Instalacja paneli fotowoltaicznych – nasza relacja z zakładania [VIDEO]

5 /5
(Ocen: 11)
Odkąd zaczęłam zajmować się tematem fotowoltaiki, nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła sobie sprawić własną instalację solarną. Teraz wreszcie moje marzenie się spełniło – jestem (współ)właścicielką przydomowej elektrowni fotowoltaicznej o mocy 3,24 kW. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wyglądała droga do wyłonienia wykonawcy oraz sama instalacja paneli fotowoltaicznych na moim dachu, zapraszam do relacji. P.S. Mam dla Was zdjęcia i film! 🙂

Sprawdź bezpłatnie oferty fotowoltaiki

Po co mi właściwie fotowoltaika?

Są ludzie, którzy potrafią postawić grubą granicę między swoim życiem zawodowym a życiem prywatnym. W moim przypadku, taki rozdział nie był możliwy, bo branża fotowoltaiczna to nie tylko moja praca, ale również moja pasja.

To, że będę posiadać instalację fotowoltaiczną na swoim dachu, było więc pewne. Niestety, proza życia sprawiała, że przez jakiś czas musiałam zadowolić się jedynie rozwijaniem swojej wiedzy teoretycznej. Wreszcie, pod koniec 2021 roku wraz z mężem uznaliśmy, że nadszedł ten dzień i podjęliśmy decyzję o instalacji paneli fotowoltaicznych. A oto i ona:

Nie kierowaliśmy się bieżącą potrzebą – nasze rachunki za prąd mieściły się w granicach rozsądku. Ktoś więc by mógł zapytać, po co nam fotowoltaika? Odpowiedzi na to pytanie, z mojej osobistej perspektywy, jest kilka. Założyliśmy panele fotowoltaiczne, bo:

  • W niedalekiej przyszłości planujemy wymianę źródła ciepła na elektryczne – zakup fotowoltaiki w głównej mierze był podyktowany faktem, że jesteśmy w trakcie termomodernizacji domu. Obecnie (niestety!) posiadamy kocioł na paliwo stałe. Jest on nieekologiczny, mało efektywny i bardzo uciążliwy w obsłudze. Dlatego jak najszybciej chcemy go wymienić na pompę ciepła. A nic tak dobrze nie współpracuje z pompą ciepła jak właśnie fotowoltaika. Decydując się na montaż właśnie teraz, zostaliśmy objęci systemem opustów. A to oznacza, że latem będziemy produkować energię, którą zasilimy pompę ciepła zimą. Gdy dokończymy remont domu, wymienimy kocioł i rozbudujemy instalację fotowoltaiczną tak, by być jak najbardziej samowystarczalnym energetycznie.
  • Chcemy mieć własne źródło energii – oboje z mężem pracujemy przede wszystkim zdalnie. Jednocześnie w regionie, w którym mieszkamy, odłączenia prądu nie są wcale rzadkością. Dlatego, chcemy sami produkować dla siebie energię. Oczywiście, posiadana przez nas fotowoltaika on-grid nie działa, gdy brakuje prądu w sieci. Wkrótce nie będzie to jednak problemem, bo razem z rozbudową fotowoltaiki i montażem pompy ciepła, planujemy zakup magazynu energii. To trio sprawi, że będziemy zabezpieczeni energetycznie i niestraszne nam będą np. zerwanie linie.
  • Chcemy ograniczyć koszty utrzymania domu, które do tej pory były dość wysokie. Prąd, ogrzewanie i przygotowanie ciepłej wody użytkowej rocznie kosztowało nas około 5-7 tysięcy złotych. Fotowoltaika to pierwszy krok do ograniczenia tych wydatków. Według naszych wyliczeń, dzięki PV i pompie ciepła zaoszczędzimy około 50% tej sumy.
  • Środowisko tego potrzebuje – mamy świadomość, że 70% prądu, z którego korzystamy, pochodzi ze spalania węgla. Sytuację pogarszają również indywidualne, nieekologiczne źródła ciepła, takie jak nasz kopciuch (w Polsce mamy ich aż ok. 3 miliony!). Mieszkając poza miastem, nie mamy szansy skorzystać z podłączenia do sieci ciepłowniczej, więc jedyna szansa na faktyczną redukcję naszego śladu węglowego, to własne źródło energii oraz wymiana kotła. I właśnie to robimy.

Oczywiście to najważniejsze argumenty, które przekonały nas do tego, że potrzebujemy fotowoltaiki. Mną, oprócz nich, kierowała też zawodowa ciekawość – od teraz wszystkie wady i zalety fotowoltaiki, będę odczuwać na własnej skórze. I to mnie cieszy! 😉

Zaczynamy przygodę – czyli szukam wykonawcy i sprawdzam rynek

Pisząc na temat fotowoltaiki w enerad.pl wielokrotnie udzielałam Wam drodzy Czytelnicy, rad, w jaki sposób wybrać sobie wykonawcę instalacji fotowoltaicznej.

Tym zabieganym (którzy nie mieli czasu zająć się poszukiwaniami) i tym mniej zorientowanym w temacie, polecałam (i nadal polecam!) korzystanie z naszego rankingu firm fotowoltaicznych. Zebrana tam lista instalatorów to bowiem nic innego, jak efekt naszych analiz i przygotowań, zbliżonych do tego, co musielibyście przejść, szukając firmy fotowoltaicznej na własną rękę.

Ja, ze względu na zawodowe zainteresowania, zdecydowałam, że nie pójdę na skróty. Chciałam poświęcić trochę czasu i sprawdzić, jak będzie przebiegał cały ten proces w polowych warunkach (instalatora szukałam wtedy, gdy było już pewne, że system opustów ulegnie zmianie i rynek ogarnęła panika). Jak mi to wyszło? O tym, za chwilę 😉 Zanim powiem Wam, kogo wybrałam, wyjaśnię jakie kryteria sobie postawiłam przy podejmowaniu decyzji. Opowiem Wam też trochę o ofertach, które do mnie spłynęły – bo tu było naprawdę ciekawie.

Ważna informacja! Ze względu na to, że moje artykuły docierają do coraz szerszego grona odbiorców, również wśród firm PV, postanowiłam szukać wykonawcy “pod przykrywką”. Handlowcy nie wiedzieli zatem, że mają do czynienia z redaktorką serwisu enerad.pl – obawiałam się, że mogłoby to zafałszować moje “badanie”.

Jak się zabrałam do znalezienia wykonawcy?

Mając szeroką wiedzę na temat branży PV, do poszukiwań podeszłam bardzo konkretnie.

  1. Pierwszym krokiem było przygotowanie listy potencjalnych wykonawców. Nie wysyłałam przypadkowych zapytań, bo nawet ja nie przebrnęłabym przez wszystkie odpowiedzi (ostatecznie na rynku działa ponad 21 tysięcy firm fotowoltaicznych!). Wykonałam więc wstępną selekcję wśród regionalnych i ogólnopolskich firm oferujących instalację paneli fotowoltaicznych (uwzględniłam również te z naszego rankingu firm fotowoltaicznych). Co brałam pod uwagę? Dokładnie te kryteria, o których pisałam w rankingu firm PV. Sprawdzałam więc doświadczenie (co istotne, weryfikowałam również faktyczny staż w branży, m.in. za pomocą rejestrów gospodarczych. Dlaczego? Bo nie każda firma, która chwali się “10-letnim doświadczeniem” mówi o doświadczeniu w branży PV!). Oprócz tego, weryfikowałam okresy i warunki gwarancji (upewniałam się, czy nie ma ukrytych kosztów w np. w przeglądach) oraz wykorzystywane podzespoły (dobry sprzęt to połowa sukcesu). W mniejszym stopniu skupiałam się na terminach (analizując rynek, wiedziałam, że mniejsze czy większe opóźnienia są nieuniknione – poza tym pośpiech nie służy pracom elektrycznym).
  2. Opracowałam szczegółowe zapytanie o ofertę – podejmując się tematu montażu fotowoltaiki, nie potrzebowałam już zbyt wielkiego doradztwa. Wiedziałam czego chcę, tak jak i wiedziałam jakich informacji potrzebują firmy fotowoltaiczne, by przygotować mi precyzyjną wycenę wstępną. Z wykonawcami postanowiłam się kontaktować się online (dla mnie to najwygodniejsza forma, bo wszystkie obietnice mam na piśmie i łatwo mogę je porównać, co więcej w dobie koronawirusa to również bezpieczniejsza opcja). Swoje zgłoszenia wysyłałam na dwa sposoby. Pierwszą opcją były formularze na stronie instalatora – ale korzystałam z nich tylko wtedy, gdy pozwalały załączyć wszystkie dane niezbędne do opracowania oferty (przykład takiego kompleksowego formularza znajdziecie na naszej stronie https://enerad.pl/fotowoltaika/zapytanie/). Gdy wykonawca pozwalał na zostawienie wyłącznie danych kontaktowych, wysyłałam maila. W obu przypadkach podawałam następujące informacje:
    • Przeciętne roczne zużycie energii – ustalone na podstawie 5 ostatnich rachunków za prąd. To informacja niezbędna, która pozwala ustalić, jaka będzie potrzebna moc instalacji PV.
    • Przybliżoną lokalizację – w Polsce przeciętna produkcja z 1 kW instalacji to ok. 1.000 kWh. Jednak w różnych regionach uzysk może być inny – dlatego, by otrzymać wiarygodny wynik kalkulacji, podałam dane na temat województwa i miejscowości.
    • Miejsce montażu – w mailu podałam też szczegółowe dane na temat budynku, na którym miała stanąć instalacja. Określiłam powierzchnię dachu, jego usytuowanie względem słońca, rodzaj pokrycia, kąt nachylenia, ryzyko zacienień, ale też typ konstrukcji dachu. Dlaczego podałam aż tyle danych? Bo wszystko to wpływa na wycenę. Miałam szczęście – mój dach, z zaledwie 10-stopniowym nachyleniem i blachą trapezową należy do tych najprostszych w realizacji, a zatem – najtańszych.
    • Podstawowa charakterystyka instalacji elektrycznej – do wyceny potrzebny był m.in. rodzaj (trójfazowa), ale także rozmieszczenie punktów takich jak rozdzielnia główna czy gniazdo siłowe.

W zgłoszeniach podkreślałam, że planuję rozbudowę systemu pod pompę ciepła – to również ważna informacja, która miała wpływ na wycenę, ale też na późniejszy projekt instalacji.

Sprawdź bezpłatnie oferty fotowoltaiki

Co było dla mnie ważne przy zakładaniu paneli fotowoltaicznych?

Planowaną instalację paneli fotowoltaicznych traktowałam bardzo poważnie. Najważniejsze było więc dla mnie, by:

  • instalacja była złożona z bardzo dobrych podzespołów – nie interesowały mnie tanie panele fotowoltaiczne “no name” od wątpliwej renomy producentów, tak jak nie interesowały mnie niesprawdzone falowniki. Byłam gotowa zapłacić nieco więcej, za urządzenia o interesujących mnie parametrach;
  • system został zamontowany precyzyjnie, przez doświadczoną ekipę z certyfikatami – prawidłowy montaż fotowoltaiki to podstawa wydajnej instalacji, ale też gwarancja bezpieczeństwa.

Choć z natury jestem raczej w gorącej wodzie kąpana, kwestia jak najszybszego montażu nie była dla mnie kluczowa. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że do sezonu fotowoltaicznego było jeszcze dużo czasu, a pośpiech nigdy nie sprzyja jakości. Po drugie dlatego, że mając wiedzę na temat warunków na rynku (o których szerzej napiszę później), zdawałam sobie sprawę, że na dobrze wykonaną instalację trzeba po prostu cierpliwie poczekać (oczywiście w granicach rozsądku i zasad określonych w umowie ;)).

Jakie oferty dostawałam?

Tak dotarliśmy do etapu rozsyłania ofert i zbierania odpowiedzi. A to jeden z ciekawszych momentów całego procesu realizacji fotowoltaiki. Niemal wszystkie zapytania rozesłałam jednego dnia. Oferty zwrotne otrzymywałam przez następnych kilkanaście (!) dni.

Co mogę Wam o nich powiedzieć? Że były mocno zróżnicowane pod względem ceny, ale (co ciekawe!) w niezbyt dużym stopniu różniły się podzespołami.

Panele PV – tylko z Chin

Co mogę powiedzieć o modułach? Dość często przewijały się przede wszystkim panele fotowoltaiczne Risen, które należą do średniej półki cenowej i jakościowej, jednak zajmują 6 miejsce pod względem wolumenu sprzedaży. Oprócz tego można było wybierać spośród:

  • paneli Jinko, czyli jednego z liderów branży PV (producent wielokrotnie nagradzany w testach PVEL, z miejscem w TOP 5 największych producentów modułów na świecie);
  • paneli LONGi – od największego producent paneli w 2021 roku, według danych InfoLink, z długą listą nagród Top Performer;
  • modułów JA Solar – również należących do niezwykle popularnych – na świecie, jak i w Polsce;
  • produktów Trina Solar – zajmujących z JA Solar drugie miejsce w zestawieniu największych sprzedawców modułów PV.

Część instalatorów w ofercie uwzględniała kilka wariantów produktowo-cenowych. Wówczas pojawiały się również nieco droższe urządzenia od REC czy moduły Hyundai. Te zwykle posiadały już 25-letnią gwarancję produktową, co plasowało je w kategorii urządzeń premium.

Jak widzicie, w moim przypadku oferty zostały całkowicie zdominowane przez panele fotowoltaiczne z Azji. I choć nie ma w tym nic złego (bo ten region przoduje nie tylko w produkcji, ale i przyrostach mocy zainstalowanych), trochę żałuję, że nie pojawiły się polskie podzespoły (a przecież mamy polskie panele fotowoltaiczne Bruk-Bet czy Selfa).

Falowniki – stałe grono bywalców

Również w przypadku inwerterów wybór nie był zbyt duży. To jednak nic zaskakującego, bo rynek falowników nie jest tak nasycony, jak rynek modułów. Proponowano mi więc urządzenia od:

  • Sofar Solar (to najpopularniejsza pozycja w ofertach),
  • Huawei,
  • Fronius,
  • GoodWe,
  • SMA,
  • Deye.

Kilkukrotnie przewinęły się też oferty opierające się na falowniku FoxESS, który w Polsce jest wciąż nowością (na nasz rynek urządzenia te weszły dopiero w marcu 2021 roku). Trafiła do mnie również propozycja instalacji działającej na mikrofalownikach. Zwróciła moją uwagę, bo to dobre rozwiązanie, w sytuacji, gdy planowana jest dalsza rozbudowa systemu.

Kilka słów o mocy systemu i kosztach

W większości ofert moc instalacji PV dopasowanej do moich potrzeb oscylowała w granicach +/- 3,2 kW. I słusznie, bo uwzględniając 20% stratę nadwyżek w ramach systemu opustów, elektrownia o takiej mocy powinna zapewnić mi wystarczającą ilość energii.

Na podstawie przesyłanych wycen ustaliłam, że za instalację o mocy ok. 3 kW, na przełomie 2021 i 2022 roku trzeba było zapłacić od około 15.300 zł do 20.600 zł brutto, co w przeliczeniu daje od ok. 4.300 zł do 6.860 zł brutto z montażem (i podatkiem VAT 8%). Można było więc już zauważyć wpływ rosnących cen paneli fotowoltaicznych na rynek.

W tym miejscu muszę dodać, że trafiło się kilka ofert, które, choć mnie wydały się podejrzane, mogłyby skusić część klientów. I żeby była jasność: wierzcie, że nie jestem osobą, która lubi przepłacać. Jednocześnie wielokrotnie przekonałam się, że “chytry dwa razy traci”. W przypadku fotowoltaiki nadmierna oszczędność może się zemścić szybciej, niż sądzicie!

Uwaga na “wyjątkowe” promocje

Co włączyło u mnie czerwoną lampkę? Przykładowo – jedna z ofert zdecydowanie odstawała od reszty nieco większą mocą (ok. 3,55 kW) i wyjątkowo niską ceną (ok. 15.300 zł brutto z montażem). Większa instalacja za mniejsze pieniądze – nic tylko brać i nie zastanawiać się? Otóż nie!

Ta propozycja ta od razu wydała mi się podejrzana. Bo na czym oszczędza ta firma, skoro korzystając z podobnych podzespołów co konkurencja, jest w stanie mi zaoferować wyższą moc i zdecydowanie niższą cenę? Odpowiedź przyszła kilka tygodni później. Okazało się, że firma ta ma problemy z wypłacalnością wobec podwykonawców, co świadczy o tym, że jej stabilność finansowa budzi uzasadnione wątpliwości. Firma straciła też w moich oczach, probując “wcisnąć” mi sprzęt o gorszych parametrach niż te, na których mi zależało. Na moje pytanie, dlaczego oferta nie odpowiada moim wytycznym usłyszałam “A co to za różnica?”. Cóż, nie tak się powinno obchodzić z klientem.

Inna firma, podpierając się promocją, próbowała mi sprzedać instalację zdecydowanie przewyższającą moje zapotrzebowanie energetyczne – o mocy 5,6 kW! I to pomimo tego, że poinformowałam handlowca, że przez co najmniej 2 lata nie będę jeszcze korzystać z pompy ciepła, która zużyłaby produkcję. Co by było, gdybym się ugięła? Po pierwsze przepłaciłbym około 8.000 zł. Po drugie, co roku przepadałaby mi ok. 2.000 kWh energii o wartości ok. 1.400 zł. A to oznacza, że ta konkretna inwestycja byłaby dla mnie nieopłacalna. W ofercie tej firmy znalazłam też kilka manipulacji, jeśli chodzi o czas zwrotu. Przede wszystkim, nie był on wyliczony dla mojej fotowoltaiki, ale jakiejś fikcyjnej instalacji, o mocy 9,53 kW. Co ciekawe, według kalkulacji, instalacja ta była warta 23.239 zł, czyli o ok. 1.690 zł… mniej od tej, którą zaproponowano mnie – o mocy 5,6 kW (prawda, że podejrzane?) Oprócz wyraźnie zaniżonej ceny instalacji, do wyliczenia ulgi termomodernizacyjnej wykorzystano korzystniejszą, 19% stawkę podatku, z której mało kto korzysta. Wszystko po to, by osiągnąć przyciągający wzrok czas zwrotu na poziomie 4 lat.

Byłam tym odkryciem bardzo zniesmaczona. Fotowoltaika to opłacalne rozwiązanie, które obroni się samo. Tego typu manipulacje szkodzą rynkowi i zmniejszają zaufanie do OZE, co przecież jest drogą donikąd!

Kogo wybrałam?

Po długich dyskusjach, przebrnięciu przez kilkadziesiąt ofert, przeanalizowaniu setek parametrów podzespołów, warunków gwarancji oraz rozważeniu wszelkich za i przeciw, decyzja zapadła! Komu powierzyłam wykonanie mojej instalacji fotowoltaicznej? Postanowiłam zaufać firmie… Smartsolar!

Przejście całej tej ścieżki, utwierdziło mnie w przekonaniu, że w moim przypadku faktycznie właśnie ta firma sprawdzi się najlepiej. Dlaczego?

  • Doświadczenie – firma jest na rynku już od ponad 10 lat i ma na swoim koncie tysiące realizacji (nie tylko mikroinstalacji, ale też farm fotowoltaicznych).
  • Podzespoły – specjaliści z firmy uwzględnili w ofercie wszystkie moje wymagania, ale jednocześnie byli gotowi zaproponować coś od siebie – po to, by system działał lepiej i był bardziej praktyczny. Tym sposobem postanowiłam dać szansę fotowoltaice niskonapięciowej opartej na mikroinwerterach (dzięki temu późniejsza rozbudowa nie będzie stanowić najmniejszego problemu).
  • Przejrzyste zasady współpracy – podobało mi się, że pracownicy firmy nie działali jak handlowcy, lecz specjaliści, którym zależy na tym, by moja instalacja działała jak najwydajniej. Rzetelnie odpowiadali na wszystkie moje pytania i nie stosowali żadnych kruczków.

Również na późniejszych etapach, firma traktowała mnie po partnersku – uwzględniając moje uwagi i prośby. Byłam informowana o postępie prac i następnych krokach, dzięki czemu mogłam trzymać rękę na pulsie.

Jak wyglądał u mnie audyt fotowoltaiczny i podpisanie umowy?

Gdy zaakceptowałam wstępną ofertę firmy, wzięliśmy się za dopinanie szczegółów współpracy. Choć w moim mailu z zapytaniem, zawarłam niemal wszystkie informacje niezbędne do opracowania oferty, a nawet projektu, firma Smartsolar nie pominęła etapu audytu fotowoltaicznego (i słusznie, ale o tym za chwilę).

Ze względu na pandemię, uzgodniliśmy, że przeprowadzimy go bez kontaktu osobistego – firma miała już doświadczenie w tego typu audytach. Na podstawie wytycznych od Smartsolar przygotowałam rozbudowaną dokumentację fotograficzną m.in. dachu, jego otoczenia i jego konstrukcji, a także rozdzielni i zabezpieczeń. Uzupełnieniem tych informacji były dane geolokacyjne.

Dlaczego audyt mimo wszystko był potrzebny? To podczas niego okazało się, że przewody, którymi prąd miałby płynąć z fotowoltaiki do domu, nie spełniają przyjętych wytycznych – miały zbyt małą średnicę przewodu i należało je wymienić, by zagwarantować stabilną i bezpieczną pracę instalacji.

Po weryfikacji kwestii technicznych, projektant firmy Smartsolar przygotował dla mnie ostateczną ofertę i wycenę. W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować Panu Markowi ze Smartsolar za ogromną cierpliwość, zaangażowanie i odpowiedzi na każde nurtujące mnie pytanie!

Wraz z ofertą, otrzymałam również kopię umowy oraz pozostałych dokumentów – m.in. dotyczących pełnomocnictwa do zgłoszenia instalacji u operatora sieci oraz złożenia wniosków o dofinansowanie. Miałam więc czas dokładnie się z nimi zapoznać i uzyskać odpowiedzi na pytania, które się pojawiły. Umowę również podpisaliśmy bez bezpośredniego kontaktu. Po tym, zgodnie z umową, wpłaciłam zaliczkę i ruszyły przygotowania.

Sprawdź bezpłatnie oferty fotowoltaiki

Wielki dzień – jak wyglądała instalacja paneli fotowoltaicznych na moim dachu?

W krótkim czasie trafiły do mnie moduły i sprzęty elektroniczne (mikroinwertery i system do monitoringu instalacji fotowoltaicznej). Nieco później, udało się też ustalić termin montażu, który przypadł na koniec stycznia 2022 roku. Nie było jednak łatwo, bo pogoda (mróz, wiatr i śnieg) nie sprzyjała i kilkukrotnie konieczne było przesunięcie daty rozpoczęcia prac. Jak wyglądała realizacja fotowoltaiki – krok po kroku?

1. Dokonanie pomiarów i przygotowanie systemu montażowego

Większość z nas montaż fotowoltaiki kojarzy przede wszystkim z samą instalacją paneli fotowoltaicznych. Musicie jednak wiedzieć, że ten etap – przytwierdzenie modułów na dachu – to zaledwie niewielki ułamek wszystkich prac związanych ze wdrożeniem instalacji PV. Najwięcej czasu zajmują zadania poboczne, związane z przygotowaniem pozostałych części instalacji – konstrukcji, przewodów, zabezpieczeń, uziemienia i innych.

Do wykonania mojej, niewielkiej instalacji Smartsolar przydzielił 3-osobową ekipę montażystów. Dwóch z nich działało na dachu. Jeden zajmował się wyłącznie pracami elektrycznymi na dole – w budynku, gdzie miały trafić zabezpieczenia.

Ekipa montażowa zaczęła od wykonania pomiarów dachu i rozplanowania modułów zgodnie z projektem. Panowie upewnili się też, że przyjęty układ paneli nie utrudni w przyszłości dalszej rozbudowy instalacji.

Po wyznaczeniu sposobu ułożenia modułów, zaczęto dopasowywać elementy konstrukcji montażowej do wyznaczonych wcześniej miejsc.

Dach budynku, na którym ostatecznie spoczęła instalacja PV, kryty jest blachą trapezową – zastosowano więc dedykowany system mocowania paneli fotowoltaicznych, opierający się na aluminiowych, trapezowych mostkach.

Były one przykręcane specjalnymi śrubami, wyposażonymi w uszczelki co będzie zapobiegać przeciekom dachu, ale jednocześnie zapewni stabilność całej konstrukcji.

2. Montaż mikroinwerterów

Jak już wspominałam, moja instalacja opiera się na mikrofalownikach. Urządzenia te pozwalają monitorować każdy z modułów osobno, dzięki czemu ewentualne zacienienie czy nawet uszkodzenie jednego z nich, nie będzie ograniczać pracy pozostałych. Mają też szereg innych zalet (jeśli chcecie o nich poczytać sprawdźcie nasz artykuł o mikroinwerterach). Wszystko to ostatecznie sprawiło, że postanowiłam dać im szansę i wykorzystać je w swojej instalacji PV.

Mikrofalowniki, inaczej niż falowniki stringowe, co do zasady montuje się w bezpośredniej okolicy modułów, a nie w budynku. W moim przypadku zostały umieszczone pod modułami, by jak zaleca producent, odizolować je od bezpośredniego oddziaływania promieni słonecznych, deszczu czy śniegu. Urządzenia zostały przykręcone do dodatkowych elementów konstrukcji montażowej.

W mojej 3-fazowej instalacji wykorzystano trzy mikrofalowniki – dwa o mocy 800 W i jeden o mocy 1500 W. Dzięki temu, zgodnie z zaleceniem producenta, na każdej z faz znajdowało się co najmniej jedno takie urządzenie.

3. W międzyczasie – przygotowanie skrzynki z zabezpieczeniami i tras przewodów

Podczas gdy dwóch montażystów pracowało na dachu, trzeci w tym samym czasie zajmował się przygotowaniem instalacji elektrycznej. To chyba najbardziej czasochłonne i żmudne zadanie, ale jednocześnie niezwykle ważne – błędy popełnione w tym miejscu mogą sprawić, że system nie zadziała wcale lub też będzie pracował mało wydajnie.

Ponieważ, moja instalacja opiera się na mikrofalownikach, w budynku konieczne było przygotowanie jedynie skrzynki z zabezpieczeniami AC.

Po rozmieszczeniu i przytwierdzeniu systemu mocowań oraz mikrofalowników, dwaj instalatorzy pracujący na dachu, zajęli się następnie przygotowywaniem przewodów łączących skrzynkę rozdzielczą z mikroinwerterami. Oprócz tego, wzięli na siebie wykonanie uziemienia instalacji fotowoltaicznej.

Choć w mikroinstalacji z mikrofalownikami, przewody PV po stronie DC nie muszą radzić sobie z wysokimi napięciami (nie powinny one przekraczać 60V), nadal są wystawione na niekorzystne warunki zewnętrzne – wysokie temperatury, wilgoć czy mróz. Dlatego, jak widzicie, są wyposażone w grubą izolację, pozwalającą je przetrwać. Dla dodatkowego zabezpieczenia, specjaliści ze Smartsolar umieścili przewody w peszlu (karbowanej rurze elektroinstalacyjnej), która ma odseparować je od trudnych warunków atmosferycznych, a także chronić od ewentualnych uszkodzeń mechanicznych.

W specjalnej rurze ochronnej znalazły się także przewody od uziemienia. Poniżej zdjęcie z gotowej już instalacji odprowadzającej ładunki – to ten węższy przewód biegnący do gruntu. Fragment całego systemu uziemiającego znajduje się pod ziemią.

4. Moment kulminacyjny – instalacja paneli fotowoltaicznych na dachu

Po kilku godzinach przygotowań nadszedł wreszcie moment, w którym można było przejść do najbardziej widowiskowej części całej akcji, czyli montażu modułów na dachu.

Wspominałam Wam już, że w większości przypadków, gdy myślimy o montażu fotowoltaiki, przed oczami staje nam głównie podłączanie modułów. Jednak w rzeczywistości, w ciągu tego kilkugodzinnego dnia pracy, samo umieszczenie i podpięcie paneli zajęło około godziny. I to nawet przy zachowaniu ostrożności przy obchodzeniu się z dość dużymi urządzeniami na wysokości.

Moja instalacja składa się z 8 paneli fotowoltaicznych, o mocy 405 W i wymiarach ok. 1,8 m na ok. 1 m. Oto i one:

Dla tych, którzy nie mieli większej styczności z modułami, dorzucam jeszcze jedno zdjęcie z instalatorami – dla skali.

Niech Was nie zwiedzie niebieskawa poświata – są to oczywiście moduły monokrystaliczne, wykonane z ogniw z krzemem typu N. To sprawia, że po 30 latach działania, wciąż powinny mieć ok. 87% mocy wyjściowej.

Jak z pewnością zauważyliście, moduły to naprawdę spore urządzenia, z którymi trzeba obchodzić się uważnie i ostrożnie – tak by ich nie zarysować czy też nie potłuc (ich wierzchnia warstwa to hartowane szkło, pokryte powłoką antyrefleksyjną, które nadal jednak mogą uszkodzić np. spadające narzędzia). Moduły nie powinny być narażone na nadmierne obciążenia i skręcanie, gdyż może to prowadzić do niewidocznych gołym okiem, ale bardzo problematycznych mikropęknięć (one powodują później powstawanie tzw. gorących punktów, które z kolei mogą wywołać nawet zapłon!).
Dodatkowo, ze względu na własne bezpieczeństwo, montażyści nie powinni ich dotykać bez rękawic i odzieży ochronnej (m.in. obuwia z gumową podeszwą).

Muszę tu podkreślić, że zachowywanie zaleceń producenta w zakresie sposobu obchodzenia się z modułami jest ważne, z punktu widzenia gwarancji na panele fotowoltaiczne.

Zanim specjaliści ze Smartsolar zabrali się za montaż, sprawdzili, czy uszczelnienia, skrzynka przyłączowa oraz powierzchnie modułów są czyste i nieuszkodzone. Potem, po ostrożnym wniesieniu urządzeń na dach, przeszli do instalacji paneli fotowoltaicznych i podłączania ich do mikroinwerterów.

W przypadku mojej instalacji, panele fotowoltaiczne były montowane w systemie “od lewej do prawej”, przez całą szerokość dachu. Do konstrukcji przytwierdzono je dedykowanymi klemami (rodzajem zacisków – to te czarne elementy na mostkach).

Podczas przykręcania, instalatorzy na bieżąco sprawdzali jeszcze, czy moduły są ułożone równo względem powierzchni dachu oraz względem siebie.

Dla tych bardziej ciekawych, mam jeszcze schemat podłączenia modułów, pochodzący z mojej aplikacji do monitoringu instalacji fotowoltaicznej.

Dwa pierwsze mikrofalowniki, każdy o mocy 800 W jest połączony z dwoma modułami. Ostatni, trzeci mikroinwerter o mocy 1.500 W obsługuje 4 panele – to maksymalna dopuszczalna liczba paneli dla tego modelu falownika.

Przy okazji, macie okazję przekonać się, czy panele fotowoltaiczne działają w pochmurne dni. Powyższe dane na temat mocy osiąganej przez moją instalację, pochodzą z początku lutego, gdy niebo przez cały dzień było zachmurzone i nawet padał śnieg. Pomimo bardzo niesprzyjających warunków, całość osiągała ponad 580 W.

5. Pomiary – nieobowiązkowe, ale wskazane

Gdy wszystkie panele znalazły się już na swoim miejscu i zostały połączone z mikroinwerterami, nadszedł czas na jeden z końcowych etapów instalacji paneli fotowoltaicznych na mojej posesji, czyli dokonanie pomiarów kontrolnych.

Uwaga! Choć przepisy prawa polskiego wprost nie nakładają na montażystów obowiązku dokonania pomiarów instalacji, to dla zachowania dobrych praktyk i norm branżowych, wskazane jest ich wykonanie.

Rzetelne firmy instalacyjne, sprawdzą m.in. rezystancję uziemienia, rezystancję przewodów po stronie AD i DC, a oprócz tego dokonają pomiaru ciągłości przewodów, impedancji pętli zwarcia, napięć i prądów stringów modułów oraz sprawdzą skuteczność ochrony przeciwporażeniowej.

Po tym i po mojej ostatecznej weryfikacji prac, podpisałam protokół odbioru instalacji fotowoltaicznej.

Na sam koniec, jeden z instalatorów skonfigurował dla nas system monitoringu instalacji fotowoltaicznej, z wykorzystaniem tzw. DTU (bramki komunikacyjnej, zbierającej dane z mikroinwerterów i przesyłającej je do chmury, skąd mogę je pobrać do aplikacji użytkownika).

Po tym, moja instalacja fotowoltaiczna była już gotowa na wymianę licznika na dwukierunkowy i rozpoczęcie produkcji. A oto i obiecany film, pokazujący, jak przebiegały prace montaże.

Instalacja paneli fotowoltaicznych – RELACJA VIDEO

Wymiana licznika na dwukierunkowy

Biurokracją związaną z podłączeniem fotowoltaiki do sieci zajęła się firma Smartsolar. My, poza udzieleniem im pełnomocnictwa i podaniem danych identyfikacyjnych (PPE, numer klienta, etc.) nie musieliśmy nic robić. W naszym przypadku formalności i tak nie byłyby jednak uciążliwe. Wystarczyło zwykłe zgłoszenie, bo moc instalacji fotowoltaicznej nie przekraczała mocy przyłączeniowej.

Każdy operator sieci dystrybucyjnej ma 30 dni na podłączenie instalacji do sieci – w przypadku mikroinstalacji, nie może go też odmówić. My nie musieliśmy jednak czekać aż tyle. Przedstawiciel OSD z nowym licznikiem pojawił się u nas po około tygodniu.

Sama wymiana licznika na dwukierunkowy trwała mniej niż godzinę. Najpierw elektryk usunął stary licznik, a następnie zamontował nowy wraz z anteną do zdalnego odczytu energii pobieranej i oddanej.

To również przedstawiciel OSD dokonał pierwszego uruchomienia instalacji fotowoltaicznej. Produkcja ruszyła niemal natychmiast. Poniżej macie wykres z aplikacji monitorującej, gdzie dokładnie widać moment włączenia instalacji.

Jak widać, wbrew pozorom, fotowoltaika zimą działa – choć oczywiście produkcja jest znacznie niższa, niż latem.

Misja poboczna instalacji paneli fotowoltaicznych – zmieniamy cennik na taryfowy

Dodam jeszcze, że ponieważ do tej pory korzystaliśmy z umowy kompleksowej, wymiana licznika na dwukierunkowy nie wiązałaby się dla nas z żadnymi formalnościami ze sprzedawcą energii. Energa (która jest naszym sprzedawcą i operatorem) nie stosuje w takim przypadku żadnych zmian umowy.

Tak się jednak złożyło, że wymiana licznika zbiegła się czasowo z końcem oferty na prąd, z której korzystaliśmy – sławnej już “taryfy G11k”. Przejście na system prosumencki było więc idealnym momentem na wyprostowanie kilku spraw z tym związanych.

Umowę na G11k ze wsparciem fachowców podpisywaliśmy z przeświadczeniem, że coś takiego się nam przyda – szczególnie podczas remontu, gdy o jakieś usterki nietrudno. Praktyka pokazała jednak, że przez cały czas jej trwania (24 miesiące) nie skorzystaliśmy z ich pomocy ani razu. Dlatego przed wygaśnięciem umowy zgłosiliśmy się do punktu obsługi klienta z wnioskiem o zmianę naszego cennika na cennik urzędowy – czyli tzw. “czystą taryfę G11”. W niej nie obowiązuje opłata handlowa, dzięki czemu nasz rachunek za prąd będzie jeszcze niższy.

Jeśli i Wy chcecie zrezygnować z G11k, zachęcam do zapoznania się z artykułem “Jak zmienić taryfę G11k na G11?”, w którym opisałam jak się za to zabrać.

Ile trwa montaż paneli fotowoltaicznych?

W artykule “Fotowoltaika do końca roku – to możliwe” analizowałam dla Was, ile trwają procedury związane z realizacją instalacji fotowoltaicznej – od momentu wyboru firmy do zgłoszenia i podłączenia do sieci. Okazało się wówczas, że w zależności od kilku różnych czynników, cały proces wdrożenia fotowoltaiki powinien zawrzeć się w okresie od 5 do 13 tygodni. Jak było w moim przypadku?

  • Wyszukanie firm, rozesłanie zapytań i analiza odpowiedzi zajęła mi około 2 tygodnie. W tym czasie sprawdziłam kilkadziesiąt ofert.
  • Formalności z wykonawcą (audyt, ustalenie szczegółów, wyjaśnienie warunków współpracy) zakończone podpisaniem umowy – również trwały ok. 2 tygodni. Byłam jednak bardzo dociekliwym klientem.
  • Przygotowania do montażu – ten etap trwał ok. 3-4 tygodni, choć tu muszę podkreślić, że w międzyczasie wypadało sporo dni wolnych (Święta Bożego Narodzenia, Sylwester, Święto Trzech Króli) kiedy nawet mnie nie zależało na przeprowadzeniu montażu.
  • Instalacja paneli fotowoltaicznych – trwała około 5-6 godzin, uwzględniając w tym przerwy na kawę i ciastko 😉
  • Czas oczekiwania na wymianę licznika – około 1 tygodnia.

Razem daje to nam ok. 8-9 tygodni, co biorąc pod uwagę fakt, że przełom roku 2021 i 2022 był dla branży fotowoltaicznej niezwykle trudny, osobiście uważam za bardzo dobry wynik. Nie każdy musi się jednak ze mną zgodzić. Dlaczego trwało to aż tyle?

Dlaczego tak długo?

Jeśli nie bardzo orientujecie się, co się działo na rynku, pokrótce zarysuję Wam, z jakimi wyzwaniami mierzyli się instalatorzy tacy jak Smartsolar:

  • utrudnienia w dostawach komponentów – polski rynek fotowoltaiki (zresztą jak większość rynków w Europie i na świecie) opiera się na urządzeniach sprowadzanych z Azji. A ostatnich kilkanaście miesięcy w logistyce upłynęło pod znakiem szybujących w górę kosztów frachtów i opóźnień w transportach. I choć może brzmieć to dla Was jak wymówka, powodem faktycznie była pandemia koronawirusa;
  • braki w kadrze – pandemia odcisnęła zresztą swoje piętno nie tylko na sektorze transportowym, ale i na całych gospodarkach. Ludzi brakowało nie tylko przez lockdowny, ale też przez ogromny popyt na usługi fotowoltaiczne;
  • ograniczenia w produkcji urządzeń i komponentów do PV – które można było obserwować m.in. w Chinach, ale też w Europie. Fabryki w Państwie Środka hamowała pandemia, ale też problemy energetyczne, z którymi boryka się kraj. W Europie wina leżała głównie po stronie COVID-19;
  • pogoda – ze względów bezpieczeństwa, montażu fotowoltaiki nie powinno się wykonywać podczas opadów atmosferycznych (deszcz, śnieg) i wysokich mrozów. Przeciwwskazaniem są też silne podmuchy wiatru. Tymczasem przełom 2021 i 2022 roku obfitował właściwie we wszystkie te zjawiska, co opóźniało montaże u wszystkich wykonawców;
  • panika na rynku wywołana zmianą systemu opustów – największym wyzwaniem dla branży PV była jednak nowelizacja ustawy o OZE. To właśnie ona sprawiła, że Polacy masowo “rzucili” się na zakup instalacji fotowoltaicznych, przez co popyt przewyższał możliwości wykonawcze firm fotowoltaicznych. Efektem są wszechobecne opóźnienia.

Mając świadomość wszystkich tych problemów i wiedząc, że wielu z Was narzeka na niedotrzymywanie terminów, nie liczyłam na błyskawiczną realizację. Wydaje mi się jednak, że w moim przypadku i tak było nieźle. I choć powyższe wyzwania nie usprawiedliwiają całkowicie firm fotowoltaicznych, to trzeba je jednak wziąć pod uwagę. Sytuacja sprawia, że nie pozostaje nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość.

Sprawdź bezpłatnie oferty fotowoltaiki

Kiedy mi się to zwróci?

Jak już wspominałam, instalacja fotowoltaiczna pojawiła się na naszym dachu nie ze względu na aktualnie wysokie rachunki za prąd, ale głównie z uwagi na planowane przez nas dalsze inwestycje – m.in. w pompę ciepła i magazyn energii. Dzięki niej, utrzymanie naszego domu będzie prostsze i wygodniejsze. Będziemy mieli też własne, ekologiczne źródło energii – a to dla mnie bardzo ważne. Kwestia czasu zwrotu samej instalacji nigdy nie była dla mnie priorytetem (tak jak mało kto wylicza czas zwrotu z zakupu lepszego samochodu czy nowszej pralki).

Z ciekawości obliczyłam jednak prosty czas zwrotu. Bez uwzględniania dotacji “Mój Prąd” czy ulgi termomodernizacyjnej, fotowoltaika powinna “wyjść na 0” po ok. 7 latach. Ponieważ wraz z mężem pracuję z domu, nasz profil zużycia różni się od tego, jaki można spotkać w przeciętnym gospodarstwie domowym. Sporą część produkcji z fotowoltaiki będziemy zużywać na bieżąco, co pozytywnie wpływa na opłacalność przedsięwzięcia. Dla mojej rodziny, inwestycja w PV była więc strzałem w dziesiątkę, który zapewni nam bezpieczeństwo i komfort energetyczny.

Informacje o autorze

Emila Biernaciak

Ukończyła Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ekspertka w zakresie fotowoltaiki. Zapalona badaczka zagadnień związanych z finansami, energetyką oraz marketingiem w sieci. Szczera fanka i propagatorka ekologicznych rozwiązań, które mogą zmienić świat na lepsze. Niespokojny duch, wciąż szukający nowej wiedzy i doświadczeń. W wolnym czasie czyta powieści Stephena Kinga i śledzi trendy motoryzacyjne.

Dodaj komentarz
guest
1 Komentarz
Najnowsze
Najstarsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin
Marcin
23 lutego 2022 12:19

Jakiej firmy w końcu były panele ? Też jestem na etapie montażu tak samo na tych mikrofalownikach i panele reisen