas powtarzać i zapewniać, że “my to ci dobrzy pożyczkodawcy”, instytucje pozabankowe same narzuciły sobie zestaw dobrych praktyk. Przedsiębiorcy np. wytykali brak niezależnego rejestru uczciwych firm pożyczkowych. Zatem najpierw powstał prywatny Rejestr Firm Pożyczkowych (2015 rok), by dopiero w nowelizacji ustawy o kredycie konsumenckim Rejestr trafił pod nadzór KNF (2018 rok).

Dzięki Rejestrowi Instytucji Pożyczkowych możesz sprawdzić, czy firma z której usług chcesz skorzystać jest uczciwym pożyczkodawcą. Takie transparentne podejście pozwala poczuć się bezpieczniej konsumentom i uniknąć niemiłego rozczarowania, gdy trafi się na pseudo-pożyczkodawcę.

Powstanie rejestru na pewno trzeba zaliczyć jako cegiełkę w odbudowaniu zaufania do firm pożyczkowych i… świetny sposób na marketing 🙂 Sami pożyczkodawcy przy okazji tworzenia przepisów standaryzujących sektor mieli jeszcze inne pomysły na zwiększenie swojej wiarygodności przy okazji maksymalizując swój interes. Ten mechanizm to właściwie element rozpoznawczy instytucji pozabankowych – przedstawiać swoje działania jako bezinteresowne, ale w istocie “za jednym zamachem” realizować swój biznesplan.

Czepiam się? Może rzeczywiście, dopóki zyskują na tym klienci nie ma, co wytykać pozornego altruizmu i cieszyć się, że na działaniach pożyczkodawców korzystają nie tylko oni sami, ale i zwykli konsumenci. Wręcz można podziwiać przedsiębiorczy zmysł instytucji pozabankowych. Może to wszystko racja. Ale póki w przypadku pożyczek, aby ktoś zyskał, ktoś musi stracić, to nadal mam wrażenie, że wszystkie zapewnienia o przestrzeganiu zasad dobrych praktyk mają nie tyle chronić konsumenta przed stratą, co zadbać o pozytywny wizerunek firmy.

Żeby nie być posądzonym o krytykanctwo i gołosłowność (“no gdzie te złe praktyki!”) poniżej przedstawiam swój subiektywny zbiór działań instytucji pożyczkowych, które określić można jako drapieżne, nieuczciwe, ale na pewno nie jako dobre praktyki. Ruszamy!

(Nie)dobre praktyki pożyczkodawców

Zaczniemy od mniej poważnych zastrzeżeń. Część z nich to zwykłe i typowe “chwyty”. Ot np. promocje, darmowe pożyczki. Przecież to robią wszyscy. Banki także! Zaraz wyjaśnię czemu i do takich “chwytów” mam zastrzeżenia. Dalej skala zarzutów będzie robiła się coraz “cięższa”.

“Szybka pożyczka”: ale jak szybka?

To w porównaniu z innymi punktami drobna uwaga. Instytucje finansowe starają się być przejrzyste i informować w wygodny sposób o parametrach oferty. Przy tym chwalą się szybkimi pieniędzmi. Nie każdy jednak konsument wie, że na prędkość przesłania gotówki na jego konto, wpływa to w jakim banku posiada rachunek on i chwilówkodawca oraz od godziny i dnia wykonania transakcji. Część firm pożyczkowych uczula swoich klientów na te właśnie rzeczy. Jednak nie wszyscy pożyczkodawcy eksponują te informacje w wystarczający sposób. A przecież nie chodzi oto, żeby klient rozczarował się dłuższym niż zapowiadanym oczekiwaniem na przelew.

“Łapanie” klientów na nieistniejące promocje

Albo promocje z których skorzysta tylko część osób. Reszta skuszona “super okazją” będzie musiała, albo pogodzić się z tym, że nie spełnia zawiłych warunków regulaminu promocji i spasuje, albo mimo, to zaciągnie pożyczkę już na mniej promocyjnych warunkach. Nie trzeba mówić, że to już praktyka mająca mało wspólnego z byciem fair.

Tworzenie firm “córek” i “łowienie” klientów na pierwszą darmową chwilówkę

Widzisz nowego pożyczkodawcę i myślisz, że warto tam wziąć chwilówkę, bo pierwsza będzie darmowa. A tu klops, gdy okazuje się, że nazwa firmy jest inna, ale właściciel ten sam. I nici z darmowej chwilówki. To mało prokonsumenckie zachowanie, aby wymagać od klienta wiedzy, jaka marka do jakiego właściciela należy. Oczywiście wiele instytucji pozabankowych podaje te informacje w dosyć wyraźny sposób, jednak nie wszystkie tak postępują. Czy to wygląda na dobrą praktykę? Zdecydowanie nie!

Automatycznie anulowanie promocyjnej (darmowej) chwilówki

To dla mnie jeden z dziwniejszych zapisów w umowie pożyczkowej. Niby jest darmowa chwilówka, ale jeśli spóźnimy się z jej zapłatą, to przestaje być ona bezpłatna, a płacimy za nią jak za zwykłą pożyczkę. Oczywiście razem z kosztami za spóźnienie. Już pal licho sam proceder takich promocji wykorzystujący, co do krzty ludzkie słabostki. Jednak co jak co, ale jeżeli w mechanizm darmowej pożyczki włożona jest taka “tykająca” niespodzianka w postaci jej anulowania, to brzmi to mało przekonująco i nie wygląda na to, aby pożyczkodawca chciał dbać o pielęgnowanie zaufania do siebie.

Jasne, ktoś powie – “przecież, ten kruczek jest czarno na białym w każdej promocyjnej umowie! Po co się tu czepiać?”. Okej, warto wytknąć to chwilówkodawcom choćby dlatego, że nazywanie pożyczki darmową przy takim zapisie jest trochę na wyrost. Może bardziej by pasowało “darmowa albo nie darmowa – to zależy kiedy ją spłacisz”. Mniej chwytliwe w reklamie, ale bardziej prawdziwe;) Albo jeszcze prościej. Na przykład zrezygnować z anulowania promocji i “kasować” spóźnialskich klientów za samo opóźnienie w spłacie? Uczciwiej, prawda?

Odrzucanie wniosku o pożyczkę bez podania powodu

Każdy pożyczkodawca ustala własne kryteria dla oceny wiarygodności finansowej swoich klientów. Można by powiedzieć, że mają swój wewnętrzny scoring dla konsumentów. Duża szkoda, że nie wszystkie instytucje pozabankowe podają klientowi informację o powodach odrzucenia wniosku (wyjątkiem jest np. MoneyMan). Dzięki takiej “zwrotce” konsument, który spotkał się z odmową będzie mógł zrozumieć jak poprawić swoją ocenę i płynność finansową, aby w przyszłości nie spotkać się z odmową. Z informacją zwrotną klient nie strzela już na ślepo wnioskami o chwilówkę.

Największe grzeszki firm pożyczkowych

Teraz zaczyna się już nieco cięższy kaliber złych praktyk pożyczkodawców. Wcześniejsze punkty pokazują, że instytucje pożyczkowe nie zawsze dbają o właściwe poinformowanie klienta, a nawet zastawiają na niego niemiłe pułapki (np. anulowanie “darmowej” chwilówki). Co jeszcze mają na sumieniu chwilówkodawcy? Zobaczmy!

Aplikacja do weryfikacji tożsamości klienta

Pożyczkodawcy oferują innowacyjne usługi finansowe, a robią to dzięki nowoczesnym technologiom. W tym i aplikacjom takim jak Instantor czy Kontomatik. Technologia ułatwia życie, więc co złego jest w tych aplikacjach? Właściwie to wspaniały pomysł ze strony firm pożyczkowych, jednak ma jeden poważny mankament. Korzystanie z aplikacji chwilówkodawców jest bezpieczne, ale nie aż tak bezpieczne jakby tego chcieli przedsiębiorcy.

Problem leży na linii program-bank. Korzystając z aplikacji musisz podać login i hasło do swojego konta bankowego. To już łamie dobry zwyczaj zachowania poufności swoich danych bankowych. Podawanie w ten sposób tak ważnych informacji przez aplikację może łamać regulamin instytucji finansowej i narazić w przyszłości na przykre problemy. Jakie? Np. w razie włamania na rachunek i utraty pieniędzy, bank może nie uwzględnić naszej reklamacji ze względu na udostępnienie wrażliwych danych. Oczywiście decydujące zdanie ma wtedy wyrok sądu, ale przy takim konflikcie pożyczkodawca, co najmniej powinien poinformować klienta o istniejącym zagrożeniu.

Wykorzystanie ustawowych limitów odsetek do granic możliwości

Przepisy prawa wyraźnie określają jakie maksymalne koszty może ponieść klient za otrzymanie pożyczki. Np. opłaty pozaodsetkowe to nie więcej niż 25% pożyczki i 30% za każdy rok trwania umowy. A to tylko część limitów nałożonych na przedsiębiorców. Przykładowo, gdyby zaciągnąć chwilówkę na 1.500 zł na okres 30 dni, to maksymalne opłaty do jednorazowej spłaty wyniosą 424 zł. Czyli do oddania będzie 1.942 zł. Sporo.

Niestety wiele instytucji finansowych zbliża się wyraźnie do wyznaczonej granicy opłat. Wysokie koszty ledwo mieszczące się w ustawowym limicie to zysk za ryzyko jakie bierze na siebie pożyczkodawca, ale jednak część firm potrafi te koszty odczuwalnie uciąć. Skoro zatem można, to czemu nie zrezygnować z wyciskania ostatnich soków ze swoich klientów?

Omijanie przepisów przez pożyczkodawców

Ustawa antylichwiarska narzuca wiele ograniczeń na instytucje pozabankowe. W dokumencie znalazły się zapisy, które miały na celu np. zlikwidowanie niebezpiecznego dla klienta procederu zwanego rolowaniem pożyczki. To nic innego jak udzielanie konsumentowi kolejnego zobowiązania na rzecz spłaty poprzedniego. To szybka droga do wpadnięcia w spiralę długów. Niestety ustawa posiada lukę, o której informowali sami pożyczkodawcy. W okresie do 120 dni od udzielenia pierwotnego zobowiązania, limit kosztów kolejnej pożyczki naliczany jest od pierwszego finansowania. Luka polega na tym, że omawiana granica opłat ulega “zresetowaniu”, gdy chwilówki udziela inna (np. siostrzana) instytucja należąca do tego samego właściciela. Stąd też między innymi istnieją na rynku pożyczki oddłużeniowe.

Inną metodą na obchodzenie ustawy jest korzystanie z usług fikcyjnych pośredników. W ten sposób konsument płaci za uzyskanie pożyczki i za pozorną usługę jej “optymalizacji” firmie pośredniczącej.

Kolejność spłaty zobowiązania

W umowach firm pożyczkowych można znaleźć zdanie określające na co, w pierwszym miejscu przeznaczona będzie spłata zobowiązania przez pożyczkobiorcę. I tak według większości umów, kwoty przekazywane przez pożyczkobiorcę idą na pokrycie: odsetek za nieterminową płatność (jeżeli taka powstanie), odsetek kapitałowych, prowizję i dopiero na końcu kwotę pożyczki. Warto przypomnieć, że jeszcze przed wejściem ustawy antylichwiarskiej, eksperci wskazywali na ten niekorzystny zapis. Może się on różnić w brzmieniu, ale zasada co, do kolejności spłaty pozostaje ta sama najpierw koszty pożyczki, potem odsetki i dopiero kapitał.

A czemu to takie ważne, co najpierw jest spłacane przez dłużnika? To proste. W wypadku opóźnienia ze spłatą od kwoty kapitału powstają kolejne odsetki. W przypadku problemów ze zwrotem pożyczki ciągle można płacić za koszty zobowiązania (prowizję i odsetki), powstających z niezwróconego kapitału. A na ten nasze raty pożyczki idą w ostatniej kolejności. To bardzo niebezpieczny zapis i dziwne, że instytucje pozabankowe, które starają się zyskać zaufanie klientów, stosują tak niski chwyt.

Jedynie Wonga wyróżnia się na plus, gdyż w umowie ramowej tego pożyczkodawcy kolejność spłaty jest odwrotna: konsument najpierw oddaje kwotę pożyczki, a dopiero w dalszej kolejności płaci za prowizję i ewentualne odsetki karne. Ten zapis rzeczywiście można uznać za prokonsumencki. Co innego jest, gdy instytucje pozabankowe mówią jak to mają ciężko, a przecież stosują dobre praktyki, a co innego jest rzeczywiście kierować się dobrymi zasadami.

Zaniżanie RRSO i nieprawidłowe naliczanie odsetek

Między innymi za takie błędy UOKiK nałożył na NetCredit i InCredit w 2018 roku łączną karę w wysokości 1,65 mln zł. To przykład najbardziej drastyczny, który akurat skończył się dobrze dla konsumentów. Jednak to, że “pomyłki” na niekorzyść pożyczkobiorców zdarzają się (rzadko, ale jednak), pokazuje jak ważna jest uwaga samych klientów. I tu dla sprawiedliwości można, by wskazać jeden poważny grzech konsumentów: nieczytanie umów.

W stronę cywilizowanego rynku pożyczek w Polsce

Pożyczkodawcy kreują się na samotnych regulatorów rynku, którym kłody pod nogi rzuca źle napisana ustawa i głośne afery z parabankami w rolach głównych. W rzeczywistości nie są tak kryształowo czyści, jakby tego chcieli, ale też już nie sposób pomylić ich z pseudo-pożyczkodawcami.

To prawda, że ustawa o kredycie konsumenckim i antylichwiarska są przepisami dziurawymi. Jednak unormowanie delikatnego sektora pożyczek wymaga nie tylko precyzyjnego prawa, ale i dobrych chęci firm pożyczkowych oraz świadomości wśród konsumentów. Wspomniane ustawy są dobrym fundamentem do przyszłych zmian. Jednak jak widać, część pozytywnych norm mogą wprowadzić sami pożyczkodawcy. Wystarczy, że zastosują się do tej subiektywnej listy niewłaściwych praktyk.

Jeśli instytucje pozabankowe chcą być zgodne między tym, co mówią a co robią, ich priorytetem powinno być odstąpienie od automatycznego anulowania “darmowych” chwilówek, zmienienie zapisów o kolejności spłaty i jeszcze lepsze informowanie konsumentów o parametrach oferty. Szczególnie, że niektórzy pożyczkodawcy, już takie praktyki stosują.

Nie jest też tak, że o właściwym kształcie rynku decydują tylko instytucje pozabankowe. Nawet stosowanie się do dobrych praktyk nie uchroni tych konsumentów, którzy podchodzą do pożyczania w nieodpowiedzialny sposób. Sami pożyczkodawcy wskazują, że duży ułamek klientów nawet nie czyta umowy przed jej podpisaniem.

fot. pixabay.com

Mateusz Gwardecki

Absolwent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Na portalu hipoteki.net zajmuje się kredytami hipotecznymi. Na enerad.pl wspiera nas w różnych tematach z branży finansowej. Wielbiciel książek, w których szuka inspirujących idei, dlatego tak bardzo lubi fantastykę naukową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *