Zapomniany przemysł ciepłowniczy – ile zapłacimy za modernizację?

Ocena: 5 (ilość ocen: 7)

Ocena: 5
(ilość ocen: 7)

Przez tegoroczną rekordowo ciepłą zimę, wielu z nas kompletne zapomniało o sprawach związanych z ogrzewaniem mieszkań i domów. W dużej mierze bowiem pochłonęły nas w ostaniem czasie tematy związane z energetyką, w tym z cenami prądu 2020 oraz koniecznością jej transformacji, na którą będzie potrzebne 900 mld euro! Niestety spore wydatki czekają nas również w przypadku przemysłu ciepłowniczego, który jest przestarzały i mało efektywny. Ile będzie kosztować jego modernizacja?

Ciepło docierające do naszych mieszkań w większości pochodzi z elektrociepłowni węglowych

Wielu z nas, ciepło dostarczane do mieszkań, traktuje jako coś oczywistego, interesując się wyłącznie wysokością rachunku, który przyjdzie nam płacić po zakończeniu okresu grzewczego. Jest to kwestia rozpalająca gorące dyskusje zwłaszcza wśród posiadaczy podzielników umieszczanych na grzejnikach, które nierzadko są winowajcami zawyżonych kilkakrotnie rachunków, ponieważ informacje dzięki nim zdobyte nie odzwierciedlają rzeczywistego wykorzystania energii dla ogrzania lokalu. Jednak jest to już temat na inny artykuł 😉

Wracając jednak do sedna. Ciepło, które dociera do naszych mieszkań w większości przypadków pochodzi z elektrociepłowni węglowych. Jednym z nielicznych wyjątków będzie oddana niedługo do użytku, ekologiczna niskoemisyjna elektrociepłownia w Siechnicach (paliwem z którego powstanie ciepło będzie gaz). Jednak przez ostatnie dziesięciolecia, największy nacisk w Polsce kładziony był na energetykę bazującą na paliwach kopalnych, których wydobycie jest coraz kosztowniejsze.

To samo dotyczy zresztą producentów ciepła, którzy spalają rocznie 26 mln ton węgla, co oznacza 5 mln ton więcej niż cała polska energetyka! Dodatkowo zużywają również 4,5 mld m³ gazu. Zatem polskie ciepłownictwo rocznie emituje do atmosfery 68 mln ton dwutlenku węgla (stanowi to 22% całej krajowej emisji CO2) i 147 tys. ton pyłów.

88% polskich systemów ciepłowniczych to systemy nieefektywne

Cały polski sektor ciepłowniczy składa się głównie z małych i średnich zakładów o mocy do 50 MWt. Przy czym, 88% z nich to instytucje przestarzałe i nieefektywne. Na poniższym obrazie czerwonymi kropkami zaznaczone są nieefektywne systemy ciepłownicze, natomiast zielonymi efektywne systemy ciepłownicze, które jak widać w większości znajdują się w dużych miastach.

efektywne i nieefektywne systemy ciepłownicze

(źródło: Forum Energii)

Pomimo tego, że ciepłownie produkują 172 tys. MW mocy (czyli cztery razy tyle, ile cała energetyka), to i tak polityka energetyczna zawsze je omijała. Dlaczego? Ponieważ ciepłownie to głównie przedsiębiorstwa lokalne (rozproszone po całym kraju), którym jest daleko do wielkich państwowych spółek elektroenergetycznych i gazowniczych. Przy czym, te ogromne imperia są nie tylko zasobne, mają siedziby w stolicy, ale również stanowią idealne miejsce do kolonizowania w trakcie kolejnych zmian władzy.

Wszystko to sprawia, że sektor ciepłowniczy nie ma niestety większych szans na to, żeby przebić się na poziom centralny. Jednak zdaniem ekspertów Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), czas najwyższy coś z tym zrobić, ponieważ bez konkretnych działań, nasze dzieci w 2050 roku będą wydawać na ogrzewanie 120 mld zł rocznie, a mogłyby o połowę mniej. W raporcie dotyczącym modernizacji polskiego systemu ciepłownictwa zapisane zostało:

„Marginalizowanie znaczenia sektora ciepłowniczego w politykach krajowych doprowadziło do jego zacofania technologicznego, dużych strat energii i krytycznych poziomów emisji”.

Jednak równolegle trzeba będzie rozwiązać dwa problemy. Pierwszym z nich jest przestarzałe, oparte w 75%. na węglu ciepłownictwo, a drugim sam węgiel służący do ogrzania domów (często zastępowany śmieciami). Należy tu podkreślić, że 70 % ciepła, które chroni nas przed zimnem wytwarzane jest w domowych piecach, czego efektem jest spalanie przez gospodarstwa domowe 12 mln ton węgla rocznie (co stanowi 87% węgla, jaki spalają wszystkie gospodarstwa domowe w całej UE). Przy czym, nie jest to związane wyłącznie z wymogami Unia Europejska chce ograniczać emisję CO2, ale również z ciągle rosnącymi kosztami leczenia chorób, które spowodowane są wdychaniem smogu.

W 2015 roku, w ramach porozumienia paryskiego sygnatariusze (195 państw należących do ONZ) zobowiązali się do pracy na rzecz klimatu. W krótkiej perspektywie kraje te mają „utrzymać” globalne ocieplenie w rozsądnych granicach, w długiej zaś, osiągnąć bezemisyjną gospodarkę do 2050 roku. Aby zrealizować ten cel poszczególne państwa zobligowane zostały do utworzenia planów klimatycznych i energetycznych, zakładających emisji CO2 na najbliższą dekadę oraz wdrażania OZE (Odnawialnych Źródeł Energii).

Szacuje się, że przejście Polski na energetykę bezwęglową przy utrzymaniu stabilności sieci kosztowałoby ok. 900 mld euro! Na szczęście nasz kraj będzie mógł liczyć na UE, która w nowej perspektywie budżetu zamierza na transformację zarówno energetyki jak i ciepłownictwa przeznaczyć rekordowe środki. Jednak, aby otrzymać niezbędne fundusze rząd będzie musiał przedstawić przemyślany i wiarygodny plan.

Ile będzie kosztować modernizacja przemysłu ciepłowniczego?

Lata zaniedbań spowodowały to, że modernizacja ciepłownictwa będzie kosztować i to sporo. Jak obliczyli eksperci PIE, likwidacja smogu i przestawienie ciepłowni na inne niż węgiel źródła energii będzie nas kosztować tylko do 2030 roku ok. 120 mld euro! Przy czym, nie może odbyć się to kosztem polskich gospodarstw domowych. Ponieważ ocenia się, że w Polsce ubóstwem energetycznym dotkniętych jest około 4,6 mln obywateli w ponad 2 mln gospodarstw domowych, których nie stać na ogrzewanie, a jeśli już, to jedynie na spalanie śmieci. Problem ten dotyczy przede wszystkim środowisk wiejskich i małych miejscowości. Bardzo dużo do tej pory napisano o ofiarach smogu, tymczasem ubóstwo energetyczne jest tak samo mordercze.

Jak wynika z raportu „Ubóstwo energetyczne – śmiertelność i jej koszt”, tylko w 2017 roku w Polsce na skutek zimna i ubóstwa energetycznego zmarło ponad 35 tys. ludzi. Jego koszt ekonomiczny szacuje się na kwotę 210 mld zł, co daje 6 tys. zł na każdego Polaka. Niestety, te tragiczne dane wskazują na to, że ani władze, ani mieszkańcy, nie traktują ubóstwa energetycznego poważnie. Wielu Polaków nie stać na porządne piece i dobrej jakości materiał grzewczy (węgiel), a o samych kosztach związanych z podłączeniem do sieci ciepłowniczej nie ma często nawet mowy. Na ubóstwo energetyczne receptą nie są również takie programy rządowe, jak np. “Czyste powietrze”, w którego przypadku po 5 miesiącach jego trwania, tylko 147 osób w całym kraju podpisały stosowne umowy na dopłaty.

30 mld euro rocznie na koszty zdrowotne związane ze smogiem

Smog w Polsce stanowi poważny problem. Nasze miasta już od lat znajdują się w niechlubnej czołówce krajów europejskich, o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu. Coraz częściej Polacy umierają z jego powodu na choroby układu krążenia, układu oddechowego oraz nowotwory (jest to ok. 46 tys. osób rocznie, stanowiących 12% wszystkich zgonów). Od kilkunastu lat wiadomo także, że smog (czyli mieszanina zawieszonych w powietrzu cząsteczek pyłu z osadzonymi na nich substancjami toksycznymi, takimi jak: dioksyny i metale ciężkie) obniża płodność.

Natomiast kobiety ciężarne, które oddychają zanieczyszczonym powietrzem częściej narażone są na poronienia i rodzą dzieci o mniejszej masie ciała. Główną przyczynę smogu są przede wszystkim domowe piece grzewcze, lokalne kotłownie węglowe (spalanie węgla odbywa się w nich w nieefektywny sposób) oraz transport spalinowy. Najnowsze badania wskazują również na to, że najbardziej narażoną grupą na jego działanie są dzieci. Bowiem toksyczne cząstki, które przedostają się z powietrza do ich organizmów powodują stany zapalne oraz uszkodzenia we wszystkich tkankach i narządach.

Zdaniem ekspertów PIE, ponosimy przez smog ogromne koszty zdrowotne, które liczyć można nawet na 30 mld euro rocznie! Uważają oni również, że do 2030 roku należy rozważyć wprowadzenie zakazu wykorzystywania węgla do ogrzewania domów. Według Indeksu Jakości Powietrza, przekroczenie w powietrzu stężenia 200 mikrogramów na metr sześcienny jest sytuacją w której dzieci, osoby starsze i kobiety w ciąży powinny bezwzględnie unikać.

Tylko w styczniu tego roku stężenie niebezpiecznych pyłów PM2,5 i PM10 w powietrzu w wielu miastach kraju wyniosło nawet kilkaset procent normy (na Śląsku nastąpiło przekroczenie norm o 980%). Wówczas, aby skutecznie chronić się przed zanieczyszczeniem w domu, dobrze jest zainwestować w oczyszczacz powietrza. Natomiast, gdy już zmuszeni jesteśmy do wyjścia na zewnątrz, to zaleca się użycie maski antysmogowej.

Rząd nadal woli wspierać nierentowne kopalnie i daje podwyżki górnikom

Z problemu smogu nic natomiast nie robi sobie obecny rząd. Ponieważ zamiast zająć się modernizacją przemysłu ciepłowniczego i energetycznego, nadal woli wspierać nierentowne górnictwo.Tylko w latach 1990-2016 dopłaciliśmy do górnictwa nawet 230 mld zł! (8,5 mld zł rocznie). Co oznacza, że każdy Polak, rocznie dokładał w tym czasie do wydobycia węgla średnio 1910 zł! A wydatki te, z roku, na rok są coraz wyższe. Dlaczego? Ponieważ spowodowane są trwałą nierentownością większości kopalń. Przy czym nawet jeśli okresowo wykazują one wielomilionowe zyski, to nie uwzględnia się w tych wynikach ukrytych dopłaty na np. emerytury górnicze.

Wpływ na fatalną kondycję polskiego górnictwa mają również wysokie koszty wynikające z przywilejów górniczych i związkowych. Mowa tu przede wszystkim o:

  • dwóch dodatkowych nagrodach jubileuszowych;
  • skróconym do 6 godzin czasie pracy bez obniżenia pensji;
  • wcześniejszych i dobrze płatnych emeryturach oraz związanymi z nimi odprawami;
  • wyprawkach dla dzieci;
  • zasiłkach dla rodzin;
  • bezpłatnych biletach kolejowych na przejazdy urlopowe.

To wszystko, plus absurdalnie wysokie wynagrodzenie niestety nijak się ma do wyników i rentowności. Warto tu również podkreślić, że ze specjalnych uprawnień korzystają również pracownicy naziemni. Dlatego też, od kilkudziesięciu lat branża ta jest nierentowna. Wpływ na to mają również wysokie koszty wydobycia węgla, ponieważ jego pokłady znajdują się głęboko. Tylko w samej Rosji, 70% zakładów to kopalnie odkrywkowe, w których surowiec ten znajdują się bardzo płytko.

Również według Agencji Rozwoju Przemysłu, przy cenach za węgiel na poziomie 60 dol. wydajność pracy w ciągu roku, na jednego górnika, powinna wynieść 1 tys. ton tego surowca. Przy czym obecnie, jest to jedynie 700 ton. Gdzie dla przykładu, w Rosji statystyczny pracownik wydobywa 2,3 tys. ton węgla rocznie, a w USA i Australii, jest to średnio aż 10 tys. ton rocznie. Jak wynika z informacji opublikowanych przez „Rzeczpospolitą”, górnictwo węgla kamiennego tylko od stycznia do listopada 2019 r. zanotowało stratę wynoszącą ponad 460 mln zł. Natomiast w analogicznym okresie w 2018 roku było to 980 mln zysku.

Jednak kilka dni temu, niezrażony tymi danymi minister aktywów państwowych Jacek Sasin, zapowiedział, że górnicy z PGG (Polskiej Grupy Górniczej) dostaną od 1 stycznia 6% podwyżki (za kilka miesięcy nastąpi także powrót do rozmów o kolejnym możliwym wzroście wynagrodzeń). Stało się tak pomimo tego, że we wcześniejszym komunikacie PGG poinformowało o tym, że:

“W latach 2017-2019 pracownikom PGG SA wypłacono około 1,1 mld zł więcej, niż było to zaplanowane w funduszu wynagrodzeń na ten okres. Środki te zostały wypłacone z osiągniętego w tamtym okresie zysku. Jednak w obecnej sytuacji, kiedy obserwujemy wyraźny spadek cen oraz ograniczenie popytu na węgiel, zarząd PGG SA – w trosce o przyszłość spółki i zachowanie miejsc pracy – nie może podjąć decyzji o wzroście funduszu wynagrodzeń”.

Zamiast pracować nad poprawieniem nie tylko efektywności wytwarzania i przesyłu ciepła, ale i nad efektywnością energetyczną budynków, rząd woli przeznaczać setki miliardów złotych na ratowanie nierentownych kopalń. A niestety, bez wsparcia publicznego, modernizacja całego sektora ciepłowniczego nie będzie możliwa.

Najnowsze aktualności / recenzje

Dodaj komentarz